Jeszcze niedawno ekonomiści analizowali, czy po brexicie Polacy pracujący na Wyspach wrócą do kraju. Ręce zacierali przedsiębiorcy budowlani, licząc na pozyskanie fachowej siły roboczej, której jeszcze w latach 2014-15 szukali na Ukrainie i Białorusi. Dziś rynek jest na drugim biegunie. Zwolnienia grupowe 1,15 tys. osób już ogłosiła Skanska, a Trakcja zdecydowała się pożegnać 300 pracowników. W branżowych dyskusjach pada coraz częściej pytanie: kto następny.

— Kiedy pytam przedstawicieli dużych firm, zapewniają, że nie zamierzają zwalniać, ale jak długo wytrzymają brak inwestycji, trudno prognozować. GUS podał, że w sierpniu produkcja budowlano-montażowa spadła o 20 proc. Zakładam, że do końca roku spadek sięgnie 25 proc., natomiast pierwsze znaczące wpływy do firm budowlanych za realizację kontraktów pojawią się dopiero w III kwartale 2018 r. — prognozuje Rafał Bałdys, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Przedsiębiorcy nie utrzymają zatrudnienia przez dwa lata, jeśli nie wypełnią portfeli kontraktami. Rafał Bałdys uważa, że gdyby publiczni zamawiający przynajmniej przedstawili kilka gotowych projektów i ogłosili przetargi, przedsiębiorcy mogliby czasowo wstrzymać się ze zwalnianiem pracowników.
Wołanie na puszczy
Alfred Watzl, członek zarządu Strabaga, zapewnia, że spółka w tym roku pozyskała 200 nowych pracowników i obecnie zwalniaćnie zamierza. Podkreśla jednak, że ukończenie kontraktów autostradowych na A1 w pobliżu Łodzi oraz A4 na Podkarpaciu powoduje, że pilnie potrzebuje pracy dla fachowców, którzy zbudowali te odcinki.
— Jeżeli zastój na rynku będzie długotrwały, firmy będą podejmować decyzje o zwolnieniach, a najlepsi fachowcy zaczną szukać pracy za granicą. Do tego nie można dopuścić — uważa Alfred Watzl. Jeśli za dwa lata poprawi się koniunktura, odzyskanie specjalistów nie będzie łatwe. Alfred Watzl apeluje więc o podjęcie działań, dzięki którym rządowe i samorządowe inwestycje znów będą realizowane.
Cięcia w samorządach
Na razie jednak rządowi urzędnicy i zamawiający apelu nie słuchają. — Poprzednie kierownictwo Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiło przetargi, z których około 60, wartości prawie 30 mld zł, wciąż nie jest rozstrzygniętych. W najbliższych tygodniach do drugiego etapu, czyli przetargu na składanie ofert cenowych, przejdzie 15 zadań z tej puli, wycenianych na około 4 mld zł. To niewiele — mówi Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.
Informuje, że problemem w branży są nie tylko zwolnienia grupowe w dużych podmiotach. Redukcje zatrudnienia dotyczą także małych firm, bo wygląda na to, że w przyszłym roku uszczuplony będzie rynek kontraktów samorządowych. — Pierwotnie planowano, że w 2017 r. rząd przekaże samorządom około 1 mld zł na inwestycje na lokalne drogi [tzw. wasiakówki, a wcześniej schetynówki — red.].
Z założeń budżetowych wynika jednak, że kwota będzie o 200 mln zł niższa. Zważywszy, że drugie tyle do projektu miały dokładać samorządy, można spodziewaćsię, że kwota lokalne drogi będzie o 400 mln zł niższa, niż zakładano — twierdzi Barbara Dzieciuchowicz. Więcej o około 1 mld zł przewidziano natomiast w budżecie na utrzymanie dróg krajowych oraz przygotowanie nowych inwestycji. Drogowcy się cieszą, bo do dyspozycji będzie ponad 4 mld zł, ale w rządowym programie drogowym zakładano pierwotnie 5 mld zł. — Firmy badające finanse przedsiębiorstw sygnalizują, że w budowlance wraca problem zatorów płatniczych — przestrzega także prezes drogowej izby. Może się okazać, że kiedy wreszcie ruszą duże przetargi budowlane, firmy nie będą miały ani pracowników, ani pieniędzy, by ich zatrudnić.
Dzielenie i łączenie
Znacznie gorzej niż w drogownictwie dzieje się na rynku kolejowym, gdzie na brak kontraktów przedsiębiorcy narzekają od miesięcy. Rządowi urzędnicy coraz mocniej naciskają na ich przyśpieszenie.
W branży budowlanej pojawiają się pogłoski, że premier Beata Szydło podczas zaplanowanej na przyszły tydzień rekonstrukcji rządu ogłosi przyłączenie resortu infrastruktury do rozwoju. W poprzednim rządzie, także z powodu problemów z inwestycjami kolejowymi, były połączone, ale PiS je rozdzieliło. Pogłoski o połączeniu są nie w smak drogowcom, którzy uważają, że podobnie jak poprzednio, w superresorcie ich problemy zejdą na dalszy plan. © Ⓟ