Budżet: możliwy kompromis, głosowanie w piątek

Wiktor Krzyżanowski
opublikowano: 2001-07-25 15:19

Podczas drugiego czytaniu projektu nowelizacji budżetu SLD i PSL zapowiedziały, że wstrzymają się od głosu, a inne kluby poparły projekt w wersji rządowej – podał PAP. Jeśli tak wyglądać będzie głosowanie, rządowi uda się zwiększyć deficyt o 8,6 mld zł do 29,1 mld zł. Jednak ze względu na zgłoszone poprawki, nowelizacja trafi ponownie do komisji finansów publicznych. Rozpatrzeniem ich posłowie zajmą się w środę o godz. 19.00.

Posłowie zgłosili trzy poprawki, z których dwie dotyczą przesunięć w budżecie kwot związanych z finansowaniem skutków powodzi, a jedna zmierza do zmniejszenia kwoty przychodów z prywatyzacji przeznaczanych na cele związane z reformą ubezpieczeń społecznych. Ostateczne głosowanie nad nowelizacją odbędzie się więc prawdopodobnie w piątek.

Wcześniej swoje poparcie dla tej propozycji SLD uzależniło od przedstawienia przez rząd planu cięć wydatków. Dotąd rząd twierdził, że wydatki będzie redukować „na bieżąco, gdy zajdzie taka potrzeba”. We wtorek, ponaglony rezolucją sejmu, rząd podał, że zmniejszy dotacje do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych o 1,01 mld zł, 250 mln zł przyniosą tzw. naturalne oszczędności, a 3 mld zł pochodzić będzie z rezerw celowych. Jeśli i to nie wystarczy, rząd planuje dokonać cięć w wydatkach bieżących i inwestycyjnych. Przedstawione we wtorek oszczędności, łącznie z deficytem powiększonym o 8,6 mld zł, stanowią kwotę około 13 mld zł.

- Rada Ministrów dokona analizy dochodów i wydatków, i wystąpi do komisji o zablokowanie wydatków w przypadku, gdy ubytek dochodów przekroczy 13 mld zł - napisano we wtorkowym komunikacie rządu.

Zdaniem analityków zwiększenie deficytu jest potrzebne rządowi niemal natychmiast dla zachowania płynności finansów publicznych. Może się jednak okazać, że 8,6 mld zł to za mało, by załatać dziurę w tegorocznym budżecie, a wtedy potrzebne będą także cięcia wydatków. Jarosław Bauc, minister finansów, wspierany przez Leszka Balcerowicza, szefa NBP, twierdzi bowiem, że 8,6 mld zł to maksymalna wielkość, o jaką zwiększyć można deficyt. Pieniądze te pochodzić mają z emisji papierów dłużnych. Zarówno MF, jak i analitycy, zgadzają się, że większej ilości papierów rynek mógłby nie kupić.

Problem jednak w tym, że – zdaniem ekonomistów- w rządzie trudno będzie osiągnąć kompromis dotyczący cięć wydatków. To zaś może oznaczać - czego boi się SLD - że główny ciężar cięć wydatków przesunięty zostanie na jesień, kiedy w Polsce prawdopodobnie rządzić już będzie inny, wyłoniony we wrześniowych wyborach, gabinet.

Wiktor Krzyżanowski, [email protected]