Ceny obligacji na świecie oszalały. Rentowność prawie najniższa w historii. To już raczej koniec eldorado
Jeszcze kilka tygodni temu agencyjne informacje o kolejnym rekordzie coraz niższej rentowności 30-letnich papierów skarbowych USA nie robiły na nikim większego wrażenia. Co najwyżej pojawiały się głosy o rosnącej bańce na rynku długu. Dobre nastroje panują też w Europie, w tym w Polsce, choć wiosenne kłopoty finansowe Greków czy Irlandii trochę ten spokój zmąciły.
Krocie zarabiają więc właściciele długoterminowych obligacji rządowych, którzy zapewnili sobie wysoką rentowność rok, a zwłaszcza dwa lata temu, gdy szalał kryzys (teraz mogą zrealizować wysokie zyski, sprzedając dużo droższe papiery na rynku). Sporo zarabiają też właściciele jednostek funduszy inwestycyjnych działających na rynku długu. Tylko we wrześniu rekordziści znad Wisły dali zarobić klientom 2-2,8 proc., co odpowiada półrocznej lokacie w banku. To już jednak przeszłość, a o powtórkę tak wysokich stóp zwrotu będzie niezmiernie trudno. W przypadku funduszy inwestycyjnych, które mają w portfelu długoterminowe obligacje, z czasem mogą pojawić się nawet straty.
Skąd ten pesymizm? Odpowiedź wydaje się prosta. W wielu krajach stopy procentowe ustalane przez banki centralne są najniższe w historii i trudno sobie wyobrazić, aby były jeszcze niższe. Pytanie jest nie czy, lecz kiedy zaczną rosnąć. Ten scenariusz poprzedzi zapewne wzrost rentowności obligacji (być może widać już pierwsze tego oznaki), czyli spadek ich cen. Wcześniej czy później (raczej to pierwsze) luźna polityka pieniężna (zwłaszcza w USA) zaowocuje też inflacją. Nieprzypadkowo wczoraj za oceanem pojawiły się spekulacje, że Fed będzie robił wszystko, aby ją wywołać, co znacząco osłabiło amerykański rynek obligacji skarbowych. Lokalna inflacja byłaby zresztą wybawieniem nie tylko dla Amerykanów, ale i dla innych zadłużonych po uszy państw (w tym Polski), bo realnie "zjadłaby" dużą część potężnego długu. Na powyższy scenariusz mogą wskazywać drożejące surowce czy akcje.
Jak zatem bezpiecznie ulokować oszczędności? Jeśli obligacje, to lepiej przezornie postawić obecnie na te o zmiennym oprocentowaniu. Najlepiej, kiedy odsetki zależą od kosztu krótkoterminowych pożyczek na rynku międzybankowym (tzw. WIBOR), który wyprzedzi ruchy banków centralnych czy inflacji. Jeśli ktoś mimo wszystko myśli o papierach o stałym oprocentowaniu, czyli chce być pewien wysokości otrzymanych w przyszłości odsetek, to bezpieczniej postawić na papiery o krótkim żywocie (wygasające na przykład za rok) i po prostu rolować swoją pozycję, kupując systematycznie nowe papiery o — być może — coraz wyższym oprocentowaniu.
Do końca roku obligacje dadzą zarobić
Fryderyk Krawczyk
KBC TFI
Dobry klimat inwestycyjny dla polskiego długu ciągle się utrzymuje. W ostatnim tygodniu zyskiwały na wartości również obligacje o krótkim terminie zapadalności (do dwóch lat) w związku z bardzo spokojnymi w swoim tonie wypowiedziami członków Rady Polityki Pieniężnej. Cały czas spada prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w najbliższym czasie (nasza prognoza przewiduje pierwszą podwyżkę dopiero w styczniu przyszłego roku).
Najprawdopodobniej pozytywny sentyment inwestorów będzie się w dalszym ciągu utrzymywał na rynku. Nadchodzące tygodnie powinny przynieść dalsze spadki dochodowości (wzrost cen) obligacji skarbowych. Jednak nie przewiduję żadnych gwałtownych ruchów do końca roku. Fundusze dłużne powinny przynieść ich posiadaczom satysfakcjonujące stopy zwrotu do końca 2010 roku.
* fragmenty komentarza tygodniowego
Inflacja tak, ale nie od razu
David Harris
zarządzający portfelami dłużnymi w Schroders
Wraz z kontynuowaniem przez Rezerwę Federalną luźnej polityki monetarnej rentowność amerykańskich dziesięciolatek ponownie spadła we wrześniu, rodząc obawy, że mamy do czynienia z kolejną bańką spekulacyjną. Nie ma jednak podstaw, by przypisywać wzrost cen obligacji spekulantom. Malejąca rentowność obligacji utrzymuje się od 1980 roku, ale w ujęciu realnym trend nie jest już tak wyraźny, co wskazuje na istotny wpływ coraz niższej inflacji. Oczywiście, ogromna płynność wpompowana w rynek przez Fed ma swoją cenę i przyczyni się w końcu do wzrostu inflacji. Nie dojdzie jednak do tego w najbliższym czasie.