Biznes w polityce

Mira Wszelaka
opublikowano: 2005-05-05 00:00

„... Na wiosnę kwiatki rosną i kwitnie miesiąc maj. Zapytasz Sejm, na czyją to jest zgubę, to na ministra, który odszedł w siną dal...”. Ta parafraza słynnego polskiego szlagieru jakoś słabo się sprawdza, kiedy niższa izba parlamentu ma decydować o odwołaniu poszczególnych członków bądź całego rządu. Pasuje jednak jak ulał, gdy pojawia się możliwość rozliczenia kogoś z przeszłości, kto nie ma zbyt czystych rąk i dodatkowo jest przeciwnikiem politycznym.

Czy zatem Emil Wąsacz, minister skarbu za rządów Jerzego Buzka, którego nazwisko ściśle kojarzy się z kontrowersyjnymi prywatyzacjami PZU, TP SA czy Domów Towarowych Centrum, stanie przed Trybunałem Stanu? Co do tego nie ma wątpliwości. Sejmowa komisja odpowiedzialności konstytucyjnej jednogłośnie poparła taki wniosek. Za trzy tygodnie podobnie postąpi cały Sejm. Koalicja i opozycja chcą rozliczeń. W takich wypadkach próba obrony polityczno-biznesowych układów nikomu już się nie opłaca. A minister Wąsacz? Cóż, jak każdy, kto na to przystał, chyba wiedział, z kim tańczy.

Wypada tylko mieć nadzieję, że wkrótce uda się ustalić, gdzie dokładnie wielki biznes spotyka(ł) się z polityką, kto był swatką, ile to kosztowało, i że ktoś — bez sympatii politycznych, to wszystko sprawiedliwie osądzi.

Możesz zainteresować się również: