Światowe indeksy ciągną w górę banki. To nie przypadek. To one i firmy transportowe zwiastują z reguły punkt zwrotny w gospodarce
Analitycy twierdzą — "Najgorsze za nami". "Recesją się kończy" — dodają inni. Większość analityków prognozuje, że światowa gospodarka, w tym ta najważniejsza na świecie — USA — notuje właśnie dołek. W IV kwartale zaś nastąpi w USA i w Polsce ożywienie, które w przyszłym roku zamieni się na wzrost PKB o odpowiednio 2-3 proc. (prognoza Fedu) i 0,8-1,3 proc.(prognoza Komisji Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego).
Tymczasem giełdy już uwzględniają poprawę w gospodarce. Na GPW od 17 lutego WIG poszybował do góry o 40 proc. Podobne zwyżki nastąpiły na innych rynkach rozwijających się i dojrzałych (w USA SP 500 wzrósł od marca o 35 proc.). Niektórych krajowych analityków wzrosty dziwią. Czy słusznie? Już tylko skrajni pesymiści nie zauważyli, że na giełdach zaczął się właśnie rynek "wczesnego byka". Tak przynajmniej wynika z teorii cyklu koniunkturalnego i zachowania się na giełdach spółek z poszczególnych branż.
Według książkowej teorii cyklu koniunkturalnego giełdy wyprzedzają cykl gospodarczy o 3-9 miesięcy. Poza tym różne branże w różny sposób reagują na wydarzenia w realnej gospodarce. Zachowanie kursów giełdowych ich przedstawicieli pokazuje, w której fazie cyklu znajduje się realna gospodarka. Można też odwrócić tę zależność. Wtedy właściwie, prognozując fazę rozwoju gospodarczego, można dokonać właściwego doboru spółek i branż do portfela. Oczywiście, nie da się dzięki tej wiedzy ominąć spadków, ale można ją wykorzystać, aby zwiększyć giełdowe zyski.
Bessę kończą z reguły wzrosty kursów, zwłaszcza instytucji finansowych oraz firm transportowych. To one są w tej fazie cyklu przeważane w portfelach przez globalnych inwestorów instytucjonalnych. Warto zauważyć, że w tym czasie recesja zbiera w gospodarce największe żniwo. Najmocniej spada konsumpcja, produkcja, inwestycje, zatrudnienie i ceny. Gdy następuje dno recesji (dane makroekonomiczne nie pogarszają się już, licząc miesiąc do miesiąca), na giełdach powinien trwać już rynek "wczesnego byka". Ściągawki dla zarządzających instytucjami finansowymi zalecają wtedy przeważanie w portfelach akcji spółek informatycznych, a następnie przemysłowych (a ściślej — producentów środków trwałych).
Książkowy model przewiduje, że indeksy giełdowe notują szczyty dużo wcześniej przed szczytowym wzrostem PKB. Można się było o tym przekonać dwa lata temu, wraz z początkiem zakończonej właśnie bessy. Wtedy powinien być dobry czas na zakup firm surowcowych, energetycznych i metali szlachetnych, które powinny choć w części uchronić inwestorów przed rosnącą inflacją. Później trzeba powoli przygotowywać się na schłodzenie koniunktury — najpierw na giełdzie, a po kilku miesiącach również w realnej gospodarce. Jeśli już kupować akcje, to najlepiej spółek farmaceutycznych, użyteczności publicznej i producentów dóbr powszechnego użytku (używek, artykułów spożywczych). A po bessie znów przychodzi hossa. Choć zapewne nie od razu.
Jak teoria ma się do rzeczywistości? W przypadku GPW trudno o jednoznaczną odpowiedź. Na naszym parkiecie nie wszystkie sektory mają swoje subindeksy, a niektóre z istniejących zależą od zachowania tylko jednej spółki. Od 17 lutego, czyli dna bessy, indeks szerokiego rynku (WIG) wzrósł o 40 proc. Zdecydowanie więcej dały zarobić w tym czasie firmy, które najmocniej ucierpiały w bessie: spożywcze (WIG-Spożywczy wzrósł o 72 proc.), chemiczne (71 proc.) i deweloperzy (70 proc.). Lepiej niż rynek zachowały się też banki (53 proc.) i sektor informatyczny (45 proc.). Gorzej natomiast wypadły branże: paliwowa (40 proc.), medialna (12 proc.), budowlana (32 proc.) i telekomunikacyjna (0 proc.). Zachowanie naszych subindeksów nie przesądza więc, czy na GPW mamy rynek wczesnego byka, czy tylko odreagowanie głębokiej bessy. Pełniejszej odpowiedzi dostarczają statystyki z dojrzałych rynków. Tam liderami ostatniej fali wzrostowej, ku uciesze optymistów, są instytucje finansowe. Przyspiesza branża transportowa. Najsłabiej wypadają natomiast sektory: opieki medycznej, dóbr konsumpcyjnych, użyteczności publicznej i energii.
