'BSE i 'pomarańczowy' alarm znięchęciły Wall Street

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2003-05-20 22:04

Po dwóch miesiącach silnych wzrostów amerykańskie indeksy są już mocno zmęczone. Początek sesji zapowiadał wprawdzie odreagowanie po poniedziałkowej przecenie, ale pierwszy przypadek choroby BSE w Ameryce Północnej i zapowiedź podniesienie poziomu alarmu terrorystycznego wymusiły spadki. Końcówka sesji pozwoliła wskaźnikom wrócić do punktu wyjścia.

Wtorek miał przynieść powrót wzrostów na Wall Street. Zwiastowały to znakomite wyniki detalistów. Akcje Home Depot i Nordstrom zyskały po 10 proc. Nastroje w trakcie sesji pogorszyły jednak wieści z Kanady. Tamtejszy minister rolnictwa oficjalnie potwierdził istnienie przynajmniej jednego przypadku choroby BSE w prowincji Alberta. To pierwszy w Ameryce Północnej przypadek choroby, która siała popłoch wśród europejskich hodowców bydła w ostatnich latach. Wall Street zareagowała na tę informację głęboką przeceną sieci restauracji McDonalds i Tyson Foods, przetwórcy mięsa. "Szalone krowy" ucieszyły jedynie udziałowców Bio-Rad Laboratories. Akcje frimy zajmującej się testami klinicznymi podrożały o ponad 10 proc.

Jeszcze niżej spadły indeksy, gdy gracze dowiedzieli się, że władze podniosła poziom alarmu terrorystycznego z poziomu „żółtego” do „pomarańczowego” (oznacza wysokie zagrożenie). Amerykański wywiad obawia się, że ostatnie zamachy w krajach arabskich stanowią preludium do ataków wewnątrz USA.

Wśród spółek IT wyróżniał się Hewlett-Packard, który po sesji miał zaprezentować swoje kwartalne dokonania.

Drugi dzień z rzędu traciły spółki farmaceutyczne. Sąd najwyższy zaaprobował plany stanu Maine, który chce obniżyć ceny przepisywanych leków. Papiery Mercka, Pfizera i Bristol-Myers Squibb straciły po 3-5 proc.

ONO