Bomi obiecuje zysk, choć leje się krew

Adrian Boczkowski
opublikowano: 2010-11-19 00:00

Inwestorzy stracili 39 proc. w trzy dni. Prezes spółki zapewnia, że spółka odzyska rentowność

Od wtorku wartość handlowej grupy Bomi spadła o ponad 160 mln zł. To efekt załamania wyników spółki. Okazało się, że rentowna do niedawna firma ma potężne straty (operacyjna przekroczyła 30 mln zł). Konieczne okazały się rezerwy 50-70 mln zł w celu zamknięcia nierentownych lokalizacji sklepów detalicznych. Po trzech kwartałach Bomi jest już netto 11,1 mln zł na minusie (rok wcześniej miała 27 mln zł zysku). Raportem kwartalnym Bomi i sytuacją spółki zajęliśmy się już w środowym wydaniu "PB". Tego dnia zarząd podjął też decyzję o szybkiej restrukturyzacji grupy i podał oficjalną prognozę — 102,9 mln zł straty netto w 2010 r. Inwestorzy przeżyli szok i zaczęli pozbywać się walorów, nie analizując nawet sprawozdania zarządu Bomi z trzeciego kwartału.

Bomi weszło w okres spowolnienia gospodarczego z umowami na wyjem powierzchni w nietrafionych lokalizacjach. Spółka o twardych fundamentach, dokonująca odważnych przejęć, zaczęła zmieniać się w balon, który z hukiem pękł. Zarządzający spółką przekonali się, jak bardzo kosztowna jest utrata zaufania rynku.

Bomi na giełdzie jest od lata 2007 r. Inwestorzy kupowali akcje po 23 zł za sztukę (2 mln nowych papierów i 2,3 mln akcji od ówczesnych) Łączna wartość oferty wyniosła 99 mln zł). Jeśli kurs miałby powrócić do tego poziomu, musiałby skoczyć o 260 proc., a kapitalizacja spółki po takim wzroście przekroczyłaby 900 mln zł. Wycena jest jednak znacząco niższa, choć biznes Bomi rozrósł się od 2007 r. Konkurenci Bomi radzą sobie o wiele lepiej. Alma Market działa w segmencie delikatesów, który właśnie pogrążył Bomi. Radzi sobie bardzo dobrze. Emperia jest natomiast najbardziej porównywalną spółką wobec całej grupy Bomi (ma segment hurtowy, detaliczny i franczyzę). Emperia rozwijała się jednak dużo ostrożniej, więc jej wyniki mocno rosną. Alma Market jest wyceniana przez rynek na mniej, tak jak wartość jej aktywów netto. Wskaźnik cena do wartości księgowej Emperii wynosi 1,8.

Gdy odejmiemy od wartości aktywów netto Bomi prognozowaną stratę, jaką ma wykazać za ten rok, to wciąż zostaje około 615 mln zł. Gdyby spółka udowodniła, że potrafi skutecznie się zrestrukturyzować, to kurs akcji powinien — według obecnych wskaźników — wzrosnąć nawet do 28 zł (akcja miałaby w księgach wartość około 15,6 zł). To ponad cztery razy więcej niż na wczorajszym zamknięciu. Warto przy okazji wspomnieć, że odpisy, jakie zrobi Bomi w tym kwartale, mogą być wyraźnie niższe niż planowane 70 mln zł. Spółka zapewnia też, że szybko wyjdzie na plus. W przyszłym roku ma zarobić na czysto już około 20 mln zł, a w 2012 r. — już 50 mln zł (dla obecnego kursu wskaźnik C/Z wynosiłby 5). Marek Romanowski, obecny prezes Bomi, zapewnia, że tak będzie (zobacz rozmowę obok).

Fundamenty to jedno. Warto jednak spojrzeć na reakcje graczy w podobnych kryzysowych sytuacjach. Schemat jest z reguły podobny. Spółka ogłasza szokującą, złą informację. Przy niewidzianych od lat obrotach kurs pikuje. Gdy osiągnie dno, przy równie dużej aktywności graczy jest wyciągany nawet wyżej, niż przed tąpnięciem. To nagroda dla spółki za ugaszenie biznesowego pożaru i wyjście na prostą. Przypomnijmy przypadki Vistuli (upadłość zależnej Galerii Centrum i problemy z rolowaniem ogromnego zadłużenia na przejęcie jubilerskiego Kruka), PKM Duda (przed upadłością z powodu spekulacyjnych opcji walutowych spółka uciekła pod ochronę postępowania naprawczego), Monnari (była już w upadłości likwidacyjnej, udało się jej uniknąć) i Kolastynę (nietrafiona strategia i błędy w zarządzaniu doprowadziły spółkę do krawędzi). Wykresy newralgicznych momentów dla notowań akcji prezentujemy obok. Kluczowym czynnikiem sukcesu wydaje się motywacja zarządu i wizja wyjścia z kłopotów. Bywa, że konieczna jest także pomoc zewnętrznych specjalistów od restrukturyzacji. We wspomnianych spółkach tak właśnie było. Z drugiej strony — inwestorzy powinni pamiętać, że nie wszystkie spółki z GPW udało się uratować. Przykładem jest m.in. Krosno.

