Buffett: wzór dla Polaków

Anna Borys
opublikowano: 2007-12-03 00:00

Fundusz inwestycyjny, za którym nie stoi bank, lecz zdolny zarządzający. Czy Polacy to kupią?

Krajowy rynek TFI czekają rewolucyjne zmiany

Fundusz inwestycyjny, za którym nie stoi bank, lecz zdolny zarządzający. Czy Polacy to kupią?

W Ameryce się sprawdziło.

Krajowy rynek funduszy inwestycyjnych rośnie bardzo szybko. Tylko w tym roku ich aktywa zwiększyły się o połowę i wynoszą 144 mld zł. Zdecydowana większość oszczędności trafia do funduszy z dużych grup bankowych. To może się jednak zmienić. Szybko pojawiają się prywatne towarzystwa. Zakładają je znani i doświadczeni doradcy inwestycyjni. Obecnie takie podmioty można policzyć na palcach jednej ręki, ale do wejścia na rynek przygotowuje się kilkanaście kolejnych.

Pomysł przyszedł zza oceanu. Lata temu odważniejsi finansiści pozakładali tam małe firmy inwestycyjne. Dzisiaj wielu z nich kieruje towarzystwami, które trzęsą rynkami finansowymi na świecie. Wśród nich są takie sławy jak Warren Buffett, George Soros czy John Templeton.

Zaufanie to podstawa

W Polsce działa około 20 TFI. Pierwsze prywatne podmioty pojawiły się niedawno, ale zdążyły już zebrać spore aktywa. Ich początki nie były łatwe.

— Zaczynaliśmy od funduszu, który zgromadził 10 mln zł. To były nasze pieniądze i najbardziej zaufanych klientów. Strategia się sprawdziła, co potwierdzają wyniki. Teraz chętnych na nasze fundusze nie brakuje — wspomina Grzegorz Mielcarek, dyrektor rynku akcji w Investors TFI, a kiedyś zarządzający w BZ WBK AIB Asset Management.

Na koniec października aktywa towarzystwa przekroczyły miliard złotych. Klienci flagowego produktu Investora zarobili w ostatnim roku 75 proc.

Szybko rozwija się też drugi prywatny TFI — Opera.

— Nasza kadra wywodzi się m.in. z BRE Asset Management. Gdy założyliśmy towarzystwo, przyszli do nas nasi starzy klienci — mówi Tomasz Korab, członek zarządu Opera TFI.

Od początku działalności towarzystwo zebrało 1,6 mld zł aktywów. Główny produkt (Opera FIZ) przyniósł klientom zyski w wysokości 20,5 proc.

Konkurować jakością

W USA prywatne fundusze odniosły sukces, bo miały błyskotliwy pomysł na inwestycje. Podobne plany mają krajowe TFI.

— Jako pierwszy do końca roku utworzymy fundusz private equity. Jego zaletą będzie duża elastyczność. W portfelu znajdą się projekty opierające się na reor- ganizcji firm, restrukturyzacji, a także tzw. start-up i spółki deweloperskie — uchyla rąbka tajemnicy Paweł Borys, dyrektor zarządzający w AKJ Investment (kiedyś doradca inwestycyjny DWS TFI).

Niektóre TFI nie chcą jeszcze zdradzać pomysłów na sukces.

— Szykujemy niespodziankę. Wciąż czekamy na zgodę Komisji Nadzoru Finansowego — mówi Sebastian Buczek, założyciel TFI Quercus i były zarządzający ING Investment Management.

Pazerni dystrybutorzy

Znane nazwiska i przepisy na sukces to jedno. Dużym wyzwaniem będzie dotarcie do klienta.

— Wydajemy pieniądze na reklamę. Naszą ofertę sprzedajemy przy współpracy z Bankiem Gospodarki Żywnościowej. W konsekwencji nie musimy płacić drakońskich opłat dystrybutorom — wyjaśnia Grzegorz Mielcarek z Investors TFI. Banki mogą jednak zatrzasnąć drzwi. Wtedy pozostaje sieć doradców finansowych. Dystrybutor może zażądać wysokich opłat manipulacyjnych, a nawet części opłat za zarządzanie. Ponadto może promować inne produkty. Ale jest na to sposób.

— Naszymi klientami będą inwestorzy kwalifikowani, instytucje oraz bogatsi i mający większą wiedzę rynkową inwestorzy indywidualni. Do takich klientów dociera się bezpośrednio — mówi Paweł Borys.

Dobre przykłady przyszły zza oceanu

Aby osiągnąć sukces na rynku finansowym, nie

potrzeba wielkiego kapitału.

Wystarczy dobry pomysł.

Warren Buffett

Najskuteczniejszy inwestor w historii. Pierwszą transakcję, która nauczyła go cierpliwości, przeprowadził w wieku 11 lat. Kupił akcje po 38 dol., które szybko zaczęły tracić na wartości. Odrobiły straty, a Buffett sprzedał papiery po 40 dol. Chwilę później kosztowały 200 dol.

Po latach pracy w domu maklerskim ojca założył własny biznes — Buffett Associates. Zainwestował 100 dol., a pozostałe 105 tys. — jego przyjaciele. W rok podwoił kapitał, wyszukując na rynku niedowartościowane spółki.

Prawdziwy majątek zbudował dzięki przejętej firmie Berkshire Hathaway. Spółka specjalizuje się dzisiaj w nadzorowaniu i zarządzaniu wieloma firmami zależnymi. Ci, którzy zainwestowali w nią 1965 r. 10 tys. dol., dziś mają 50 mln dol. Średnioroczna stopa zwrotu wyniosła 11 902 proc.

W 2006 r. zyskał przydomek Świętego Mikołaja z Wall Street. Przekazał 44 mld dol. na cele charytatywne.

George Soros

Urodzony w Budapeszcie miliarder przyjechał do USA w 1956 r. Najpierw pracował jako trader i analityk. W końcu założył Soros Fund Management, a następnie Quantum Fund. Przez pierwsze dziesięć lat fundusz zarobił 3365 proc. (42 proc. rocznie). Soros planował, że po

5 latach będzie zarządzał 500 tys. dol. Dzisiaj akty-

wa funduszu sięgają 11 mld dol.

Światową sławę zyskał w 1992 r. Załamał notowania brytyjskiego funta. Soros w jeden dzień zarobił miliard dolarów i dostał przydomek „człowiek, który rozbił Bank of England”. Był także bardzo aktywnym inwestorem w czasie kryzysu azjatyckiego w 1997 r.

John Templeton

Pochodzi z biednej rodziny z Tennessee. W 1939 r. zainwestował 100 dol. w każdą amerykańską spółkę, której kurs stał poniżej jednego dolara. Inwestor miał w portfelu 104 spółki, a jego wartość wynosiła 10,4 tys. dol. 34 zbankrutowały. Po czterech latach inwestycji sprzedał akcje. Dostał za nie ponad 40 tys. dol. Rocznie zarobił 70,15 proc. Zasłynął jako pionier globalnie zdywersyfikowanych funduszy inwestycyjnych. W 1954 r. założył Templeton Growth Fund, który dzisiaj zarządza dziesiątkami miliardów dolarów na całym świecie. Kupując akcje, kieruje się analizą fundamentalną. Analiza techniczna nie cieszy się jego zaufaniem. W latach 1954-2004 wypracował średnią roczną stopę zwrotu na poziomie 13,8 proc. Dla porównania rynek rósł w tym czasie średnio o 11,1 proc.

Anna Borys