Biznesmeni są raczej nieufni
Z naszych badań wynika, że polskie firmy raczej nie ufają wywiadowniom gospodarczym. Często kojarzą ich działalność z donosami i przestępstwem. To oczywiście nie jest dobra wiadomość. Znalazła się jednak spora grupa podmiotów gospodarczych, która rozwiała nieco nasz niepokój. Były to spółki, które traktowały współpracę z wywiadownią tak, jak się to robi w cywilizowanym świecie — czyli normalnie.
Postanowiliśmy zorientować się, jaka jest świadomość naszych firm w zakresie korzystania z usług i współpracy z wywiadowniami gospodarczymi. Nasi reporterzy kontaktowali się telefonicznie z losowo wybranymi spółkami, udając korespondentów fikcyjnej wywiadowni. Proponowali spotkanie, które miałoby mieć formułę wywiadu środowiskowego na temat jednej lub kilku konkurencyjnych spółek. Zbadaliśmy 100 firm, których siedziba znajduje się w Warszawie. Nie skupiliśmy się na jednej konkretnej branży. Wręcz przeciwnie, staraliśmy się dotrzeć do jak najbardziej zróżnicowanej grupy podmiotów. Naszym kryterium doboru nie była w tym przypadku wielkość przedsiębiorstwa. Dzwoniliśmy do małych, dużych i średnich spółek. Za ewentualną współpracę nie proponowaliśmy żadnej formy gratyfikacji.
Nie ma mowy
Połowa firm, które wzięły udział w naszym badaniu, odmówiła kontaktu z pracownikiem wywiadowni gospodarczej. Ich decyzja stawała się bardziej radykalna, kiedy dowiadywali się, co ma być tematem rozmowy. Rozmowy z przedstawicielami takich spó-łek były bardzo krótkie i konkretne. Wśród ich wypowiedzi dominowały stwierdzenia: nie ma mowy, absolutnie nie, to niemożliwe itp. Jednym ze stałych argumentów, który przemawiał za odmową współpracy, było następujące zdanie:
— Na nikogo nie będę donosił (uderzenie słuchawki).
Działo się tak mimo tego, że podkreślaliśmy, iż interesują nas jedynie zwykłe komentarze dotyczące działalności określonych spółek. Co ciekawe, w zasadzie każda z firm, które nie zgodziły się na spotkanie, nie miała do tej pory kontaktu z wywiadownią gospodarczą. Może o tym świadczyć całkowite zaskoczenie wyrażane przez naszych rozmówców. Czasami uważali wręcz, że są o coś podejrzani.
Za opłatą
Zdecydowanie najmniej spółek, objętych przez „PB” sondą bezpieczeństwa, nie odpowiedziało konkretnie na nasze pytanie. Zakwalifikowaliśmy je do kategorii — „to zależy”. Stało się tak, ponieważ w zasadzie każda z nich była skłonna do podjęcia ewentualnej współpracy, ale w ramach odpowiedzi padały pytania typu:
— Co z tego będę miał?
Niektórzy szefowie takich firm sugerowali, że dobrym wynagrodzeniem byłyby po prostu pieniądze. Inni z kolei proponowali barter, warunkiem spotkania było np. wcześniejsze przysłanie bezpłatnej informacji na temat określonej spółki. Zdarzały się też podmioty, mające już doświadczenie w kontaktach z wywiadowniami gospodarczymi. Pewna pani dyrektor stwierdziła nawet, że bardzo dobrze zna naszą (nie istniejącą) wywiadownię i wcale nie jest zadowolona z jej usług. Podkreśliła, że jeżeli jeszcze raz przyślemy jej niekompletne raporty, to zerwie współpracę. Warunkiem ewentualnego spotkania miał być faks z tematami, które chcielibyśmy poruszyć. Podsumowując tę grupę, należy stwierdzić, że jej przedstawiciele byli nieufni, ale skłonni do podjęcia współpracy. Wyraźnie sugerowali otrzymanie jakiejś formy wynagrodzenia za udzielenie informacji.
Bez problemu
Trzecią grupę naszych respondentów stworzyły podmioty gospodarcze, które podchodziły do całej sytuacji bardzo swobodnie. Ich szefowie nie robili żadnych problemów i chcieli odpowiadać na nasze pytania nawet przez telefon. Praktycznie każda z tych spółek prowadziła działalność eksportową lub importową. Kilkanaście posiadało inwestorów zagranicznych. Ich przedstawiciele mówili o tym otwarcie. Nie ukrywali, że korzystanie z usług i kontakty z wywiadowniami gospodarczymi są dla nich rzeczą naturalną.
— Nie ma problemu, proszę przyjechać. Będzie mi łatwo, ponieważ dzisiaj dokładnie na ten sam temat rozmawiałem z przedstawicielem innej wywiadowni — powiedział prezes jednej z firm.
Należy podkreślić, że ta otwartość i swoboda wypowiedzi nie charakteryzowała wyłącznie kadry kierowniczej. Tacy sami byli szeregowi pracownicy, którzy odbierali telefony. Podawali nam bez problemów np. nazwiska przełożonych i numery ich telefonów komórkowych. `