Brexit wywoła kaca na rynku wina

opublikowano: 28-06-2017, 22:00

Drugi światowy importer wina opuszcza wspólny unijny rynek, a topienie smutków w kieliszku może się okazać droższe niż zwykle

Kto przejmowałby się Londynem, skoro inwestycyjne wina nie są zwykle brytyjskie, tylko bardziej bordoskie czy burgundzkie — parsknąłby Kowalski, uznając, że krytykom istotnie nie umknie ani jeden pretekst do wymądrzania się. Rzeczywiście, wraz z czerwcowymi negocjacjami w sprawie wyjścia z Unii w branży wymądrzano się jeszcze żywiej, jednak brexit to nie pretekst, tylko powód — w dodatku do poważnych zmartwień. Nie bez powodu inwestujący w wino porównują ceny skrzynek w funtach, bo chociaż w obrocie przeważają trunki francuskie, transakcje zawiera się na giełdzie na wyspie.

Rynek kolekcjonerskich win w wysokim stopniu polega na ocenie krytyków — recenzjach i punktacji, którą rozpowszechnił kontrowersyjny Robert Parker. Czy jednak degustujący z nosem w kieliszku nie mogą tych bukietów zmyślać? To częsty zarzut, który odparły ostatnie badania na uniwersytetach Oxford i Cambridge — jak podaje „The Economist”, trafność ocen potwierdza zbieżność wyników degustacji przy przesłoniętych oczach u wykwalifikowanej grupy testujących.
Zobacz więcej

ZAGRAĆ NA NOSIE:

Rynek kolekcjonerskich win w wysokim stopniu polega na ocenie krytyków — recenzjach i punktacji, którą rozpowszechnił kontrowersyjny Robert Parker. Czy jednak degustujący z nosem w kieliszku nie mogą tych bukietów zmyślać? To częsty zarzut, który odparły ostatnie badania na uniwersytetach Oxford i Cambridge — jak podaje „The Economist”, trafność ocen potwierdza zbieżność wyników degustacji przy przesłoniętych oczach u wykwalifikowanej grupy testujących. ARC

Rachunku za ruchy Theresy May obawiają się więc i winiarze z kolekcjonerami, i Polacy ze szczuplejszymi portfelami, znający brytyjski rynek wina z perspektywy lady. Tylko Brytyjczycy na razie piją coraz drożej — aż przełamali barierę 5 GBP za butelkę. W skali wydatków na skrzynki z kolekcjonerskim winem 5,56 GBP to nic, jednak średnia cena, jaką w drugim kwartale tego roku był gotowy zapłacić brytyjski konsument, zaskakuje. Nie świadczy to co prawda o większej wrażliwości narodu na bukiet, tylko o ogólnym poziomie cen, który — z uwagi na osłabienie funta — przebił barierę, której mieszkańcy monarchii nie byli do tej pory skłonni podwyższać.

Skoro w stosunku do ubiegłego roku waluta osłabiła się o prawie 15 proc., nawet rynek trunków z niższej półki — a dokładnie z półki supermarketów — musiałto przypłacić wyższymi cenami. Jak twierdzi Jane Anson z „Decantera”, która poprowadziła ekspercki panel podczas czerwcowych targów Vinexpo, niepokojącym zwiastunem długoterminowych konsekwencji mógł być już poziom stawek ostatniej kampanii en primeur.

System kryjący się pod tą nazwą umożliwia inwestowanie w najmłodszy rocznik, który dopiero zostanie przelany z beczek do butelek — tak jak kupuje się futuresy z myślą o tym, że w przyszłości cena towaru wzrośnie. Bordoskie châteaux podniosły dla tego rocznika ceny o 12 proc., co — zdaniem Jane Anson — nie jest oczywiście niezauważalne, ale w stosunku do jakości młodego wina aż nieproporcjonalnie rozważne.

Francuscy winiarze może i wykazali się więc umiarkowaną ostrożnością, ale brytyjscynabywcy zapłacą średnio o 25 proc. droższy rachunek, jak podsumowywali paneliści Vinexpo — bo zaszkodzi im nie tylko ruch na foreksie, ale też zwiększanie podatków, w tym ceł na produkty z zagranicy. Jak zauważył podczas panelu Sean Allison, były ekonomista Merrill Lynch, obecnie właściciel château w bordoskim Graves, sam koszt wyjścia z Unii i tak nie jest przy tym wysoki, jeśli zestawi się go z długiem Wielkiej Brytanii.

Jego zdaniem, nawet te 60 mld GBP do zapłacenia byłyby lżejsze do zniesienia niż ostatni kryzys finansowy, który zwiększył dług na wyspie do około 30 proc. PKB. Z wypowiedzi ekspertów wynika wobec tego, że sektor wina jakoś sobie poradzi — butelki co prawda zdrożeją, ale kolekcjonerskie i tak mogłyby zdrożeć mocniej, gdyby postarali się o to nierozważni winiarze z rozpieszczonego wysokimi progami Bordeaux.

Transakcje dalej zawiera się w końcu w Londynie, chociaż coraz częściej pada pytanie, czy centrum obrotu inwestycyjnymi i zwykłymi winami nie powinno się czasem przeprowadzić. Dla ekspertów perspektywa wydaje się jeszcze nie do przyjęcia, bo Brytyjczycy może i rozlewają trunek droższy o pół funta, ale system przecież się nie zawalił — działa, mimo że prawdopodobnie zabraknie w nim rąk do pracy.

Wątek, który nad Wisłą śledzi się znacznie bardziej niż sytuację na rynku kolekcjonerskich win, to przyszłość migrantów, których zniknięcie również w sektorze winiarskim stanowiłoby poważny problem — jak podkreślał Sean Allison, innym określeniem na politykę migracyjną jest w końcu rynek pracy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu