Raporty i statystyki nie pozostawiają złudzeń. Polska to w skali Europy innowacyjna pustynia. Na badania i rozwój wydajemy zaledwie 0,87 proc. PKB, a w sprzedaży produktów z najwyższej technologicznej półki wyprzedają nas mniejsze Czechy czy Węgry. Główny problem to fatalny stan relacji biznesu z nauką. Przez lata przedsiębiorcy i naukowcy nie potrafili ze sobą rozmawiać.

Polskie firmy nie były zainteresowane inwestowaniem w innowacje. Naukowcy natomiast nie mieli pomysłu, gdzie znaleźć pieniądze na badania i jak pomóc biznesowi. Powoli zaczyna się to zmieniać. Właściciele firm i akademicy nie padli jeszcze sobie w ramiona, ale przynajmniej zaczęli dialog.
— Naukowcy nie ograniczają się już tylko do badań i publikacji, ale coraz częściej są nastawieni na komercjalizację swoich wynalazków w bliskiej współpracy z biznesem — mówi prof. Tomasz Kuczur, szef rady nadzorczej bydgoskiej firmy Softblue.
Jej przykład dowodzi, że polska nauka może być dobrym biznesem. Spółka, która pozyskała od zagranicznego funduszu 10 mln zł na rozwój i przygotowuje się do debiutu na NewConnect, chce zarabiać na komercjalizacji osiągnięć polskich naukowców.
Pianka i cyberoko
Taki biznes nie byłoby możliwy, gdyby nie rosło zainteresowanie przedsiębiorców tym, co dzieje się na rodzimych uczelniach.System przyznawania funduszy unijnych wymusza na nich współpracę z politechnikami czy uniwersytetami, jeśli chcą sięgnąć po dotacje. To rodzi kontakty, które mają szansę przeobrazić się we współpracę.
— Właśnie zgłosił się do nas kolejny przedsiębiorca, który zainteresował się jedną z naszych innowacji. Nie chce jednak wdrażać jej w takiej formie, w jakiej opracowali ją nasi naukowcy, lecz zmodyfikować ją z naszą pomocą i wprowadzić u siebie w firmie — mówi Damian Kuźniewski, dyrektor Centrum Transferu Wiedzy i Technologii Politechniki Gdańskiej oraz wiceprezes spółki Excento.pl.
Za tą nazwą prosto z internetu kryje się spółka celowa Politechniki Gdańskiej, powołana do komercjalizacji wyników badań naukowców pracujących na uczelni. Podobne podmioty powstały już przy dwudziestu polskich ośrodkach naukowych. Trójmiejska spółka jest już matką pięciu mniejszych firm, które za kilka lat mogą przerodzić się w innowacyjne perełki w takich obszarach jak ekologiczne pianki poliuretanowe czy cyberoko, wspomagające leczenie osób w śpiączce. W planach jest powołanie kolejnych.
— Oprócz tego na bieżąco współpracuje z biznesem, wykonuje badania czy ekspertyzy. Rocznie otrzymuje kilkaset takich zleceń i jest to coraz poważniejsze źródło przychodów uczelni — mówi Damian Kuźniewski.
Nowe pokolenie
Prof. Tomasz Kuczur podkreśla, że rosnące zainteresowanie nauki biznesem to efekt wymiany pokoleniowej na polskich uczelniach. Dzięki dostępowi do uczelni w Europie Zachodniej młodzi polscy naukowcymogą na własne oczy zobaczyć, jak za granicą wygląda kooperacja biznesu i nauki. Wracają do Polski i chcą pracować według tych samych standardów. To powoduje, że pieniądze i biznes przestają być tematem wstydliwym, traktowanym jako rzeczy niegodne prawdziwego naukowca.
Albert Smektalski, dyrektor ds. rozwoju poznańskiego parku naukowo-technologicznego YouNick, zwraca uwagę na jeszcze jeden czynnik, który zachęca naukę i biznes do współpracy: publiczne pieniądze. Po latach posuchy, w których dostępne były niewielkie granty, od kilku lat z Brukseli płynie rzeka funduszy na badania i rozwój.
Dzięki nim uczelnie w końcu stać na inwestycje w infrastrukturę badawczą, a firmy — na tworzenie innowacji. Dzięki dotacjom powstaje także coraz więcej instytucji, które mają ułatwiać transfer wiedzy. To właśnie pieniądze z UE pozwoliły rozwinąć skrzydła YouNick, który jest pierwszym prywatnym podmiotem tego typu w Polsce.
Park nie tylko pomaga kojarzyć biznes i naukę czy wspiera początkujących przedsiębiorców, ale pełni też rolę funduszu inwestycyjnego wysokiego ryzyka. Dotychczas zainwestował w 12 firm z obszaru szeroko rozumianego IT i biomedycyny.
Wielkie potrzeby
Łyżkę dziegciu do beczki miodu dodaje Adam Pustelnik, prezes firmy doradczej AhProfit. W jego ocenie, mimo że z roku na rok współpraca między przedsiębiorcami a naukowcami jest coraz bliższa, żeby pchnąć do przodu całe branże, potrzebne są duże rządowe programy badawcze. Pojedyncze inicjatywy nie poprawią wskaźników innowacyjności na poziomie całego kraju.
— Tylko takie programy są w stanie zagwarantować sukcesywne prowadzenie badań przez wiele lat. Przedsiębiorcy myślą w znacznie krótszej perspektywie. Nawet jeśli decydują się na współpracę ze sferą nauki, to chcą efektów od razu. Nie mają czasu ani pieniędzy, by pozwolić sobie na ryzyko prowadzenia długich badań zakończonych niepowodzeniem — mówi Adam Pustelnik.
OKIEM PRZEDSIĘBIORCY
Aspiracje wymagają cudów
GRZEGORZ BRONA
prezes Creotech Instruments, firmy z branży kosmicznej
Jeśli Polska aspiruje do grona najbogatszych i najwyżej rozwiniętych gospodarek świata, to prowadzi tam tylko jedna droga: komercjalizacja osiągnięć naukowych. Mimo że w naszym kraju działają silne ośrodki badawcze i mamy fantastycznych młodych naukowców, przeszkodą w udanej komercjalizacji naukowego sukcesu są nadal pieniądze. Rynek kapitałowy jest jeszcze na tyle płytki i młody, że większość projektów, które rodzą się na uczelniach, nie znajduje zrozumienia wśród inwestorów. W dodatku, kiedy myślimy o komercjalizacji wynalazków w obrębie przemysłu wysokich technologii, pułap koniecznych nakładów finansowych może sięgać nawet 100 mln zł. W USA pozyskanie takich funduszy na rynku kapitałowym jest możliwe. W Polsce graniczy z cudem.