Bruksela proponuje funduszową gilotynę

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 28-09-2011, 00:00

Komisja Europejska chce, by żaden kraj nie mógł dostać z UE więcej niż 2,5 proc. PKB. Polska jest raczej bezpieczna

Komisja Europejska (KE) proponuje, by w zbliżającej się perspektywie finansowej na lata 2014-20 wprowadzić nowy limit funduszy przekazywanych krajom na politykę spójności. Pomysł zakłada, by żadne z państw członkowskich (niezależnie od tego, ile mu wstępnie przyznano) nie mogło otrzymać więcej niż równowartość 2,5 proc. łącznego PKB z siedmiu lat. Gdyby np. gospodarka danego kraju rozwijała się wolniej od założeń, urzędnicy z Brukseli mogliby dokonać korekty i obciąć pulę przyznanych krajowi funduszy.

Z zapasem

Co ten pomysł oznacza dla Polski? Gdyby ten mechanizm miał działać już w obecnej perspektywie finansowej (na lata 2007-13), byłby dla nas groźny — KE obcięłaby nam ponad 3 mld EUR (14-15 mld zł). Jeśli bowiem przyjąć prognozy rynkowe polskiego PKB (liczonego w EUR w latach 2011-13), wyznaczony limit 2,5 proc. z siedmiu lat wynosiłby niespełna 64 mld zł (63,7 mld EUR według prognoz ING Banku Śląskiego i 63,9 mld EUR według Pekao). Tymczasem Polska ma obiecane z Brukseli 67,3 mld EUR. Na szczęście w nowej perspektywie finansowej gilotyna raczej nie będzie już dla nas groźna. Jak wynika z obliczeń ING Banku Śląskiego dla „PB”, limit 2,5 proc. PKB wyniesie około 80 mld EUR. Tyle i tak Unia raczej nam nie przyzna. — W negocjacjach Polska ma małe szanse wywalczyć 80 mld EUR. Po pierwsze, bogatsze kraje są niechętnie nastawione do polityki spójności, po drugie, po raz pierwszy w pełni do podziału włączą się Bułgaria i Rumunia. Raczej należy się spodziewać, że dostaniemy sumę zbliżoną do tej z obecnej perspektywy, a więc około 67 mld EUR — mówi Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK.

W razie potknięcia

Wspomniany scenariusz (zgodnie z którym gilotyna ścina nam fundusze unijne na poziomie 80 mld EUR) oparty jest jednak na założeniu, że polska gospodarka rozwija się w średnim tempie z ostatnich dziesięciu lat. Czyli PKB liczony w EUR rośnie co roku średnio o 7 proc. — To jest dość realistyczny scenariusz. Wyższe tempo pewnie byłoby trudno osiągnąć, ale też nie ma dziś podstaw, by twierdzić, że wynik będzie znacznie gorszy — mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Nie można jednak wykluczyć, że PKB w EUR będzie jednak rósł wolniej — bo np. koniunktura będzie gorsza albo złoty wyraźnie osłabnie. W takim pesymistycznym scenariuszu gilotyna cięłaby nam fundusze znacznie niżej. Gdyby PKB rósł nie o 7, ale o 3 proc. rocznie, limit 2,5 proc. dla Polski wynosiłby 64,9 mld EUR. Gdyby z jakiegoś powodu (np. osłabienia złotego na skutek obaw inwestorów o wpływ kryzysu demograficznego na gospodarkę) nasz PKB liczony w EUR nie rósłby w ogóle, wówczas limit spadłby do 60 mld zł. Dlatego polski rząd woli dmuchać na zimne. — Poziom 2,5 proc. PKB może być niewystarczający i Polska powinna opowiadać się za zwiększeniem tego progu — mówi Piotr Popa z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego.

Pomysł może upaść

Eksperci liczą jednak, że proponowany przez KE mechanizm upadnie, bo nie zyska poparcia krajów członkowskich. Według Tomasza Kaczora, to raczej balon próbny i próba złagodzenia stanowiska najbogatszych krajów. — Nie podoba mi się mechanizm, który zakłada automatyczne obcinanie obiecanej wcześniej puli funduszy. W dodatku takie cięcie dokonywane byłoby na sam koniec. Mogłoby się zdarzyć, że jakiś kraj pod koniec dekady, kiedy ma już rozdzielone fundusze i podpisane umowy, wpada w recesję i limit 2,5 proc. nagle mu się obniża. W takiej sytuacji nie można nagle odcinać go od finansowania — przekonuje Tomasz Kaczor.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy