12,97 mld zł — tyle na koniec ubiegłego roku wart był portfel zamówień grupy Budimex. Artur Popko, prezes giełdowej firmy, prognozuje, że w tym roku pozyska zamówienia wartości 7-9 mld zł. To poziom zbliżony do osiąganego w latach poprzednich.
— Martwi nas spowolnienie w uruchomieniu funduszy unijnych. Zakładamy jednak, że w tym roku zostanie uruchomionych wiele postępowań dotyczących inwestycji drogowych. Cieszymy się z już ogłoszonych i zapowiadanych przetargów PKP PLK oraz liczymy na realizację dużego programu w segmencie energetyki oraz prac związanych w budową CPK — mówi Artur Popko.
Grupa wzmacnia także pozycję za granicą. W krajach nadbałtyckich np. chce pozyskać kontrakty na inwestycje w linię kolejową Rail Baltica.
Menedżerowie Budimeksu martwią się jednak wpływem sytuacji geopolitycznej na rynek budowlany. Już drożeje ropa, a w ślad za nią podrożeje asfalt. Z danych spółki wynika, że od 2016 r. paliwa podrożały o ponad 160 proc., a asfalt aż o 215 proc.
— W przypadku asfaltu mamy kontrakty zabezpieczone na trzy lata. Zazwyczaj zabezpieczamy około 75 proc. dostaw — mówi Artur Popko.
Grupa nie zabezpiecza całości zamówień, bo gdyby nie odebrała jakiejś puli, np. z powodu nieprzewidzianych zdarzeń pogodowych, musiałaby zapłacić karę.
Trudniejsza sytuacja jest z paliwami, ale Artur Popko ma nadzieję, że skutki wzrostu cen tych produktów złagodzi zwiększona waloryzacja cen robót drogowych. Jeszcze niedawno Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wpisywała w umowy 5-procentowy limit indeksacji cen z połowy koszyka materiałów objętych waloryzacją. Niedawno zwiększyła wskaźnik do 8, a planuje do 10 proc. Artur Popko ma nadzieję, że to wystarczy, ale podkreśla, że w obecnej sytuacji trudno wyrokować.
Zdaniem Marcina Węgłowskiego, wiceprezes Budimeksu, wojna na Ukrainie wpłynie na rynek pracy w budownictwie.
— Na razie nie wiemy jednak, czy nastąpi napływ, czy odpływ siły roboczej. Możliwe są oba scenariusze — mówi Marcin Węgłowski.