Brak pracowników to też szansa dla gospodarki

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-06-12 20:00

Szybki wzrost płac uruchamia przekształcenia organizacyjne i technologiczne, które mogą podnieść standard życia i pracy w gospodarce. Widać to na przykładzie branży transportu drogowego.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Kłopoty z pozyskiwaniem wykwalifikowanych pracowników powodują, że wiele firm działa na granicy przetrwania. Z punktu widzenia całej gospodarki uruchamiają też jednak wiele bardzo pozytywnych zmian – rynkowych, organizacyjnych, kulturowych, technologicznych. Widać to w sektorze transportu drogowego, który opisaliśmy ostatnio w dużym raporcie pt. „Transport drogowy 2021+”. Ta jedna z największych branż polskiej gospodarki, odnotowująca bardzo szybkie tempo ekspansji – szczególnie na rynkach zagranicznych – przechodzi wyraźną transformację wywołaną m.in. strukturalnymi przemianami na rynku pracy.

Raport przygotowaliśmy w SpotData (centrum analiz Pulsu Biznesu) wspólnie ze związkiem pracodawców Transport i Logistyka oraz firmami Wielton i Inelo. Jest to bardzo szeroki (120 stron!) obraz branży, złożony z wielu statystyk pozyskanych ze źródeł publicznych i prywatnych. Branża ma dość duże znaczenie makroekonomiczne zarówno w skali Polski, jak też Europy, więc jest to też istotny obraz polskiej gospodarki i strukturalnych zmian w niej zachodzących.

W ostatniej dekadzie transport drogowy rozwijał się w tempie 7 proc. rocznie pod względem pracy przewozowej (iloczyn przewiezionych ton i dystansu przewozu) i 9 proc. rocznie pod względem przychodów. To szybciej, niż wynosił średni wzrost gospodarczy. Co ważne, głównym źródłem wzrostu są przewozy kabotażowe (czyli wykonywane w ramach innych krajów) i cross-trade (między innymi krajami niż Polska). Firmy z Polski wożą nie tylko istotną część polskiego eksportu i importu (ok. 80 proc.), ale też dużą część towarów między innymi krajami UE. Na przykład jedna czwarta towaru wożonego drogami z Niemiec do Francji jest transportowana przez polskich przewoźników.

Poznaj program kongresu “HR Summit 2022” >>

Żeby zaspokoić wzrost popytu, potrzebny jest znaczący wzrost zatrudnienia. O to jest bardzo trudno, tak jak w wielu innych branżach. W Polsce pracuje ok. pół miliona kierowców, a w ostatnich pięciu-siedmiu latach aż 130 tys. osób pracujących w tym zawodzie przyjechało z krajów Europy Wschodniej – głównie Ukrainy. Bez nich branża by się nie rozwinęła, co pokazuje, jak duże znaczenie dla ekspansji zagranicznej polskich firm ma imigracja. Zmiany kulturowe sprawiają, że zawód kierowcy nie przyciąga już tak jak 15-20 lat temu. Kiedyś sama jazda po Europie była traktowana jako przygoda, nawet za cenę spania na parkingach. Dziś wymagania pracowników są inne, znacznie trudniej jest znaleźć ludzi, którzy są gotowi spędzać tygodnie poza domem.

Z kosztowego punktu widzenia trudności z pozyskaniem pracowników przekładają się na potężny wzrost płac. Wywołują też jednak bardzo wiele zmian pozytywnych z punktu widzenia całej gospodarki. Przede wszystkim szybko zmienia się kultura pracy i rosną inwestycje w kapitał ludzki. W raporcie opowiada o tym m.in. Gerard Reijers, dyrektor DFDS Logistics Polska. Dawniej normą była praca cztery tygodnie w trasie i tydzień w domu, później trzy tygodnie w trasie i jeden w domu. Teraz powszechniejszy jest system dwa na jeden, ale coraz częściej kierowcy oczekują pracy w systemie np. dwa na dwa. Firmy muszą też oferować pracownikom lepsze warunki pod względem opieki i szkoleń. Relacje na linii pracodawca-pracownik ulegają szybkiej transformacji.

Podnoszenie płac i inwestycje w pracowników łatwiejsze są w dużych firmach, które realizują droższe i bardziej zaawansowane zlecenia oraz oferują złożone usługi. Dlatego w Polsce trwa fala konsolidacji, w której średnie i duże firmy zyskują udziały w rynku kosztem najmniejszych. Jest to również zjawisko widoczne w wielu branżach gospodarki stojących przed wyzwaniem dostępu do wykwalifikowanej kadry. Patrząc na firmy posiadające licencję wspólnotową (pozwalającą na przewozy w UE), najwięcej (60 proc.) jest takich, które posiadają do czterech pojazdów. Najszybciej rośnie jednak liczba firm, które posiadają ponad 100 pojazdów. Im większa liczba pojazdów, tym większy przyrost liczby firm, co widać na wykresie. Proces ten zostanie prawdopodobnie wzmocniony przez wejście w życie europejskiego Pakietu Mobilności, który stawia przed przewoźnikami świadczącymi usługi kabotażu i cross-trade wiele nowych wymogów płacowych i organizacyjnych, które są łatwiejsze do spełnienia dla dużych firm.

Ograniczenia w dostępie do pracowników wywołują też falę zmian technologicznych, która dopiero się zaczyna. Na razie istotne są zmiany podnoszące komfort techniczny pracy kierowcy, w tym wszystkie cyfrowe unowocześnienia samochodów i przyczep. Wkrótce zaczną jednak przyspieszać inne zmiany. Pokazujemy w raporcie, że na rynku dość powszechnie rozpowszechniona jest wiara w szybką adopcję technologii pojazdów autonomicznych lub półautonomicznych. Nawet jeżeli nie w formie samochodów bez kierowcy, to w formie dużych konwojów z jednym kierowcą. To otwiera też drzwi do rozwoju nowych modeli biznesowych – niektórzy zadają pytanie, czy transportem nie zaczną zajmować się dostawcy pojazdów? Inny istotny kierunek zmian technologicznych to wzrost znaczenia transportu intermodalnego wykorzystującego transport kolejowy. W przyszłości większa część przewozów międzynarodowych będzie wykonywana przez kolej, która dowozić będzie towary do terminali przeładunkowych, z których transport drogowy będzie je rozwoził na trasach krajowych. Do tego potrzebne są jednak duże inwestycje w infrastrukturę transportową, logistyczną i energetyczną.

Amerykański ekonomista Robert J. Gordon pisał w książce o historii gospodarczej Stanów Zjednoczonych, że wielka rewolucja technologiczna lat 30-40-50 XX wieku (był to okres najszybszego w historii wzrostu wydajności wykorzystania czynników produkcji w amerykańskiej gospodarce ) wywołana była m.in. wzrostem kosztów pracy i trudniejszym dostępem do pracowników. Firmy były nagle zmuszone do masowych inwestycji w nowe technologie. Kto wie, może czeka nas to samo?