Kurs Vistuli spadł od 10 lutego 2009 r. w miesiąc o ponad 63 proc., by równie szybko skoczyć o 75 proc. W kolejne trzy miesiące wzrósł o 86,6 proc., a po 13 miesiącach był już 37 proc. powyżej punktu wyjściowego. Kurs mięsnej Dudy runął w lutym 2009 r. podobnie w niecały miesiąc o 59 proc. (biorąc pod uwagę kursy zamknięcia). Następnie jednak w pięć miesięcy wzleciał o 267 proc. i znalazł się o 50 proc. powyżej wartości sprzed kryzysu. W przypadku Monnari notowania osunęły się od sierpnia 2009 r. w niecałe trzy miesiące o ponad połowę. W połowie września tego roku były już jednak o ponad 700 proc. wyżej (blisko 300 proc. na plusie wobec poziomu wyjścia). Kurs Kolastyny osunął się w miesiąc (styczeń-luty 2010 r.) o blisko 40 proc., ale w dwa miesiące wzrósł o 194 proc. i znalazł się 80 proc. powyżej punktu wyjścia.

Jeśli miałby powtórzyć się schemat znany z innych spółek, kurs Bomi powinien zaliczyć w najbliższym czasie chwilowe odbicie, a później doświadczyć kolejnych fal wyprzedaży. Dobry moment na zakup akcji byłby dopiero w połowie grudnia. Jednocześnie można byłoby liczyć na kilkaset procent zysku. Analiza sytuacji Bomi sugeruje jednak, że w tym przypadku powinno być inaczej. Skoro zarządowi udało się przekonać większość inwestorów finansowych do trzymania akcji (pozbywają się ich głównie indywidualni inwestorzy), a jednocześnie szybko restrukturyzuje spółkę (duża część biznesu jest zdrowa), to spadki mogą się zatrzymać. Tym bardziej że Bomi jest potencjalnie łakomym kąskiem dla branżowych graczy i funduszy private equity.

Zaufanie trudno odzyskać

Tomasz Manowiec, analityk BM BGŻ

Kurs bardzo mocno spada, ponieważ sytuacja spółki znacząco się zmieniła. Przed publikacją wyników rynek zakładał ponad 30 mln zł zysku netto w tym roku. Okazało się, że spółka ma ogromne problemy. Uzdrowienie sieci detalicznej będzie się wiązało z ogromnymi odpisami, na co zostaną utworzone rezerwy.

By załagodzić sytuację, rynek otrzymał prognozę wyniku na kolejne dwa lata, która jest bardzo optymistyczna. Spółka mocno nadwerężyła zaufanie inwestorów i będzie to negatywnie wpływać na notowania w najbliższym czasie. Obecny kurs urealnił wartość spółki, choć nie można wykluczyć, że przecena nie zatrzyma się nawet przy 6,5 zł. Ustanowienie historycznych dołków może prowokować do dalszej wyprzedaży, choć przy tej cenie powinien pojawić się popyt długoterminowych inwestorów.

Fundusze o sytuacji spółki

Według naszych informacji to inwestorzy finansowi wymusili na władzach Bomi ujawnienie problemów spółki.

Rozmawialiśmy z przedstawicielami funduszy zaangażowanych w Bomi. Twierdzą, że to inwestorzy finansowi naciskali, by rynek poznał sytuację spółki.

— W takiej sytuacji lepiej ujawnić wszystko. Bomi jest warte więcej niż obecna wycena. Sama część dystrybucyjna jest warta 250 mln zł, a przecież sklepy też mają swoją wartość. Wokół spółki od pewnego czasu kręciły się fundusze private equity —mówi jeden z zarządza- jących.

Oficjalnie na razie wypowiedział się tylko jeden fundusz zaangażowany w Bomi.

— Po ostatnich spadkach teraz jest na pewno idealny moment dla kogoś, kto chciałby przejąć firmę. Są dwa podejścia inwestorów finansowych w takich sytuacjach — albo chcą się pozbyć problemu, albo nim zarządzać. Nam bliższe jest to drugie. Z Bomi chcielibyśmy postąpić podobnie jak z Sygnity, zwiększyć kontrolę nad spółką — mówi Ryszard Trepczyński, wiceprezes Pioneer Pekao IM.

