Bruksela wesprze rozwój firm

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2015-05-27 00:00

Wbrew obawom, przenoszenie działalności w kraju można wspierać pomocą publiczną. Strefy odetchnęły, ale… muszą zachować umiar.

Nie taka UE straszna, jak ją malują. Jeszcze miesiąc temu przedstawiciele specjalnych stref ekonomicznych (SSE) mówili o wielu wątpliwościach i wstrzymywaniu zezwoleń dla firm. Dziś wyjaśniła się już jedna, bardzo ważna kwestia.

ARC

Dotyczy przenoszenia produkcji. Komisja Europejska (KE) wprowadziła przepis, zgodnie z którym ubiegający się o pomoc publiczną przedsiębiorca, który w ostatnich dwóch latach zamknął lub w ciągu dwóch lat zamierza zamknąć zakład, musi uzyskać notyfikację w Brukseli.

— Poprosiliśmy KE o oficjalne stanowisko, czy relokacja dotyczy przenoszenia działalności między krajami członkowskimi czy także w obrębie jednego kraju. KE zajęła stanowisko, że chodzi wyłącznie o przenoszenie działalności między krajami UE — mówi Teresa Korycińska z Ministerstwa Gospodarki.

Dla spółek zarządzających strefami ekonomicznymi to znakomita wiadomość. — To oznacza, że przenoszenie zakładu między regionami czy miastami w Polsce nie dyskwalifikuje do otrzymania pomocy publicznej, czyli np. zwolnień z CIT w specjalnej strefie ekonomicznej. Jest to szczególnie ważne dla małych i średnich polskich firm, które najpierw posadowiły się np. w parku

technologicznym albo w wynajmowanej hali, a teraz osiągnęły etap rozwoju, w którym powinny pożegnać się z inkubatorem czy mniejszym zakładem i przenieść do większego — wyjaśnia Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej SSE.

— Martwiliśmy się, że interpretacja Brukseli będzie niekorzystna. Mamy dwie ciekawe polskie firmy, które nigdy nie były w strefie i chcą się rozwijać. Wstrzymaliśmy te projekty, teraz je uruchamiamy — dodaje Tomasz Sadzyński, szef łódzkiej strefy. Adam Allen z EY zaznacza, że takiej interpretacji się spodziewał.

— Było jasne, że ten przepis miał przeciwdziałać przenoszeniu inwestycji między krajami UE. Nadinterpretacją było przenoszenie tych ograniczeń na krajowe podwórko — twierdzi Adam Allen.

Teresa Korycińska przestrzega jednak przed nadmiernym szafowaniem publicznymi pieniędzmi. — Zawsze byliśmy przeciwni udzielaniu zezwoleń firmom, które w jednym miejscu likwidują produkcję i przenoszą ją do strefy, otrzymując pomoc publiczną. Prosiłam prezesów stref, by analizowali takie przypadki. Trzeba podchodzić do sprawy z rozumem i pamiętać, że strefy muszą dawać wartość dodaną proporcjonalną do udzielonej pomocy publicznej — zastrzega Teresa Korycińska.

Wątpliwości w strefach dotyczących nowych przepisów udzielania pomocy publicznej jest więcej. Dotyczą np. reinwestycji. Nowe zasady mówią, że jej wartość powinna wynieść co

najmniej 200 proc. wykorzystanych aktywów. Przedstawiciele stref zastanawiali się, czy ma to dotyczyć całego zakładu czy jego wydzielonej części. Inne pytania dotyczyły dywersyfikacji produkcji: czy jest nią wyłącznie produkcja wyrobów o innym kodzie PKWiU. Jednak niekoniecznie potrzebna jest tu interpretacja Brukseli.

— Trzeba podchodzić do sprawy zdroworozsądkowo. Dla producenta odkurzaczy domowych dywersyfikacją nie będzie produkcja nowych, nawet coraz nowocześniejszych, ale np. wprowadzenie do produkcji odkurzaczy przemysłowych, nawet gdyby kod PKWiU był ten sam — wyjaśnia Teresa Korycińska. — To nie tyle kwestia interpretacji, tylko praktyki — podsumowuje Adam Allen.