Branża rolno-spożywcza skorzysta najwięcej

Mira Wszelaka
opublikowano: 2004-08-23 00:00

Jeszcze w okresie negocjacji z Unią było wiadomo, kto na integracji finansowo zyska najwięcej. Oczywiście szeroko rozumiana branża rolno- -spożywcza, która jeszcze przez wiele lat będzie korzystać z hojnej polityki rolnej UE. Pierwsze duże pieniądze dla branży rolno-spożywczej popłynęły wraz z unijnym programem SAPARD. Aplikujących było więcej niż pieniędzy do wzięcia. Skorzystały zakłady mięsne, mleczarskie, rybne oraz przetwórstwo owocowo-warzywne. W sumie w ramach programu SAPARD do firm trafi 1,7 mld zł.

Inwestycje szybko przekuły się w sukces. Prawdziwy boom eksportowy w pierwszych miesiącach członkostwa w Unii przeżyli głównie producenci i przetwórcy wołowiny i mleka. Po raz pierwszy od wielu lat produkcja zaczęła się opłacać. Jednak w przypadku owoców i warzyw wciąż zbyt często eksportujemy surowiec, a nie produkt czy półprodukt. Przykładem tego mogą być maliny i jabłka, z których dość często wytwarza się gotowe wyroby poza naszym krajem.

Od połowy września branża rolno- -spożywcza będzie mogła sięgać do znacznie większych pieniędzy z sektorowego programu operacyjnego. O dofinansowanie może się ubiegać więcej kategorii przedsiębiorców z branży spożywczej (np. producenci miodu czy chmielu). Maksymalna kwota na wsparcie jednego przedsięwzięcia wzrośnie z 10 do 20 mln zł.

Tam gdzie w grę wchodzą duże pieniądze, najłatwiej o przekręty. Dużym unijnym wsparciem interesują się także zorganizowane grupy przestępcze i nieuczciwi przedsiębiorcy. Tylko w latach 1997-98 z unijnej kasy przeznaczonej na politykę rolną wypłynęło bądź zostało sprzeniewierzonych 350 mln EUR.

Pomoc w postaci wielomilionowych dopłat bezpośrednich na poprawę konkurencyjności popłynie także na zacofaną polską wieś. Sięgnie po nie blisko 85 proc. polskich producentów rolnych. W pierwszej kolejności mogą liczyć na ponad 8 mld zł zarówno z kasy UE, jak i budżetu państwa. Co roku przez dziewięć kolejnych lat pieniędzy będzie przybywać. Pieniądze trafią głównie do dużych, nowoczesnych gospodarstw i tu zostaną wydane na konkretne inwestycje. Unijna danina nie rozwiąże więc starych problemów polskiej wsi, gdzie tyka społeczna bomba z opóźnionym zapłonem. Pamiętajmy, że modernizacja polskiego rolnictwa prędzej czy później wypchnie na rynek blisko trzymilionową nadwyżkę siły roboczej. To będzie stanowiło o wiele większy problem niż zmiany w górnictwie, hutnictwie i innych wrażliwych branżach razem wziętych.

W polskiej polityce rolnej nie brakuje też paradoksów. Jednym z nich jest podejmowanie na wielką skalę wysiłków na rzecz intensyfikacji produkcji rolnej i zbudowania modelu rolnictwa wzorowanego na tym, które istnieje w krajach starej UE, nie biorąc pod uwagę faktu, że model ten jest krytykowany i nie sprawdza się pod wieloma względami, m.in. złych skutków dla środowiska. Metody stosowane w krajach UE doprowadziły do zniszczenia bioróżnorodności większości obszarów wiejskich i spowodowały spadek jakości produkowanej żywności. Poważnym zagrożeniem są także zanieczyszczenia wód, gleby oraz powietrza. Tymczasem ekologiczne rolnictwo spotyka się z atakami ze strony tych, którzy ciągną korzyści z obecnego systemu. Jeszcze do niedawna rolnictwo nasze nazywane było w krajach zachodnich prymitywnym. Teraz coraz częściej mówi się o nim jako naturalnym i ekologicznym. To właśnie może być szansa na jego rozwój. Trzeba jednak pamiętać, że wzmacnianie polskiego rolnictwa nie leży w interesie naszych europejskich partnerów.