Po stu dniach istnienia rządu można pod jego adresem zgłaszać różne uwagi, ale należy podkreślić jedno poważne osiągnięcie — sprawne przeforsowanie w parlamencie ustaw okołobudżetowych, które pozwolą na zaoszczędzenie ponad 8 mld zł. Szczególną uwagę budzą cięcia wydatków socjalnych, które są decyzjami tak niepopularnymi, że aż zasługującymi na szacunek również ze strony opozycji.
Staranny przegląd ustawodawstwa mógłby wskazać jeszcze kilka pozycji, na których można by dodatkowo zaoszczędzić kilkaset mln zł. Jednak od takich działań nie poprawi się koniunktura i nie przybędzie miejsc pracy. Należy wobec tego podjąć równie odważne decyzje, ale tym razem sprzyjające pracodawcom. Zmiany powinny dotyczyć między innymi uproszczenia systemu podatkowego i przepisów dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej. Równie ważne są nowelizacje prawa pracy oraz ubezpieczeń społecznych. Wszystkie te ustawy powinny zostać uchwalone w jednym pakiecie i jak najszybciej.
Zmiany prawne, jakie następowały w ostatnich 12 latach, spowodowały znaczny wzrost kosztów zatrudnienia pracowników oraz biurokratyczne obciążenia pracodawców. W konsekwencji — choć przyczyn jest oczywiście dużo więcej — nastąpił wzrost bezrobocia i pogorszyło się przestrzeganie prawa pracy przez przedsiębiorców. Jednym z przykładów jest rozpowszechnianie się w ostatnich latach zjawiska przymuszania pracowników do przechodzenia ze stosunku pracy na tzw. własną działalność gospodarczą, co stawia ich w zdecydowanie gorszej sytuacji prawnej i ekonomicznej.
Co trzeba zmienić w przepisach prawa pracy — wiadomo, gdyż pracodawcy zgłaszają propozycje już od roku 1997. W zakresie kosztów należy przede wszystkim zmniejszyć obciążenia pracodawcy w związku z chorobą pracownika, znieść obowiązek udzielania dni wolnych na poszukiwanie pracy, gdy umowę wypowiada pracownik, ograniczyć wydatki związane z koniecznością przeprowadzania badań lekarskich pracowników i przeszkolenia ich w zakresie bhp. Podobny charakter mają propozycje dotyczące okresów rozliczeniowych czasu pracy, wysokości dodatków z tytułu pracy w godzinach nadliczbowych oraz uzależnienia wysokości odprawy z tytułu zwolnień grupowych od okresu zatrudnienia u danego pracodawcy.
Zmniejszaniu kosztów sprzyjać będą także zmiany ograniczające biurokrację. Do tej grupy propozycji zaliczyć należy wprowadzenie obowiązku opracowywania regulaminu pracy i wynagradzania oraz tworzenia służb bhp dopiero w firmach zatrudniających co najmniej 20 pracowników (obecnie jest to, odpowiednio, 5 i 10 zatrudnionych), ograniczenie obowiązków związanych z dokumentowaniem czasu pracy, wystawianiem świadectw pracy, itp.
Ważne zmiany dotyczą uelastycznienia zatrudniania i rozwiązywania umów o pracę — na przykład zmniejszenia ograniczeń stosowania umów na czas określony oraz stworzenia możliwości rozwiązania, w pewnych warunkach, umowy w czasie choroby pracownika lub jego innej usprawiedliwionej nieobecności. Kluczowe znaczenie mają propozycje wprowadzenia w kodeksie pracy zapisów zezwalających na okresowe zawieszenie, pod pewnymi warunkami, prawa pracy — jeśli firmie znajdującej się w ciężkiej sytuacji ekonomicznej pomogłoby to w przetrwaniu kryzysu i utrzymaniu zatrudnienia pracowników.
Stanowiłoby to wyłom w polskim prawie pracy, które dotychczas nie dopuszczało, aby postanowienia jakichkolwiek przepisów wewnętrznych, regulaminów czy porozumień, wydanych nawet za aprobatą związków zawodowych czy ogółu pracowników, mogły być mniej korzystne niż przepisy obowiązujące powszechnie. Tymczasem takie właśnie unormowania, funkcjonujące na przykład w Niemczech i innych państwach unijnych, pozwalają wielu firmom przetrwać najgorsze bez konieczności sięgania po zwolnienia grupowe.
Koniecznie trzeba podkreślić, że propozycje pracodawców nie są powrotem do XIX wieku — jak próbują je przedstawić krytycy — ale pozostają w zgodzie z prawem Unii Europejskiej. Za walkę z bezrobociem odpowiedzialność ponosi przede wszystkim rząd i do niego należeć powinna inicjatywa w tej mierze. Jedno jest pewne — upływ czasu szkodzi wszystkim.
Autor jest prezesem Seka SA