Buda na kółkach zarobi w 50 dni

Wóz Drzymały kontra letni apartament — niższy próg wejścia w inwestycję ściera się z mniejszym ryzykiem wjechania na minę

Mieszkanie wielkości przyczepy wyzwoliło się ze skojarzeń z budą na przedmieściach wyzierającą z tekstów Eminema, odkąd inwestorzy zauważyli, że domek na kołach zatrzymać się może i na samym skraju Tatr, i na brzegu mazurskiego jeziora. Letnia opowieść o drewnianym gniazdku, które przynosi zysk, sprawnie omijając budowlane przepisy, nie zawsze ma jednak radosny koniec — czasem zamiast 500 zł za dobę od najemców i pełnego obłożenia w sezonie zostaje kredyt i cyrk na kółkach, z którym nie do końca jest co zrobić.

Zobacz więcej

ZBLIŻ SIĘ: O wartości nieruchomości na Mazurach decyduje bliskość linii brzegowej, a nawet ranga samego jeziora — grunty przy tych ze szlaku mogą być o połowę droższe od takich przy zbiornikach niepołączonych. FOTOLIA

Taniej w szałasie

Chcąc zarobić w sezonie, nie inwestując jednocześnie w apartament, można przyjrzeć się różnym formom zabudowy — od domków letniskowych przypominających tradycyjne budynki po całkowicie ruchome, które można przestawiać do woli. Przewagą takich rozwiązań bywa najczęściej niższy koszt w porównaniu z nowym mieszkaniem, ale nie można zapominać, że nawet najbardziej letniskowy domek musi być gdzieś położony, a grunt z atrakcyjnym adresem i tak jest przecież drogi. Żeby nie utknąć przy tym jakąś przyczepą w gąszczu prawnych zawiłości, pierwszy krok trzeba skierować do urzędu i sprawdzić plan zagospodarowania przestrzeni. Jeśli jest w nim przewidziana zabudowa letniskowa, na terenie będzie mógł stanąć domek rekreacyjny, czyli taki do okresowego wypoczynku, którego nie będzie trzeba na przykład ocieplać. Skoro jeszcze nie musi być na stałe przytwierdzony do gruntu, możliwości przybliżenia go do lasu czy brzegu rzeki teoretycznie się zwiększają, ale niedoprecyzowane zapisy budowlanego prawa potrafią działać w dwie strony — jeśli interpretacją ma się zająć lokalny urzędnik, można trafić na takiego, który rzeczywiście wykaże się fantazją. Warto doczytać też o wszystkich ograniczeniach powierzchni i wysokości, a także sprawdzić, czy wybrane pod inwestycję urokliwe rzeczne zakole nie jest przypadkiem na terenie chronionym. Z założenia, niewielkie sezonowe budynki mogą powstawać nawet w parkach krajobrazowych i w strefach, gdzie każdego kamyczka pilnuje konserwator, ale na rynku dosyć trudno wyobrazić sobie wysoki popyt na chatkę dla pustelnika, bez drogi, prądu i ciepłej wody.

Skocznia podnosi próg

Rozpiętość cenowa na rynku domków letniskowych jest większa niż w przypadku tradycyjnych nieruchomości, bo w zależności od lokalizacji zmieniają się wymogi. Tak jak nad brzegiem jeziora da się zarobić na budce skleconej w sam raz na letnie wieczory, tak w górach trzeba zainwestować w obiekt, który będzie wynajmowany w sezonie zimowym.

— Zapotrzebowanie na tego typu nieruchomości pod wynajem jest coraz większe, ale za domek o powierzchni nieprzekraczającej 25 mkw. trzeba zapłacić w Zakopanem 75 tys. zł, przy założeniu, że dysponuje się już gruntem — komentuje Paweł Bucki z Vega Nieruchomości i dodaje, że za dobę w sezonie można oczekiwać 250-500 zł, przy czym lepiej wynajmować większej grupie, bo dla dwóch osób raczej się nie kalkuluje.

