W najbliższych latach przybędzie kredytów konsumeckich, także złych. Dla windykatorów to istne eldorado
O podział dochodów z odzyskiwania długów setki małych firm walczą z zaledwie kilkoma gigantami, którzy zyskali pozycję dominującą.
Z badań Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową wynika, że kilka dużych firm windykacjnych dzieli między siebie 75 proc. rynku. Mało prawdopodobne, by cokolwiek w tej materii miało się zmienić.
Największe firmy budują obraz całej branży: wprowadzają nowe metody windykacji i obsługują największą liczbę spraw, a przez to uzyskują najwyższe dochody. Jak pozyskują zlecenia? Zwykle stając do przetargów i oferując najbardziej atrakcyjną cenę. To możliwe tylko w przypadku najzamożniejszych firm.
Pozycję lidera rynku usług windykacyjnych w Polsce zdobyła firma Kruk z Wrocławia. Łączna wartość wierzytelności przekazanych jej oraz zakupionych przez nią wyniosła w 2009 r. około 3,84 mld zł. To oznacza, że Kruk kontroluje 27 proc. rynku. Potentata goni międzynarodowa firma Euler Hermes z udziałem bliskim 13 proc. Kolejne są Lexus i Transcom CMS Poland, mające po 12 proc. rynku. Na siedem największych firm przypadają trzy czwarte rynku zarządzania wierzytelnościami.
Z oceny IBnGR wynika, że najbardziej dynamiczne firmy w kolejnych latach rozwijać się będą jeszcze intensywniej. Wynika to z tego, że przez najbliższe cztery lata zainteresowanie konsumentów zarówno kredytami hipotecznymi, jak i konsumenckimi nie będzie maleć. A jeśli tak będzie, to na pewno część kredytobiorców nie podoła ciężarowi zobowiązań. O ich liczbie zdecyduje między innymi sytuacja gospodarcza kraju. Potwierdzają to obserwacje z tego i ubiegłego roku. W tym czasie nastąpił wyraźny wzrost trudnych kredytów w portfelach polskich banków i tak może być do 2014 r. Instytucje finansowe coraz częściej decydują się na zlecanie windykacji zadłużenia swoich klientów wyspecjalizowanym firmom zewnętrznym. W Polsce w ciągu ostatnich siedmiu lat liczba takich umów z branżą windykacyjną wzrosła dwuipółkrotnie — z 14 do 35. Istotne jest również to, że do odzyskania będą coraz wyższe kwoty.
Pochodzić będą między innymi z rozrastającego się rynku kredytów hipotecznych.
Skoro tak, to podołać takim potrzebom będą mogły największe firmy, dysponujące odpowiednim zapleczem finansowym i logistycznym — centrami obsługi klienta i wykwalifikowanymi windykatorami.
IBnGR prognozuje, że najszybciej będą rosły długi gospodarstw domowych. Z tytułu kredytów i pożyczek wobec sektora bankowego zwiększą się z 411 mld zł w 2009 r. do 715 mld zł w 2014 roku, czyli o blisko trzy czwarte.
Największą dynamiką będą odznaczały się kredyty hipoteczne, których łączna wartość w okresie 2009-14 wzrośnie o 91 proc. (niehipotecznych o 55 proc.). Udział tych kredytów w ogólnym zadłużeniu gospodarstw domowych zwiększy się we wskazanym okresie z 52 do 57 proc. Najbardziej problematyczne będą kredyty konsumpcyjne. Odsetek niespłaconych wyniósł w 2009 r. 9,6 proc. wobec 1,8 proc. dla kredytów hipotecznych.
IBnGR przy formułowaniu prognoz założył wzrost niespłaconych kredytów niehipotecznych do 13,5 proc. w tym roku i dalej stopniowy spadek w kolejnych latach do poziomu 9 proc. w 2014 r.
Z kolei dla kredytów hipotecznych w tym samym okresie prognozowany jest spadek do 0,8 proc.
W 2010 roku łączna wartość zagrożonych kredytów mieszkaniowych i konsumpcyjnych wyniesie 32,9 mld. W kolejnych latach będzie się zmniejszała, co będzie głównie spowodowane malejącym udziałem kredytów zagrożonych w kredytach ogółem. W 2014 r. wartość zagrożonych kredytów ponownie wzrośnie. Niespłacone kredyty konsumpcyjne sięgną kwoty 27,3 mld zł, a mieszkaniowe 3,3 mld zł.
Przy spełnieniu takich założeń rynek usług windykacyjnych w Polsce w latach 2010-14 powinien rosnąć. Według prognoz IBnGR, jego wielkość wyniesie za cztery lata około 22,2 mld złotych. Oznacza to, że łączna wartość spraw przekazywanych do windykacji zewnętrznej zwiększy się w porównaniu z 2009 r. o 55 proc., czyli o 7,9 mld zł.