Biznes nie docenia innowacji

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2015-11-08 22:00

W Polsce innowacje będą, jeśli przedsiębiorcy się do nich dostatecznie przekonają, a korzystanie z dotacji na ten cel stanie się prostsze

Innowacje, szczególnie w kontekście nowej perspektywy unijnej, to kluczowe hasło. Jednak czy przedsiębiorcy doceniają jego wagę i czy planują innowacje wdrażać? Postanowił to sprawdzić Europejski Fundusz Leasingowy (EFL), dla którego Instytut Keralla Research przebadał 500 małych i średnich przedsiębiorców.

Brak zrozumienia

Badanie pokazuje, że innowacje dla firm nie mają tak dużego znaczenia, jak mogłoby na to wskazywać powszechne zainteresowanie tą sferą działalności. Przedsiębiorcy co prawda głoszą, że doceniają innowacje. Zdaniem aż 84,4 proc. z nich, nakłady na nie to warunek długoterminowego utrzymania się przedsiębiorstwa na rynku.

Jednak zapytani o to, co buduje przewagę konkurencyjną, innowacje wymieniają dopiero na czwartym miejscu. Ważniejsze są choćby relacje z klientami i kontrahentami. Ponadto firmy rzadko wskazują innowacyjność jako czynnik determinujący sukces przedsiębiorstwa. Zaledwie 20 proc. badanych uznaje, że może ona, choć nie musi, zdecydować o sukcesie firmy. Chętniej wymieniali m.in. elastyczność firmy czy nastawienie na satysfakcję klientów. Innowacyjność nie pojawia się także w najbliższych planach przedsiębiorców.

W ciągu roku jedynie 2 proc. z nich zamierza udoskonalić produkty i podnieść ich jakość. Ale już co druga firma chce skoncentrować się przede wszystkim na rozwinięciu skali działania poprzez zwiększenie sprzedaży. Ponadto co trzeci przedsiębiorca będzie się skupiać głównie na przetrwaniu na rynku. Jednocześnie zaledwie 12 proc. firm w Polsce przyznaje się do tego, że ma specjalny zespół do prowadzenia prac badawczo-rozwojowych, a zaledwie 3 proc. planuje utworzenie takiego działu. Przy tym blisko co trzecia badana firma przyznała, że korzystała z funduszy UE w ciągu ostatnich pięciu lat. Najwyraźniej jednak pozyskanie takiego kapitału nie skłoniło jej do inwestycji w badania i rozwój.

— W tej chwili większość firm gra innowacyjnością. Gra tylko ze względu na dotacje unijne. Często ich innowacja polega na tym, żeby wpisać we wniosku coś nietypowego. Za dotacje kupują maszyny, których nigdy nie wykorzystają, a robią to tylko po to, żeby wyciągnąć pieniądze z Unii — tłumaczy to zjawisko Tomasz Matusiak, członek zarządu Lightweight Technology.

Potrzeba własnych zasobów

Jak zachęcić przedsiębiorców do innowacyjności? Z analizy EFL wynika, że do czynników najbardziej hamujących wdrażanie innowacji w firmach należą zmieniające się przepisy. Tak uważa ponad 39 proc. badanych. Na kolejnych miejscach znalazły się wysokie koszty prowadzenia firmy i niewielkie zasoby własne, które można przeznaczyć na innowacyjność. Firmy uważają, że do rozpoczęcia tego typu aktywności konieczne jest przede wszystkim posiadanie własnych nadwyżek finansowych, ponieważ jeżeli biznes ich nie generuje, wystąpienie o dotację czy kredyt jest praktycznie niemożliwe. — Problem polega na tym, że banki nie chcą pomagać nowym firmom.

Człowiek zachęcony ich reklamami przychodzi i odbija się od ściany. Bank chce mnie zaprosić do rozmowy, w momencie gdy będę milionerem. Dopiero wtedy mi pożyczą pieniądze? Ja już nie będę zainteresowany — żali się Tomasz Matusiak. Zdaniem Jarosława Kępy, członka zarządu firmy Cimat, przedsiębiorcy chętniej decydowaliby się na wprowadzanie innowacji, gdyby zachęt podatkowych było więcej.

