Kupony dla pracowników na święta nie są już niczym nadzwyczajnym. Opłacają się i pracodawcy, i pracownikowi. Korzystają też firmy emitenci, których w Polsce dostatek. No i sieci handlowe!
Wbrew pozorom bony towarowe nie są pozostałością z minionej epoki. W obecnej formie trafiły do nas znad Sekwany. Służą pracownikom — ale nie tylko. Są dobrym elementem spójnej polityki personalnej przedsiębiorstwa.
Ich zastosowanie zależy od potrzeb pracowników. We Francji, gdzie spożywanie posiłków w restauracjach to nieomal element kultury, najbardziej popularnym bonem wciąż pozostaje kupon żywieniowy. Dużym zainteresowaniem cieszy się też tzw. culture pass, który pozwala na zakup książek. W Belgii istnieje także specjalny training pass, umożliwiający pracownikom łatwiejszy dostęp do szkoleń.
W Polsce są na rynku trzy rodzaje bonów — podarunkowe, premiowe i żywieniowe. Pracodawcy chętnie je wykorzystują — na przykład zamiast podwyżek. Obdarowanie pracownika takim bonem nie wiąże się z żadnym dodatkowym wydatkiem poza wartością bonu. Nie powoduje to zwiększenia podstawy do opodatkowania czy ZUS, płatność za bony da się wpisać w rubryczkę „koszty uzyskania przychodu”, a finansować je można choćby z funduszu socjalnego. Raj: zyskuje pracownik, zyskuje pracodawca.
— W Polsce szczególną popularnością cieszą się bony podarunkowe. Jak nigdzie indziej. Jak się wydaje dlatego, że w poprzednim ustroju zakłady pracy przed świętami rozdawały tzw. paczki. Bony to jakby odmiana paczek — tyle, że pracownik może wybierać, co chce dostać — twierdzi Adam Kompowski, dyrektor generalny firmy Bonus Systems Polska.
Mniej popularne są kupony żywieniowe. Choć i tak emitenci nie narzekają na brak chętnych.
— Zainteresowanie utrzymuje się zwłaszcza wśród firm mających wielu pracowników rozsianych poza centralą — w terenie. Kupony żywieniowe gwarantują, że firma uczestniczy w kosztach wyżywienia każdego pracownika — wyjaśnia Adam Kompowski.
Na rynku polskim dominują jeszcze kupony w jakiejś mierze podobne do papierowych banknotów. Operatorzy zapowiadają jednak unowocześnienia.
— W tym roku mamy zamiar wprowadzić na rynek 10 tys. portali, umożliwiających używanie kart magnetycznych. Są wygodniejsze, bo można doładować dowolną liczbę impulsów — wyjaśnia Adam Kompowski.
Wiele wskazuje na to, że karty magnetyczne zastąpią w przyszłości papierowe bony. Pracodawca kupowałby kartę z określoną liczbą impulsów — równoważnych pewnej kwocie pieniędzy, a pracownik korzystałby z niej z większą niż dziś swobodą. Dzięki karcie magnetycznej bez trudu dałoby się na przykład połączyć bon konsumpcyjny z premiowym i podarunkowym.
— Jeżeli badania rynku wykażą zapotrzebowanie na wprowadzenie kart magnetycznych i mikroprocesorowych, to mamy właściwie zaplecze i doświadczenie, by wprowadzić je w Polsce — dodaje Robert Lech, dyrektor generalny Sodexho Pass Polska. Przykładem propozycji dostępnej od niedawna jest kupon socjalny — rozwiązanie kierowane do ośrodków pomocy społecznej — dopowiada.
Pracodawca, który zdecyduje się na obdarowanie zatrudnionych bonem, nie powinien narzekać na zbyt mały wybór firm oferujących talony. Emitentów bonów towarowych na rynku polskim co niemiara.
Największy udział w rynku do tej pory miały sieci supermarketów — około 70 proc. 20 proc. to talony niezależnych operatorów. Ich bony można zrealizować w sklepach, z którymi mają umowę. Klient dzięki różnego rodzaju bonom może czynić zakupy towarów i usług w 10-15 tys. jednostek handlowych. Do sieci lokalnych — działających w jednym mieście czy województwie — należało około 10 proc. udziałów.
Na zwiększenie liczby klientów liczą niezależni operatorzy.
— Przygotowujemy promocje i sezonowe akcje dla naszych klientów — przyznaje Robert Lech.
— Zamierzamy zdobyć połowę rynku. I to w najbliższym czasie — planuje Adam Kompowski.
W listopadzie zeszłego roku weszła w życie nowelizacja ustawy, utrudniająca emisję bonów towarowych jednostkom handlowym — de facto wielkim sieciom supermarketów. Dlatego coraz częściej supermarkety współpracują ze sobą.
— Zapis w ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji nie zabrania jednoznacznie emisji bonów towarowych komukolwiek. Nie pozwala nakłaniać jednak do ich realizacji tylko w jednym sklepie czy sieci. Tak naprawdę ustawa ma być narzędziem dla tych przedsiębiorców, którzy przez działalność firm emitujących bony ponoszą straty. W przypadku wniesienia sprawy do sądu będą jednak musieli te szkody udowodnić. I dowieść tego, że celem firmy emitującej bony było zniszczenie konkurencyjnych firm — tłumaczy Aleksandra Żemierowska, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.