Zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami BoJ potwierdził swoje zobowiązanie do zwiększenia bazy monetarnej lub gotówki i depozytów w banku centralnym w dotychczasowym tempie 80 bln jenów (670 mld USD) rocznie poprzez zakup obligacji rządowych i ryzykownych aktywów.

Ciekawostką środowego posiedzenia japońskich władz monetarnych była zmiana stanowiska przez Takahide Kiuchi, członka zarządu BoJ , który do tej pory był osamotniony w swoim sprzeciwie wobec programu luzowania ilościowego. Co prawda nadal jest w opozycji wobec prowadzonej przez Haruhiko Kurodę, gubernatora Boj polityki, jednak chcąc pójść na kompromis zaproponował obniżenie wartości programu o niemal połowę do 45 bln jenów rocznie. Jego sugestia została odrzucona w głosowaniu.
Większość ekonomistów oczekuje, że BoJ będzie prowadził program stymulacyjny co najmniej do końca października.
Istotną sprawą dla japońskich władz staje się kwestia cen, a właściwie ponowne zagrożenie deflacją. Kuroda ostrzegł, że ceny konsumenckie – mimo podjętych działań - mogą spaść w reakcji na tąpnięcie notowań ropy, co odciska piętno na całej gospodarce. Według ostatniego badania BoJ, firmy oczekują w bieżącym roku inflacji na poziomie 1,4 proc. zaś gospodarstwa domowe, ponad dwukrotnie wyższej, rzędu 3 proc. Sam bank centralny za cel inflacyjny przyjął wartość na poziomie 2 proc. Projekcje te obarczone są jednak wysokim czynnikiem ryzyka.