Zdaniem rynku, BRE Bank może stracić na Elektrimie nawet 80 mln zł. Od kilku dni topnieje więc zaufanie inwestorów do banku.
Analitycy szacują, że straty na inwestycji w Elektrim mogą przeszkodzić BRE Bankowi w osiągnięciu zaplanowanego na ten rok zysku netto wysokości 408 mln zł. Ich obawy potwierdzają inwestorzy wyprzedając akcje banku. Jeszcze w piątek za akcję spółki płacono 128 zł. Po trzech dniach przeceny kurs spadł poniżej 120 zł.
— BRE Bank już stracił na tej inwestycji około 50 mln zł, a jeśli Elektrim upadnie, strata ta może być nawet dwukrotnie wyższa — uważa Artur Szeski, analityk CDM Pekao SA.
W jego opinii, instytucja może zostać zmuszona w tej sytuacji do utworzenia rezerwy.
— Elektrim może uszczuplić stan posiadania BRE nawet o 80 mln zł. Bank jest jednak znany z umiejętności takiego księgowania, by ukryć problem lub odsunąć go w czasie. Możliwe, że zaangażowanie w Elektrim rozłoży między spółki zależne, by od razu nie wykazywać straty — twierdzi Paweł Gwiazda, analityk PBK AM.
Obserwatorzy rynku są zgodni, inwestycja w bankrutujący giełdowy holding może poważnie obciążyć wynik finansowy w 2002 roku. Ale to nie jedyny front, na którym zmaga się ostatnio Wojciech Kostrzewa.
— Nadal nie wiadomo, co dalej z posiadanymi akcjami Optimusa i czy BRE Bankowi uda się zbyć w tym roku akcje ITI Holdings, na czym także oparta była prognoza wyniku — mówi Artur Szeski.
Okazuje się, że inwestorów odstrasza zbyt agresywna i często niejasna gra BRE Banku na rynku kapitałowym. I płaci za to w ostatnich dniach słoną cenę.
— Strategia Wojciecha Kostrzewy nie budzi zaufania. Inwestycja w ten bank zwiększa ryzyko i dyskonto, z jakim powinien być notowany w stosunku do innych banków. BRE Bank jest więc postrzegany jako instytucja gorszej jakości, gdzie występuje „dziwne” przenoszenie akcji między podmiotami powiązanymi — uważa Robert Nejman, członek zarządu CA IB TFI.
Przedstawiciele funduszy emerytalnych nie wykluczają, że będą rezygnować ze współpracy z BRE Bankiem. Uważają, że doprowadzenie do bankructwa tak dużej spółki giełdowej, jaką jest Elektrim, nie przysporzy mu prestiżu.
— Myślę o wycofaniu depozytu mojej firmy z BRE Banku. Tracę do niego zaufanie. Firmy finansowane przez tę instytucję czują się zagrożone, a przecież bank powinien być instytucją zaufania publicznego — twierdzi jeden z przedstawicieli OFE.
Trudno się więc dziwić, że cena akcji BRE Banku spada.
— Sądzę, że kurs zatrzyma się w okolicach 100 zł. Uważam jednak, że inwestorzy przesadzają, a przecena jest zbyt duża. W wycenie BRE Banku zawsze uwzględniane było ryzyko na inwestycje tego banku. Niepowodzenia na rynku kapitałowym mogą w najgorszym wypadku spowodować, że spółka nie wypracuje jednej trzeciej zaplanowanego wyniku, ale to jeszcze nie oznacza, że spółka będzie miała problemy finansowe — uważa Paweł Gwiazda.
Analitycy zwracają też uwagę, że BRE Bank ma w perspektywie możliwość realizacji bardziej obiecujących inwestycji.
— Nadal jest szansa na kupienie 49 proc. udziałów w spółce Elektrim Telekomunikacja za 400 mln euro — mówi Tomasz Jerzyk, analityk DM BZ WBK.
A warto przypomnieć, że cała spółka ET wyceniana jest na 1,5-3 mld euro.
— Sądzę, że gdy kurs akcji BRE spadnie do 111 zł, znów należy zacząć się mu przyglądać. Tym bardziej że spółka regularnie płaci dywidendę — uważa Tomasz Jerzyk.
I właśnie w cieniu zamieszania wokół Elektrimu i przeceny akcji BRE odbyło się WZA banku. Akcjonariusze zdecydowali o wypłacie dywidendy wysokości 10 zł na akcję.