Obie firmy powstały w tym samym roku. Przez 13 lat działały samodzielnie. Połączył je dopiero debiut giełdowy.
MOL, GTC, CEDC, Cinema City, Astarta. Dzisiaj na warszawskim parkiecie debiutuje kolejna spółka, której podwaliny tworzył obcokrajowiec. Borys Stokalski, wiceprezes i jeden z głównych udziałowców Infovide-Matrix, nie ma i nigdy nie miał polskiego obywatelstwa. Właściwie to nawet nie Borys Stokalski, lecz Boris Stokalski-Dzierzykraj.
— Na co dzień używam spolonizowanej wersji imienia i nazwiska, ale formalna pisownia jest nieco inna. Moi rodzice to mieszane małżeństwo. Urodziłem się w Pradze, ale od 1965 r. mieszkam w Polsce. całe moje życie związane jest z polską kulturą, obyczajowością i tradycjami. Moje doświadczenie zawodowe jako informatyka, menedżera i przedsiębiorcy jest również całkowicie związane z Polską. Miałem okazje spotykać się z firmami czeskimi przy różnych projektach, ale nie były to kontakty bardziej intensywne niż na przykład z firmami brytyjskimi. Z drugiej strony, ważne są dla mnie sentymentalne związki z Czechami. Cenię wiele wartości typowych dla czeskiej mentalności — pragmatyzm, poczucie humoru i otwartość. Hrabal, Kundera, Nohavica czy Forman to twórcy, których język i dorobek bardzo silnie do mnie przemawiają — mówi Borys Stokalski.
Szampan i uniwersytet
— Nigdy nie spytałem wspólnika, czy czuje się bardziej Czechem czy Polakiem. Nie ma to dla mnie znaczenia. Znajomość dwóch kultur na pewno jednak ubogaca — uważa Marek Kobiałka, prezes i główny udziałowiec Infovide-Matrix.
To właśnie on — były kierownik produkcji w wytwórni filmów dokumentalnych i absolwent elitarnego w ówczesnych czasach wydziału handlu zagranicznego — jako pierwszy z założycieli spółki zaczął przygodę z branżą IT. Był rok 1988. Borys Stokalski rozpoczynał wtedy karierę zawodową jako asystent w instytucie informatyki Uniwersytetu Warszawskiego, a Jacek Królik dopiero studiował na tym samym wydziale. Ci ostatni do biznesu informatycznego trafili pięć lat później. Spotkał ich zaraz na początku kariery.
— Częścią ówczesnego Infovide był dział szkoleń. Ja kierowałem Altkom Akademią, również zajmującą się szkoleniami. Rozmawialiśmy o planach, wymienialiśmy się doświadczeniami. Wtedy branża IT dopiero raczkowała. Nie było trudno się spotkać. Biznesowy światek ograniczał się do wąskiej liczby osób przewijających się na tych samych spotkaniach branżowych — wspomina Marek Kobiałka.
Paradoksalnie, nie są to wspomnienia, które w jakiś szczególny sposób chcieliby kultywować jego partnerzy biznesowi.
Gdy tworzył firmę — wtedy jeszcze bez udziału Jacka Królika — miał zupełnie inną koncepcję.
— Infovide powstało jako typowy dom software’owy — w czasach gdy windowsy były w powijakach. My chcieliśmy, by komputery stały się urządzeniami pożytecznymi w codziennej pracy — zaznacza Borys Stokalski.
Pierwsze projekty to oprogramowanie dla aptek i współpraca ze studiem muzyki eksperymentalnej Polskiego Radia. Partnerstwo z brytyjską firmą LBMS, produkującą narzędzia wspomagające projektowanie dużych systemów informatycznych, pchnęło Infovide na tory działania bliskie obecnym.
— Jeszcze w ramach pracy na uniwersytecie interesowaliśmy się metodami strukturalnymi wspierającymi realizację dużych projektów — w Polsce temat w zasadzie nieznany — opowiada Borys Stokalski.
Dystrybucji oprogramowania Infovide podejmowało się kilka razy. Z reguły kończyło się to po kilku latach wydzieleniem nowej spółki i odejściem któregoś ze wspólników.
— Zależało nam na firmie konsultingowej. Nie chcieliśmy relacji biznesowej opartej na wartości naszej wiedzy zastępować relacją opartą na wartości produktów firm trzecich. A promocja oprogramowania ma swoją logikę. Od firmy sprzedającej oprogramowanie oczekuje się wielu usług za darmo, bo ona zarabia przecież na aplikacjach, a nie na usługach. Właśnie dlatego że chcieliśmy być jednoznacznie kojarzeni jako firma świadcząca usługi doradcze i zajmująca się budową dużych systemów IT, byliśmy sceptyczni wobec połączenia z Matrix.pl, gdy tam była jeszcze Symfonia — wyjaśnia Borys Stokalski.
Tej Matrix.pl pozbył się w lutym 2004 r.
Tak jakoś wyszło
Gdy Brytyjczycy kupowali Symfonię, Matrix.pl był bliski giełdowego debiutu. Transakcja spowodowała, że trafił do zamrażarki. Także Infovide myślało wtedy o wejściu na parkiet. Rozmawiało o fuzji z trzema firmami, ale nic z tego nie wyszło. Krystalizowała się koncepcja samodzielnego debiutu. Aż tu nagle, na przełomie 2005 i 2006 r. doszło do fuzji Matrix.pl z Infovide. Kto wpadł na ten pomysł?
— Przyglądaliśmy się partnerom. Marek robił to samo. Chyba Jacek zadzwonił do Marka. A może Marek do Jacka? Jak się ludzie spotykają, to takie rzeczy naturalnie wychodzą — komentuje Borys Stokalski.
Nieważne, kto do kogo. Ważne, że dziś zatańczy na parkiecie.