— W firmach to zawsze pieniądz jest czynnikiem decydującym. Zwolnienie podatkowe działa w dwie strony i obie strony na tym korzystają. Jeżeli przedsiębiorstwo zostanie zwolnione z podatku, bo prowadzi działalność innowacyjną, a w przyszłości wprowadzi nowe rozwiązanie i będzie je sprzedawać, to zacznie generować większy zysk, co znajdzie odzwierciedlenie w kwocie podatków dla państwa — tłumaczy Jarosław Kępa.

Innego zdania jest Tomasz Bednarski, prezes zarządu Unicardy. Uważa, że wysokość podatków jest ważniejsza w normalnym biznesie. Nie potrzeba specjalnych zwolnień, jeżeli dobre podatki powodują, że sprawnie funkcjonująca firma jest w stanie wygospodarować pieniądze, które może przeznaczyć na innowacje.

— Same ulgi podatkowe związane z innowacyjnością tworzą zagrożenie niejasnych reguł i nadużyć. Programy unijne pokazywały, że choć niektóre projekty faktycznie były związane z innowacyjnością, bardzo często była ona mocno naciągana wyłącznie po to, by przedsiębiorca otrzymał dotacje. Jeżeli będziemy mieli normalny, zdrowy system podatkowy, to innowacyjność jest naturalną perspektywą dla każdej firmy, która chce się rozwijać. I na to pieniądze będą tak czy inaczej. Nie mam takiego mocnego przekonania, że są potrzebne jakieś ulgi podatkowe z tym związane. Raczej nie tędy droga — tłumaczy Tomasz Bednarski.

Dotacje mają wady

Jednocześnie marne szanse na zwiększenie inwestycji w innowacje ma lepszy dostęp do finansowania zewnętrznego. Najchętniej przedsiębiorcy korzystają w tym zakresie z własnych pieniędzy. — Innowacje staramy się finansować przede wszystkim z własnych pieniędzy, najmniejszym możliwym nakładem, pokrywając je z marży z projektów, które realizujemy. Dzieje się tak ze względu na wysokie ryzyko, że zostaniemy z inwestycjami i nie będziemy mieli zwrotu z zainwestowanych pieniędzy. Bo każdy kredyt czy leasing trzeba spłacać — tłumaczy Krzysztof Kamiński, prezes Alnea.

Chętnie natomiast skorzystają z pomocy UE. Jedna czwarta badanych firm w najbliższymroku planuje skorzystać z pieniędzy unijnych, aż 91 proc. z nich twierdzi, że wykorzysta je na innowacje. Problemem może być jednak niedostosowanie programów do potrzeb małych firm.

— Są one mocno nastawione na duże projekty. W przypadku Małopolski, jeżeli się nie stworzy projektu na poziomie kilku milionów złotych, nie ma szans na dotacje. A przecież czasami 200–300 tys. zł całkowicie wystarczy, żeby wiele naprawdę ciekawe pomysły wprowadzić w życie. Jeśli minimalna kwota dotacji wynosi 2 mln zł, a w przypadku Małopolski dofinansowanie może wynieść 35 proc. inwestycji, to przedsiębiorca musi zaplanować innowacyjną inwestycję na poziomie 6–7 mln zł. Dla firm takich jak Unicard to zdecydowanie za dużo. Wydajemy kilkaset tysięcy rocznie na innowacje, ale nie 6–7 mln zł — mówi Tomasz Bednarski. Potwierdza to badanie EFL — aż 46 proc. firm, które chcą za unijne pieniądze tworzyć innowacje, planuje przedsięwzięcia do 1 mln zł. Kolejny zarzut to fakt, że o dotacje wcale nie jest tak łatwo.

— Pozyskują je ci, którzy mają lepszych prawników albo są w stanie lepiej obejść system — uważa Tomasz Matusiak. Problemem jest także niezrozumienie potrzeb przedsiębiorców przez urzędników.

— Mam klienta z woj. warmińsko-mazurskiego z obszaru turbosprężarek, który chciał wprowadzić całą nową linię innowacyjną, z urządzeniami. Wnioskował o dotację i nie dostał jej. Otrzymał ją zakład fryzjerski. Urzędnikom najwyraźniej łatwiej jest zrozumieć innowacyjny system suszenia włosów, ale nie pojmują już na przykład, do czego służą skomplikowane urządzenia produkcyjne — tłumaczy Jarosław Kępa.