Firmy garmażeryjne czeka wiele pracy. Jeśli nie zaczną dostosowywać się do standardów sanitarnych i produkcyjnych, to mogą już dziś zwijać interes.
Większość producentów wyrobów garmażeryjnych, m.in. pierogów, krokietów, sałatek, mrożonek, nie może spać spokojnie. Wymagania związane z dobrą praktyką higieniczną i wdrażaniem systemu zarządzania i kontroli HACCP szczególnie małym firmom spędzają sen z powiek. Integracja przyniesie bolesne zerwanie z praktyką chałupniczą produkcji takich wyrobów i ich sprzedaży m.in. na bazarach.
— Dostosowanie do wymagań sanitarnych i produkcyjnych stawianych przez Unię jest sporym problemem dla małych firm branży żywnościowej. Najgorszy jest jednak brak świadomości tego, co je czeka — podkreśla Andrzej Gantner, dyrektor Generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.
Wielu producentów żyje od wizyty do wizyty Sanepidu, pocieszając się, że jakoś to będzie.
— Ten, kto chce przetrwać na rynku musi się modernizować i wdrażać HACCP. Bez tego można zapomnieć nie tylko o kontaktach handlowych, ale o istnieniu w ogóle — mówi Andrzej Pietruszak z Polskiej Izby Biznesu Żywnościowego.
Integracja pomoże także wyrównać szanse między tymi, którzy przez ostatnie lata ponosili duże nakłady, i tymi, którzy nic nie robili. Problemem jest jednak to, że coraz więcej firm, nie tylko małych, boryka się z finansowaniem inwestycji, co uniemożliwia im skorzystanie z unijnego wsparcia. Spokojnie patrzą w przyszłość głównie firmy, które znalazły zachodnich inwestorów.