Brexit ratuje się rozpaczliwcem

opublikowano: 26-02-2019, 22:00

Telenowela procedury wychodzenia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej byłaby już wręcz nudna, gdyby nie konsekwencje polityczne, gospodarcze, społeczne etc. nieuchronnie zbliżającego się brexitu.

Zgodnie z wnioskiem notyfikowanym 29 marca 2017 r. w Radzie Europejskiej (RE) przez rząd Jej Królewskiej Mości, Wielka Brytania ma opuścić wspólnotę o północy z piątku na sobotę 29/30 marca 2019 r. Pozostał zatem miesiąc, podczas którego realnie nie ma szans na poprawienie umowy unijno-brytyjskiej. Przypomnę, że prezydenci/premierzy 27 państw UE na specjalnym szczycie 25 listopada 2018 r. zaakceptowali jej 585-stronicowy tekst, a także 26-stronicową deklarację polityczną na temat przyszłych relacji wspólnoty z sąsiadem już całkiem zewnętrznym. Niestety, Izba Gmin o ratyfikacji umowy nie chce słyszeć, uznając ją nie za kompromis, lecz za kapitulację — w szczególności otwierającą realnie perspektywę odpadnięcia Irlandii Północnej z królestwa i wchłonięcia jej przez Irlandię republikańską.

Theresa May chciałaby 21 marca uprosić kolegów z Rady Europejskiej o niewielkie przedłużenie procedury brexitu.
Zobacz więcej

Theresa May chciałaby 21 marca uprosić kolegów z Rady Europejskiej o niewielkie przedłużenie procedury brexitu. REUTERS-Lisi Niesner

Szamocząca się politycznie premier Theresa May przedstawiła kolejne propozycje kroków ratunkowych. Zamierza przeprowadzić za dwa tygodnie trzy głosowania Izby Gmin. We wtorek 12 marca posłowie mieliby ratyfikować lub odrzucić poprawiony tekst umowy unijno-brytyjskiej. Ten wariant można jednak z góry uznać za fikcję, ponieważ strona unijna wyklucza renegocjacje na chybcika. W drugim podejściu izba miałaby w środę 13 marca rozstrzygnąć, czy Zjednoczone Królestwo powinno zdecydować się na brexit bez jakiejkolwiek umowy. Trzeba pamiętać, że konsekwencje rozwodu antagonistycznego bardzo silnie uderzyłyby także naszą stronę… Jeśli i ten wariant nie przejdzie, to w czwartek 14 marca Izba Gmin mogłaby upoważnić rząd do przedłużenia procedury wychodzenia z UE, zdefiniowanej w artykule 50. traktatu.

Szczyt RE zbiera się planowo 21-22 marca i wtedy nowy brytyjski wniosek mógłby zostać rozpatrzony. Trzeba pamiętać, że procedury brexitu nie rozpoczęło przecież fatalne referendum Davida Camerona z 23 czerwca 2016 r., lecz dopiero notyfikowanie przez Theresę May wniosku wspomnianego na początku. Unijny traktat absolutnie nic nie mówi o możliwości… wycofania notyfikacji, co natychmiast zakończyłoby secesję. Takie rozwiązanie jest jednak nie do przyjęcia dla społeczeństwa brytyjskiego. Pozostaje zatem ostatnia szalupa — data rozwodu może zostać odsunięta w czasie, ponad dwa lata od notyfikacji wniosku, jeśli „Rada Europejska w porozumieniu z danym państwem członkowskim podejmie jednomyślnie decyzję o przedłużeniu tego okresu”. Przywódcy unijni naprawdę są brexitem zmęczeni, ale raczej nie znajdzie się czarna owca, która zawetowałaby odłożenie terminu, by negocjatorzy obu stron mogli poprawić umowę. Niedługie przedłużenie procedury, np. o kwartał do 29 czerwca, nie miałoby żadnych konsekwencji dla wyborów do Parlamentu Europejskiego, ponieważ jego nowa kadencja startuje w Strasburgu dopiero 2 lipca. Dłuższe — w ogóle nie wchodzi w grę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu