Bruksela patrzy nam na ręce

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2007-02-02 00:00

Polskie plany wykorzystania pomocy UE wyglądają przyzwoicie. Ale trzeba wziąć się za rynek pracy — mówi Danuta Hübner.

W siedem lat zainwestujemy w Polsce więcej, niż Europa dostała z planu Marshalla. Unia chce wiedzieć, jak to zrobimy.

Oficjalne negocjacje z Komisją Europejską rozpoczęte. Polski rząd przez najbliższych kilka miesięcy będzie przekonywał Brukselę, że nasze plany wykorzystania funduszy unijnych z nowego rozdania (lata 2007-13) są dobrze przemyślane. Negocjacje nie będą łatwe, ponieważ do wydania jest naprawdę dużo. Unia przeznaczyła dla Polski 67,3 mld EUR. Jeśli dodać do tego 20 mld EUR wkładu własnego i kolejne blisko 20 mld EUR współfinansowania firm, to okaże się, że w najbliższych latach zainwestowanych zostanie w Polsce ponad 100 mld EUR. To więcej niż wartość planu Marshalla — przy przeliczeniu na dzisiejszą wartość pieniądza Europa dostała wówczas ponad 100 mld USD.

Komisja Europejska otrzymała już krajowe programy operacyjne i wypowiada się o nich pozytywnie. Wciąż czeka na 16 programów regionalnych. Niedawne wybory samorządowe opóźniły prace nad nimi. Biorąc jednak pod uwagę podejście Komisji Europejskiej do decentralizacji — tu także nie powinno być problemów.

Polskie plany wykorzystania pomocy UE wyglądają przyzwoicie. Ale trzeba wziąć się za rynek pracy — mówi Danuta Hübner.

„Puls Biznesu”: W ubiegłym tygodniu Polska rozpoczęła negocjacje z Komisją Europejską (KE) programów dotyczących wykorzystania 67,3 mld EUR w latach 2007-13. Czy polski rząd dobrze się do nich przygotował?

Danuta Hübner: Nieoficjalne rozmowy toczą się już od roku, dlatego negocjacje rewolucyjnych zmian nie przyniosą. Polskie plany wyglądają przyzwoicie. Na pewno jednak zwrócimy szczególną uwagę na Program Operacyjny — Infrastruktura i Środowisko, którego wartość wynosi blisko 28 mld EUR. To największy pojedynczy program w historii Unii Europejskiej.

 

Co będzie badać KE?

Chcemy sprawdzić przede wszystkim trzy kwestie: zgodność z prawodawstwem europejskim, słuszność priorytetów zawartych w programie oraz zdolność administracji do jego przeprowadzenia. Zwrócimy też uwagę na kryterium dodatkowości – fundusze unijne mogą być tylko uzupełnieniem finansowania inwestycji w kraju. Chcę jednak podkreślić, że negocjacje nie są po to, aby Polskę upominać. Zamierzamy dyskutować nad silnymi i słabymi punktami programów, by wspólnie z polskim rządem i regionami wypracować najlepszą strategię wdrożenia polityki regionalnej w Polsce.

 

Polskie plany zakładają, że za zarządzanie znaczną częścią pieniędzy – 16 mld EUR — odpowiadać będą władze regionalne. Czy to słuszne?

Decentralizacja bardzo dobrze wpływa na wykorzystywanie pieniędzy. Samorządy lepiej dbają o dobre wdrażanie programu, a ponadto lepiej znają potrzeby swoich regionów.

 

Nie ma obawy, że niedawno wybrani marszałkowie, którzy często nie mieli styczności z funduszami unijnymi, będą słabo radzić sobie z tym wyzwaniem?

Jeśli marszałkowie są mądrzy, to otoczą się dobrymi fachowcami, a z czasem sami się w to wdrożą.

 

— Jednym z największych problemów jest jednak ucieczka fachowców z administracji publicznej do sektora prywatnego...

Rząd musi podjąć odpowiednie kroki, żeby ich zatrzymać. Zresztą cały polski rynek pracy może być zagrożeniem, jeśli nie zostanie zreformowany. Wykonawcy już mają problemy ze znalezieniem pracowników do przeprowadzenia inwestycji, a będzie ich potrzeba znacznie więcej.

 

Kiedy możemy spodzie- wać się zakończenia negocjacji?

Realny termin zakończenia negocjacji Narodowych Strategicznych Ram Odniesienia to marzec, natomiast negocjacje nad programami powinny zakończyć się w lipcu. Zależy to od tego, jak szybko otrzymamy ostateczne wersje regionalnych programów operacyjnych.

Jacek Kowalczyk