— Jeśli inwestor nie posiada działki, zachęcający grunt blisko Wielkiej Krokwi jest teraz trudny do zdobycia, a ceny terenu w centrum Zakopanego przebijają 2,5 tys. zł za mkw. Te, które kosztują do 2 tys. zł, opłacają się deweloperom, ale za nowe mieszkanie płaci się nawet 12,5-14,9 tys. zł za mkw. — dodaje Paweł Bucki. Na peryferiach zimowej stolicy stawki za grunt schodzą do 400-600 zł za mkw., ale — jak przystało na miejsce zarabiające na rzeźbie terenu — wszystko zależy od tego, czy działka jest stosunkowo płaska, o regularnym kształcie i z ładnym widokiem, czy jest wąskim pasem stromego stoku, na którym jedyni zainteresowani kręcić się będą przy paśniku.

Nie góry, to Mazury

Żeby zainwestować przy narciarskim stoku, trzeba budować trochę solidniej, ale można na mniejszym gruncie — inaczej jest na Mazurach, gdzie stawka za mkw. to nawet 50 zł, a rachunek i tak wychodzi czasem powyżej miliona.

— Kupowanie mazurskich nieruchomości w celu wakacyjnego wykorzystania zdecydowanie się opłaca, szczególnie że od dwóch lat obserwowany jest naprawdę wysoki poziom obłożenia nie tylko w hotelach, ale też w obiektach innego rodzaju. Na inwestycję w domki letniskowe zapatrywałbym się jednak sceptycznie, bo obiekt ruchomy rzeczywiście można postawić 10 m od jeziora, ale skrajnie ograniczona powierzchnia coraz rzadziej zadowala wymagającego klienta. Budynków na stałe związanych w gruntem nie można natomiast budować bliżej niż 100 m od brzegu, chyba że istniała tam wcześniej jakaś zwarta zabudowa — komentuje Cezary Pstrak z MBN Nieruchomości Konsulting, zwracając uwagę, że nawet jak sam domek kosztował będzie inwestora kilkadziesiąt tysięcy złotych, to i tak opcja, że ktoś użyczy mu tanio terenu, jest mało realna.

— Cena gruntu na Mazurach zależy od tego, czy działka ma własną linię brzegową. Jeśli styka się z brzegiem jeziora niepołączonego, to liczyć można 50 zł za mkw., ale w przypadku zbiorników ze szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, stawka może przekroczyć 100 zł. W związku z tym, że w rejonie trudno o tak małe działki jak w górach, 100 zł przestaje jawić się jako cenowa okazja, jak trzeba je pomnożyć przez hektar — dodaje Cezary Pstrak. Porzucając myśl o przyczepie na rzecz bloku w Mikołajkach czy Giżycku, na nowe mieszkanie przygotować trzeba 6,5-8 tys. zł za mkw., oczekując od 200 zł do 500-600 zł za dobę — przyjmując jednocześnie, że obiekt będzie dla nas pracował 50 dni w roku. Skoro mieszkania wygrywają z lichymi domkami na jeziorem, ostatnia szansa dla tych drugich jest jeszcze nad morzem. Domki kanadyjskie — czyli takie o lekkim drewnianym szkielecie — są jednak stawiane na Pomorzu tylko wtedy, kiedy plan zagospodarowania przestrzeni na nic innego nie pozwala.

— Jeśli tylko taka zabudowa jest przewidziana, na półwyspie liczyć da się na 150-200 zł za dobę, przy kosztach na poziomie 50-60 tys. zł, nie wliczając wartości gruntu. Tradycyjne budownictwo ma więc przewagę, bo 40-50 mkw. w centrum Gdańska można w sezonie letnim wynająć za 300-400 zł za dobę, chociaż zapłacić trzeba 8-12 tys. zł za mkw. w stanie deweloperskim — komentuje Zbigniew Orfin z Orfin Nieruchomości. Postawienie przyczepy na Helu kosztuje rocznie 6-8 tys. zł, czyli nawet mniej niż mkw. mieszkania bez szansy na bryzę od morza, ale do starcia domków letniskowych ze zwykłymi domami przyczepa kempingowa nie może zostać dopuszczona. Wsparłaby drużynę Drzymały, ale ma rejestrację, więc zgodnie z zasadami fair play nie konkuruje w budowlance, tylko w motoryzacji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Buda na kółkach zarobi w 50 dni