Od 1950 roku w USA zanotowano oficjalnie osiem recesji. Z reguły trwały one prawie 12 miesięcy. Zawsze rozpoczęcie recesji okupione było przez inwestorów stratami. Spadki zaczynały się 10 miesięcy wcześniej i wynosiły 11 proc. Kiedy opłacało się wracać na parkiet? Na pewno jeszcze w czasie recesji, ale dopiero w drugiej jej połowie (średnio po 7 miesiącach od rozpoczęcia). Ostatnie miesiące recesji to z reguły wyprzedzanie na giełdzie poprawy koniunktury w gospodarce. Indeksy w ostatnich pięciu jej miesiącach rosły z reguły 20 proc.!
Ostatnie mocne hamowanie polska gospodarka miała w trzecim kwartale 2000 roku. Rada Polityki Pieniężnej schładzała wtedy gospodarkę, podwyższając stopy procentowe. Giełda tąpnęła, do czego przyczyniła się pęknięta bańka internetowa na świecie. Nasza gospodarka zwalniała z kwartału na kwartał aż do końca 2001 roku (w IV kwartale realny PKB wzrósł zaledwie 0,2 proc.). Późnej było już tylko lepiej — zarówno w gospodarce, jak i na GPW. WIG od szczytu z marca 2000 roku spadł przez 18 kolejnych miesięcy o połowę. Dno znalazł na początku października 2001 roku. Na hossę, która trwała aż do 2007 roku, trzeba było jednak poczekać ponad rok. Zaczęła się ona wraz z poprawą nastrojów u naszego zachodniego sąsiada. Nieprzypadkowo indeks WIG najwyższą korelację ma właśnie z niemieckim DAX.
1W jakiej fazie cyklu koniunkturalnego jest gospodarka USA i Polski? Dno za nami?
W USA kształtuje się coś w rodzaju dna. Proces ten może być szybki (około 6 miesięcy) lub — co bardziej prawdopodobne — wolny. W tym czasie gospodarka złapie równowagę. Wskaźniki makroekonomiczne przestaną spadać. W Polsce zewnętrzny kryzys przerwał dojrzałą fazę prosperity. I dobrze. Dzięki temu nie wchodzimy teraz w fazę ostrej recesji. Trudno jednak zdiagnozować, w którym momencie jesteśmy. Mamy nieco zaburzone procesy gospodarcze.
Myślę, że polska gospodarka
szybciej wróci do pełnego zdro-
wia niż amerykańska. Nasze
firmy miały czas, by przygoto-
wać się na gorsze czasy.
2Jak interpretować wzrosty na giełdach? Korekta w bessie czy faza "wczesnego byka"?
Nie ma jeszcze podstaw fundamentalnych do dużych wzrostów. Mamy po prostu efekt wyprzedania rynku. Niewielkie pieniądze wystarczają, by napędzić pierwsze wzrosty. Duża część inwestorów ma sporo gotówki. Nie chce więc czekać z zakupami, by nie przegapić punktu zwrotnego w gospodarce.
3Co robić? Kupować akcje? W dłuższej perspektywie ryzyko związane z rynkiem akcji nie jest duże. W krótszej — wszystko zależy od sfery realnej. Proces recesji w USA czy spowolnienia w Polsce może przebiegać w formie litery L (szybki spadek i długie dochodzenie do siebie), V (szybki spadek i odbicie) czy W (po okresie ożywienia następuje jeszcze jedna fala spadkowa). Osobiście stawiam na formę pośrednią między literą L i V.
Alfred Adamiec
doradca inwestycyjny i ekonomista Noble Banku
Andrzej Stec