Branża drobiarska kontra Farmio

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2015-11-29 22:00

Organizacja producencka poskarżyła się UOKiK na biznes byłego szefa Agros-Novy, który szturmem wszedł na rynek. To reakcja na naszą rosnącą sprzedaż — odpowiada debiutant

Robert Niewiadomski — po sprzedaży w 2010 r. współtworzonego z rodziną spożywczego giganta Agros-Novy — nie wytrzymał długo poza branżą. Jego Farmio weszło na rynek z przytupem. Najpierw były jaja od kur karmionych paszą bez GMO i wielka ogólnopolska kampania telewizyjna marki w 2013 r. — pierwsza w historii producentów jaj.

Firma Roberta Niewiadomskiego po raz pierwszy wywołała zamieszanie w branzy budzaca kontrowersje reklama jaj. Pozniej z jajek wykluły sie kurczaki — i znowu zawrzało
ARC

Potem nastąpił nie mniej głośny debiut na rynku mięsa drobiowego w 2014 r. Towarzyszyła mu podobnie pomyślana kampania — tym razem producent akcentował brak antybiotyków w procesie produkcji. Później firma poszerzyła portfolio o drobiowe wędliny, a przed miesiącem ogłosiła przejęcie dużej ubojni drobiu i wejście w masową produkcję mięsa dla klientów biznesowych.

Prawne szczegóły

O Farmio głośno będzie również w najbliższych tygodniach — branża drobiarska właśnie wytacza działa przeciwko nowemu konkurentowi. Poszło o kurczaki „wolne od antybiotyków”. Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) trafiło właśnie zawiadomienie o podejrzeniu „stosowania praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów” przez Farmio z prośbą o wszczęcie postępowania wyjaśniającego. Podpisane jest przez kancelarię reprezentującą Krajową Radę Drobiarstwa (KRD) — wynika z pisma, do którego udało nam się dotrzeć.

KRD to organizacja zrzeszająca69 firm, odpowiadających za około 70 proc. krajowej produkcji drobiu. W dokumencie skierowanym do urzędu zarzuca Farmio m.in. „wprowadzanie odbiorców w błąd co do unikalnego charakteru jej produktów jako niezawierających antybiotyków (...)” oraz sugerowanie „szkodliwości dla zdrowia konsumentów produktów z mięsa drobiowego, wyprodukowanych przez inne podmioty ze względu na rzekomą zawartość antybiotyków w ich składzie”.

Zdaniem Łukasza Dominiaka, dyrektora generalnego KRD, działania Farmio szkodzą branży. — Wpływają na negatywne postrzeganie drobiu przez konsumentów, tworzenie atmosfery nieuzasadnionego strachu i obaw, z których korzyść ma wynieść jeden konkretny producent. Co więcej — podważają de facto cały krajowy system nadzoru nad produkcją żywności oraz prawidłowe funkcjonowanie instytucji kontrolnych. Zgodnie z prawem, każde mięso drobiowe dopuszczone do sprzedaży jest wolne od antybiotyków. Gdyby było tak, jak twierdzi Farmio, że tylko ich drób jest wolny od antybiotyków, to by oznaczało, że wszyscy pozostali producenci, inspekcja weterynaryjna oraz inne służby nadzoru nie działają prawidłowo — mówi Łukasz Dominiak.

— Nie cały drób dostępny na rynku jest całkowicie wolny od antybiotyków. Obecność ich pozostałości lub innych substancji o podobnym działaniu w żywności pochodzenia zwierzęcego jest ściśle limitowana prawnie przez tzw. najwyższe dopuszczalne stężenie. Nie oznacza to jednak, że mięso dopuszczone do sprzedaży jest pozbawione antybiotyków, lecz że stężenia ich pozostałości nie przekraczają prawnie wyznaczonych norm. Zwierzęta chorują i normalnym oraz dopuszczalnym prawnie działaniem jest leczenie ich antybiotykami, a następnie zastosowanie okresu karencji.

My gwarantujemy, że antybiotyki nie zostały w ogóle użyte w procesie produkcji, więc nie ma ich nawet minimalnych, dopuszczalnych przez prawo ilości. To wyróżnik, którego nie gwarantują inni producenci. Nie twierdzimy, że postępują źle, używając antybiotyków. Twierdzimy, że my postępujemy inaczej — odpowiada Artur Węgłowski, wiceprezes i dyrektor zarządzający Farmio.

Wybór klienta

UOKiK potwierdza, że otrzymał zawiadomienie KRD. Obecnie „jest ono analizowane” — jak nam odpisało biuro prasowe urzędu. Wcześniej, w kwietniu 2015 r., urząd otrzymał podobne pismo, ale nie znalazł podstaw do interwencji. — To powtórka z rozrywki Przerabialiśmy ten scenariusz w tym roku. Producentom może się nie podobać, że pojawia się ktoś nowy i zabiera im kawałek rynku, ale nie zamierzamy rezygnować z walki o coraz większe rynkowe udziały. Klient ma prawo wiedzieć, jak wyprodukowano wyrób, i na tej podstawie podjąć decyzję. Nie straszymy go antybiotykami, ale pokazujemy, że można produkować bez nich — mówi Artur Węgłowski.

Jego zdaniem, zamieszanie nie szkodzi spółce, lecz wzbudza zainteresowanie jej produktami. Firma zaznacza, że w ofercie ma też standardowe mięso drobiowe, pochodzące ze stad przeleczonych. Nie jest jednak sprzedawane pod szyldem Farmio. Producenci drobiu wielokrotnie powtarzali, że choć produkcja i konsumpcja rosną od lat, to liczne mity, dotyczące m.in. antybiotyków i hormonów, szkodzą dynamice.

— Szczegółowych badań ankietowych wśród konsumentów nie było, wiadomo jednak, że pewien odsetek uważa drób za niezdrowy, więc producenci mają pole do działań marketingowych. Obecne postrzeganie mięsa drobiowego nie ma jednak bardzo dużego wpływu na konsumpcję, która w miarę szybko rośnie — zaznacza Grzegorz Dybowski, ekspert Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ).

W tym roku, jak prognozuje IERiGŻ, każdy z nas zje średnio 29,5 kg drobiu wobec 28,2 kg w ubiegłym.

Sądowa potyczka

Farmio zadebiutowało na spożywczym rynku z jajami. Swój wyróżnik uczyniło z hasła „wolne od GMO”, oznaczającego, że w procesie produkcji wyeliminowano użycie pasz zawierających komponenty modyfikowane genetycznie. Branża gromko zaprotestowała — spółki walczyły w mediach, w handlu i w sądzie. Spór z Krajową Izbą Producentów Drobiu i Pasz (KIPDiP) dotyczył m.in. rozsyłania przez nią do partnerów handlowych informacji o manipulacjach i nadużyciach w reklamie oraz oznaczaniu produktów Farmio. Zdaniem producenta, KIPDiP naruszała jego dobre imię. Spółka podkreślała też, że członkowie KIPDiP sami zaczęli podobnie oznaczać swoje produkty. Ostatecznie sądową potyczkę wygrała izba. W świetle badań naukowych każde jajo, bez względu na to, jak karmiona była kura, jest wolne od GMO.