W sobotę i niedzielę odbyły się pierwsze szkolenia z cyklu Forex University organizowanego przez Dom Maklerski TMS Brokers. Jego zajęcia zostały zaplanowane na dwa weekendy. W każdą sobotę i niedzielę zajmują po 7 godzin.

Za uczestnictwo w szkoleniu trzeba było zapłacić 3690 zł. Pieniądze można odzyskać, wykonując w ciągu pół roku obrót na rachunku w TMS Brokers wysokości 200 lotów. I choć płatne szkolenia to ewenement na rynku, to organizowanie spotkań edukacyjnych z inwestorami to już niemal codzienność.
Rynkowy standard
Nie wszyscy brokerzy foreksowi oferują stacjonarne szkolenia, choć i tak robią to znacznie częściej od domów maklerskich skoncentrowanych na rynku akcji. Te ostatnie stawiają na edukację przez internet.
— Większość ludzi kojarzy rynek finansowy wyłącznie z giełdą i handlem akcjami, ale niewielu wie, jak wygląda rynek walutowy. Tymczasem forex daje o wiele więcej możliwości do inwestowania. Na rynku walutowym mamy większą gamę płynnych instrumentów i zleceń, stale rozwijane są platformy transakcyjne, handel społecznościowy. Dlatego klienci potrzebują szkoleń — wyjaśnia Marek Wołos, członek zarządu DM TMS Brokers. TMS i X-Trade Brokers DM, to pionierzy szkoleń foreksowych.
— W 2005 r. forex był nowością na polskim rynku. Każdy klient, który do nas przychodził, potrzebował wsparcia i edukacji. Zaczęliśmy więc organizować spotkania. Dopiero później uruchomiliśmy szkolenia online. Tak robił też TMS. Później zaczęły wchodzić na rynek inne firmy i przyjęły istniejące już wzory — wspomina Izabela Kozakiewicz, dyrektor XTB na Polskę. Przedstawiciele sektora zaprzeczają, że rozwój szkoleń stacjonarnych jest związany z komunikatem Komisji Nadzoru Finansowego z kwietnia 2012 r. Komunikat ten zwracał uwagę, że aż 82 proc. grających na foreksie ponosi straty. — Nie widzę związku. Teraz szkoleń jest mniej, niż było kiedyś — podkreśla Robert Kosowski.
— Webinaria to coraz bardziej powszechny sposób organizacji szkoleń. W jednym z ostatnich, jakie organizowaliśmy, uczestniczyło 500 osób — dodaje Sebastian Job z DM TMS Brokers. Bezpłatne szkolenia stacjonarne mają dość duży rozrzut, jeśli chodzi o frekwencję. Bywają takie, na których pojawia się ponad 200 osób. Ale zdecydowana większość przyciąga 30-60 osób, a są i takie dla 10 osób.
— To jest kwestia nie tego ile osób przyjdzie, ale jaką formułę ma mieć spotkanie. W grupach 15-20-osobowych ludzie śmielej zadają pytania, a prowadzący może odpowiedziećna pytania wszystkich uczestników. Z tego powodu staramy się organizować właśnie takie kameralne spotkania — tłumaczy Maksymilian Smolik, dyrektor biura rynków nieregulowanych OTC w DI BRE Banku. Miejscami spotkań jest z reguły 10 największych miast, choć zdarzają się i w mniejszych ośrodkach.
We własnym interesie
Uczestnictwo w spotkaniu trzeba wcześniej zgłosić, ale brokerzy nie weryfikują chętnych pod kątem tego, czy mają u nich rachunki czy nie. Przyznają przy tym, że organizowanie bezpłatnych szkoleń nie jest działalnością charytatywną.
— Edukacja klientów na rynku forex jest korzystna dla wszystkich podmiotów na rynku. Jeśli klient szybko traci, jest dla brokerów zupełnie nierentowny. Prowizje, które zdąży zapłacić, będą bowiem minimalne. Jeśli natomiast klient jest dobrze wyedukowany, dobrzeczuje się na rynku, zarabia i wykonuje wiele transakcji, to w konsekwencji angażuje większe pieniądze, co przekłada się na większe obroty. Taka jest idea edukacji ze strony brokerów — mówi Sebastian Job.
— Trzeba pamiętać, że inwestowanie poprzez kontrakty na różnice kursowe (CFD), a w szczególności na rynku forex, jest bardziej ryzykowne niż inwestowanie w akcje z uwagi na użycie wysokiej dźwigni finansowej. Żeby zarabiać, inwestor musi najpierw opanować podstawową wiedzę, m.in. z zakresu funkcjonowania rynków finansowych, analizy fundamentalnej czy technicznej, a także doskonalić swoje umiejętności w praktyce. Dlatego szkolenia dla inwestorów są dla nas narzędziem, dzięki któremu nie tylko pozwalamy potencjalnym klientom poznać naszą markę i gamę świadczonych usług, ale przede wszystkim przekazać im wiedzę — twierdzi Łukasz Wardyn, dyrektor zarządzający CityIndex.