BOŚ wraca do formy

ET
opublikowano: 2010-03-19 00:00

Kryzysowy rok dla banku nie był wcale zły. Ba, pomógł mu stanąć na nogi.

Kryzysowy rok dla banku nie był wcale zły. Ba, pomógł mu stanąć na nogi.

Po słabiutkim 2008 r., kiedy BOŚ Bank — przytłoczony odpisami — wypracował 350 tys. zł zysku, w 2009 r. trochę się odkuł. W kryzysowym roku zarobił 14 mln zł (skonsolidowany wyniósł prawie 27 mln zł). Mniejsza zresztą o wynik. W 2009 r. bank po prostu zaczął robić biznes. Gdy konkurenci przestali się reklamować, BOŚ przez niemal cały rok był obecny w telewizji. Efekt: liczba rachunków osobistych wzrosła z 64 tys. do 112 tys. Wiosną bank rzucił na wygłodniały rynek kredyty hipoteczne, których do końca roku sprzedał za 900 mln zł. Cały portfel kredytowy osiągnął wartość 9,2 mld zł, notując 19-procentową dynamikę.

Depozyty rosły w tempie 20 proc., osiągając poziom 3,8 mld zł. Udział w wojnie depozytowej musiał bank niemało kosztować. Ale BOŚ, chcąc się rozwijać, nie miał wyjścia. Tym bardziej że bank nie mógł już liczyć na depozyty (a w każdym razie nie w takiej wysokości jak wcześniej) ulokowane przez głównego akcjonariusza — Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

BOŚ mógł natomiast odetchnąć dzięki niższym odpisom. W 2009 r. na rezerwy poszło ponad 30 mln zł, co wobec przeszło 70 mln zł rok wcześniej oznacza duży spadek. Prezes Mariusz Klimczak mówi, że są szanse na odzyskanie części odpisów. 40 mln zł w rezerwach to kredyty, jakie w BOŚ zaciągnęły dwa banki ukraińskie i jeden islandzki. Prezes mówi, że z jednym bankiem ukraińskim została już podpisana umowa o restrukturyzacji zadłużenia. Niedługo może dojść do porozumienia z drugim. Opornie idą natomiast rozmowy z Islandczykami.

W tym roku BOŚ planuje wejść na rynek faktoringu i zatrudnić mobilnych doradców. Do czerwca ma ich być stu, a docelowo nawet pół tysiąca.