BoA: euro powinno kosztować 2,69 zł

Kamil Zatoński
opublikowano: 2009-11-19 00:00

Takiej presji na umocnienie złotego nie było od początku 2004 r. Wtedy też złoty był bardzo słaby.

Taka jest, zdaniem Bank of America Merrill Lynch, wartość godziwa naszej waluty. Prognozy banku nie są już tak szokujące

Takiej presji na umocnienie złotego nie było od początku 2004 r. Wtedy też złoty był bardzo słaby.

Według specjalistów Bank of America Merrill Lynch (BoA ML), jednego z najlepiej znanych zagranicznych banków, złoty jest najbardziej niedowartościowaną walutą rynków wschodzących. Obecny kurs rynkowy względem euro jest aż o ponad 50 proc. wyższy od tego, który za właściwy uznają analitycy. W relacji do dolara, który — zdaniem BoA ML — powinien kosztować zaledwie 2,02 zł, różnica jest mniejsza (33 proc.), ale i tak bardzo duża.

"Fundamenty sugerują silną presję na wzmocnienie złotego" — twierdzą analitycy banku. Dodają, że takiej presji nie było od początku 2004 r. Wtedy kurs EUR/PLN sięgał 4,90 zł (niemal dokładnie tyle, ile na początku tego roku), ale w ciągu kolejnych dwunastu miesięcy spadł do 3,90 zł. Teraz, jeśli trend się utrzyma, może dojść do powtórki. Euro jest już warte 4,10 zł.

"Różnica między dynamiką polskiej produkcji przemysłowej a dynamiką w strefie euro to zapierające dech w piersiach 13 pkt proc. Dodatkowo saldo bilansu handlowego uległo w tym roku gwałtownej poprawie, a udział Polski w imporcie krajów strefy euro rośnie ostatnio rekordowo. To argument potwierdzający, że kurs walutowy jest wysoce konkurencyjny (czytaj: złoty jest niedowartościowany)" —czytamy w raporcie Bank of America Merrill Lynch.

Model a rozsądek

"Modelowa ocena kursu złotego przedstawiona przez bank jest szokująca. Nie jest to bynajmniej oficjalna prognoza przyszłego kursu złotego, gdyż ta sama instytucja zakłada stopniową aprecjację złotego do 3,85 na koniec roku i do 3,55 zł za euro na koniec trzeciego kwartału 2010 r. A zatem różnica pomiędzy wartością godziwą, określoną modelowo, a "rozsądną" — realną prognozą walutową sięga 30 proc. w horyzoncie najbliższych trzech miesięcy —mówi Marek Wołos, analityk DM TMS Brokers.

Specjalista zauważa, że praktycznie nie zdarza się, by kurs płynnej waluty był zgodny z wartością modelową. Z założenia jednak zmierzają do nich w długim horyzoncie czasowym, co można traktować jako wskazówkę przy wyznaczaniu przyszłego trendu danej waluty i jeden z argumentów przyszłej oceny wartości złotego.

Teoria teorią, ale…

— Model teoretyczny, jaki zastosował amerykański bank, niekoniecznie musi odzwierciedlać warunki rynkowe. Nie oznacza on też, że euro będzie w perspektywie kilku lat kosztować 2,69 zł. Tak naprawdę, co instytucja, to inny model i inne założenia. Lepiej skupić się na gospodarczych realiach, a tutaj jednak zagrożeniem może być perspektywa naruszenia relacji 55 proc. długu publicznego do PKB. To realne zagrożenie, choć resort finansów próbuje zaklinać rzeczywistość. Przyszłoroczny budżet wisi na pasku prywatyzacji i to jest bardzo złe.

Nie ma pewności, że koniunktura na rynkach finansowych w całym 2010 r. będzie tak dobra, jak w ostatnich sześciu miesiącach — studzi optymizm Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.

Specjalista przypomina, że złoty w coraz większym stopniu zależy od spekulacji opartych na tzw. carry trade, czyli pożyczaniu waluty, która jest nisko oprocentowana (np. dolarów) i inwestowaniu w waluty krajów, w których stopy procentowe są relatywnie wysokie (jak Polska).

— Złoty jest też wykorzystywany w strategii proxy-hedge, czyli przez zakup złotego jako najbardziej płynnej waluty w całym regionie, inwestorzy mają otwartą ekspozycję na całą Europę Środkowo-Wschodnią. To dlatego złoty najbardziej stracił w kryzysie 2008/09, mimo że sytuacja w polskiej gospodarce nie była najgorsza — mówi Marek Rogalski.

Wczoraj zloty lekko umocnił się do dolara, za którego płacono 2,74 zł. Kurs względem euro (4,10 zł) nie zmienił się.

Kamil

Zatoński