Zdaniem zarządzających, władze Bomi pogubiły się w biznesie.

— To nie jest jednorazowa wpadka, ale suma wielu błędów. Błędny dobór lokalizacji kosztował firmę sporo pieniędzy. Przez długi czas władze spółki liczyły, że uda się ją sprzedać bez pokazywania wszystkiego. Aż przyszedł moment, że nie można było dłużej ukrywać faktów i trzeba było odkryć problemy. I to okazało się bolesne — mówi anonimowo zarządzający TFI.

OKIEM KONKURENCJI

Branża ma się dobrze

Jerzy Mazgaj, prezes Almy

Polska branża detaliczna ma się dobrze. Widać wzrost popytu konsumpcyjnego. My rośniemy w tym roku w tempie około 10 proc. Praktycznie niemal wszystkie nasze sklepy notują wyższe obroty. W tej sytuacji kłopoty Bomi mogą dziwić. To zastanawiające, że wyniki tej spółki nagle się załamały.

Marek Romanowski: W 2012 r. zarobimy netto 50 mln zł

Wierzymy w spółkę. Cały zarząd zobowiązał się do zakupu akcji — mówi Marek Romanowski, prezes Bomi.

"PB": Drobni akcjonariusze Bomi są poważnie zaniepokojeni sytuacją spółki. Co pan ma im do powiedzenia?

Marek Romanowski: Problem, jaki mamy, został przez nas dobrze zdiagnozowany. Wdrażamy plan sanacji. Opublikowane przez nas prognozy finansowe na kolejne lata wskazują na szybkie przywrócenie zyskowności. Banki są informowane na bieżąco o sytuacji w grupie kapitałowej Bomi. Nasz plan restrukturyzacyjny spotkał się z ich pełnym zrozumieniem i akceptacją. Warto podkreślić też, że prognozowany na 2010 r. wynik [ponad 100 mln zł straty — red.] składa się w 70 proc. z rezerw, a w 30 proc. z wyniku operacyjnego. Zarówno rezerwy, jak i strata operacyjna wynikają z problemu nierentownych lokalizacji.

Jak pan ocenia spadki kursu w ostatnich dniach? Czy to urealnienie wartości Bomi, czy może nieuzasadniona panika?

Zdajemy sobie sprawę, że wyniki z III kwartału 2010 r. i zapowiedź straty w całym 2010 r. mogły rozczarować inwestorów. To widać na rynku. Uznaliśmy jednak, że inwestorzy powinni jak najszybciej poznać sytuację spółki. Zależy nam też, by proces optymalizacji nierentownych sklepów, które dzisiaj stanowią około 17 proc. wszystkich placówek grupy kapitałowej Bomi, był jak najszybszy. Pozostałe sklepy są rentowne.

Czy staracie się przekonać fundusze, by nie wyprzedawały akcji?

Po ogłoszeniu wyników finansowych i prognoz spotkaliśmy się z ponad 30 funduszami, w tym oczywiście z naszymi największymi akcjonariuszami oraz analitykami biur maklerskich. Na spotkaniach szczegółowo przedstawialiśmy sytuację oraz nasze założenia sanacyjne. Możemy zapewnić, że inwestorzy otrzymali bardzo szczegółową i wiarygodną informację.

 

Jak to możliwe, że Alma Market kwitnie, a Bomi notuje wielkie straty? 

Nie chcemy komentować kondycji finansowej naszej konkurencji. Tym bardziej że nasze biznesy znacznie się od siebie różnią.

 

Czy wierzy pan w spółkę. Gdzie widzi pan Bomi za kilka lat?

Cały zarząd zobowiązał się do zakupu akcji. Mam akcje Bomi od kilku lat i nie sprzedałem ani sztuki. Bardzo mocno wierzę w spółkę, nasze prognozy podajemy z pełną odpowiedzialnością. Po dokonaniu optymalizacji, która zakończy się w I kwartale 2011 r., spółka zacznie generować pozytywne wyniki finansowe. Policzyliśmy wszystko na 2 lata do przodu. Prognozy przygotowane zostały rzetelnie. W 2012 r. nasz zysk netto wyniesie 50 mln zł. Jestem tego pewien.

 

Czy będzie potrzebne dokapitalizowanie spółki i wejście do akcjonariatu inwestora branżowego?

Jesteśmy przekonani, że utrzymamy obecne finansowanie bankowe i że sami sobie poradzimy z problemami bez potrzeby dokapitalizowania, czy inwestora strategicznego.

Rozmawiał Adrian Boczkowski