Branża słoneczna boi się luki inwestycyjnej

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2023-04-11 20:00

Projekt nowelizacji przepisów o planowaniu przestrzennym zmroził już podobno rozmowy inwestorów słonecznych z samorządami. Firmy fotowoltaiczna boją się, że luka inwestycyjna będzie kilkuletnia.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • co jest filarem nowelizacji przepisów o planowaniu przestrzennym
  • co nie podoba się w niej branży fotowoltaicznej
  • jakie ta branża ma postulaty
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Pod obrady Sejmu trafił we wtorek projekt nowelizacji Ustawy o planowaniu przestrzennym, któremu z uwagą przygląda się branża fotowoltaiczna. Alarmuje, że nowe przepisy spowodują kilkuletnią lukę inwestycyjną w tym sektorze, a symptomy zmrożenia inwestycji w tym sektorze widać już dziś.

Więcej zielonego.
Więcej zielonego.
Wszystkie instalacje fotowoltaiczne w Polsce mają już moc prawie 13 GW, z czego instalacje przemysłowe odpowiadają za około 3 GW mocy. Polski przemysł chciałby, żeby zielonego prądu było jak najwięcej. Luka inwestycyjna może go zaniepokoić.
materiały prasowe

Koniec studium, nadchodzi plan

Nowelizacja jest jednym z kamieni milowych na polskiej drodze do pozyskania pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. Ma uporządkować i wypełnić luki w procesach planowania przestrzennego w Polsce, z którymi – jak ujmują to przedstawiciele Ministerstwa Rozwoju – jest wiele problemów.

Przykładowo, studia zagospodarowania przestrzennego mają więc zostać zastąpione przez plany ogólne, które mają być proste i przejrzyste.

Ewa Magiera, prezeska Polskiego Stowarzyszenia Fotowoltaiki (PSF), reprezentuje firmy inwestujące w duże, przemysłowe instalacje fotowoltaiczne. Podkreśla, że projekt ustawy przewiduje, że do końca 2025 r. wszystkie gminy będą musiały uchwalić plan ogólny, czyli nowy dokument przewidziany ustawą.

- Termin ten jest nierealny głównie ze względu na kalendarz wyborczy, przewidujący wybory samorządowe w 2024 r., ale także ze względu na finansowe i organizacyjne możliwości samych gmin oraz ograniczoną liczbę specjalistów mogących podjąć się takiego zadania. Uważamy, że należy dać samorządom dłuższy okres przejściowy na wprowadzenie zmian, co najmniej do 2028 r.– uzasadnia Ewa Magiera.

Dziś, jak podkreśla Ewa Magiera, samorządy w zasadzie zamroziły rozmowy z inwestorami zainteresowanymi budową dużej fotowoltaiki. Czekając na nowe przepisy, nie chcą procedować wniosków w oparciu o dotychczasowe przepisy. Jednocześnie wdrażanie nowych, w postaci np. planu ogólnego, będzie długo trwało.

- To już wstrzymuje inwestycje – uważa Ewa Magiera.

Niech klasa IV się nie zmienia

Ponadto nowe regulacje zajmują się kwestią gleb klasy IV, które stanowią ok. 40 proc. gruntów rolnych w Polsce. Do produkcji rolnej przydają się słabo, a dla odnawialnych źródeł energii – jak podkreśla PSF - są kluczowe. Ich przeznaczenie np. pod fotowoltaikę ma być przedmiotem konsultacji społecznych. W branży można usłyszeć, że za tym pomysłem stoi resort rolnictwa, mający na względzie kwestie bezpieczeństwa żywnościowego kraju.

- Dotychczas grunty klasy IV uznawane były - także w obowiązującym ustawodawstwie - za grunty praktycznie nieprzydatne do produkcji rolnej. Chcemy, żeby tak pozostało – uważa Ewa Magiera.

Zielony prąd mocno poszukiwany

Wszystkie instalacje fotowoltaiczne w Polsce mają już moc prawie 13 GW i przewyższają moc elektrowni wiatrowych, wynoszącą 8 GW. Większość paneli słonecznych leży na dachach domków jednorodzinnych, a instalacje przemysłowe odpowiadają za ok 3 GW mocy.

- Potrzeby polskiej gospodarki w zakresie zielonej energii są o wiele większe. Zagraniczne firmy, rozważające inwestowanie w Polsce, porzucają czasem te plany właśnie ze względu na brak możliwości kupowania zielonego prądu. Tego domagają się bowiem ich klienci – tłumaczy Ewa Magiera.

Nowe założenia do Polityki Energetycznej Polski przewidują, że w 2030 r. w Polsce może funkcjonować 27 GW mocy w fotowoltaice.