Rynek byka zwykle kończy się manią, która przechodzi w bańkę spekulacyjną, przypomina Rogers.
- Jeszcze nie widziałem manii – powiedział. - Kręcę się przy rynkach dostatecznie długo aby wiedzieć, że kiedy wszyscy gromadzą się na jednej burcie łodzi, to prawdopodobnie nie jest jej właściwa strona – dodał.
Rogers podkreśla, że nie widać dostatecznie dużej podaży większości surowców, aby rynek byka dobiegł końca.
- Zapasy towarów rolnych są blisko historycznych minimów bo świat konsumował więcej niż zebrał przez dekadę. Wiele spółek mineralnych zlikwidowało programy wydatków kapitałowych, bo one także słyszały na Wall Street, że boom dobiegł końca – twierdzi Rogers.
Jego zdaniem, dobre perspektywy wzrostu cen dają cukier i gaz ziemny. Rogers zwraca uwagę, że cena pierwszego jest o 75 proc. poniżej historycznego szczytu.
- Wiele spółek wydobywających gaz ograniczyło swoje szacunki rezerw i widać, że produkcja szybko spada w tych łupkowych odwiertach. Kiedy widzę spółkę taką jak Shell, która odpisuje 2 mld USD wartości rezerw, biorę to poważnie – powiedział słynny inwestor o sytuacji na rynku gazu.
Rogers przewiduje duże problemy na rynku żywności w najbliższej dekadzie. Uważa, że aby skorzystać na tym trzeba inwestować w ziemię rolną, indeksy towarów rolnych i akcje spółek dostarczające nasiona do upraw i nawozy sztuczne.
„Boom na surowcach jeszcze się nie skończył”
opublikowano: 2013-10-07 13:19
Co jakiś czas rynek byka słabnie, a ludzie błędnie ogłaszają jego koniec, przekonuje słynny inwestor Jim Rogers.