Buffett: wzór dla Polaków

Anna Borys
03-12-2007, 08:18

Fundusz inwestycyjny, za którym nie stoi bank, lecz zdolny zarządzający. Czy Polacy to kupią? W Ameryce się sprawdziło.

Krajowy rynek funduszy inwestycyjnych rośnie bardzo szybko. Tylko w tym roku ich aktywa zwiększyły się o połowę i wynoszą 144 mld zł. Zdecydowana większość oszczędności trafia do funduszy z dużych grup bankowych. To może się jednak zmienić. Szybko pojawiają się prywatne towarzystwa. Zakładają je znani i doświadczeni doradcy inwestycyjni. Obecnie takie podmioty można policzyć na palcach jednej ręki, ale do wejścia na rynek przygotowuje się kilkanaście kolejnych.

Pomysł przyszedł zza oceanu. Lata temu odważniejsi finansiści pozakładali tam małe firmy inwestycyjne. Dzisiaj wielu z nich kieruje towarzystwami, które trzęsą rynkami finansowymi na świecie. Wśród nich są takie sławy jak Warren Buffett, George Soros czy John Templeton.


Zaufanie to podstawa
W Polsce działa około 20 TFI. Pierwsze prywatne podmioty pojawiły się niedawno, ale zdążyły już zebrać spore aktywa. Ich początki nie były łatwe.

— Zaczynaliśmy od funduszu, który zgromadził 10 mln zł. To były nasze pieniądze i najbardziej zaufanych klientów. Strategia się sprawdziła, co potwierdzają wyniki. Teraz chętnych na nasze fundusze nie brakuje — wspomina Grzegorz Mielcarek, dyrektor rynku akcji w Investors TFI, a kiedyś zarządzający w BZ WBK AIB Asset Management.

Na koniec października aktywa towarzystwa przekroczyły miliard złotych. Klienci flagowego produktu Investora zarobili w ostatnim roku 75 proc.

Szybko rozwija się też drugi prywatny TFI — Opera.

— Nasza kadra wywodzi się m.in. z BRE Asset Management. Gdy założyliśmy towarzystwo, przyszli do nas nasi starzy klienci — mówi Tomasz Korab, członek zarządu Opera TFI.

Od początku działalności towarzystwo zebrało 1,6 mld zł aktywów. Główny produkt (Opera FIZ) przyniósł klientom zyski w wysokości 20,5 proc.


Konkurować jakością
W USA prywatne fundusze odniosły sukces, bo miały błyskotliwy pomysł na inwestycje. Podobne plany mają krajowe TFI.

— Jako pierwszy do końca roku utworzymy fundusz private equity. Jego zaletą będzie duża elastyczność. W portfelu znajdą się projekty opierające się na reor- ganizcji firm, restrukturyzacji, a także tzw. start-up i spółki deweloperskie — uchyla rąbka tajemnicy Paweł Borys, dyrektor zarządzający w AKJ Investment (kiedyś doradca inwestycyjny DWS TFI).

Niektóre TFI nie chcą jeszcze zdradzać pomysłów na sukces.

— Szykujemy niespodziankę. Wciąż czekamy na zgodę Komisji Nadzoru Finansowego — mówi Sebastian Buczek, założyciel TFI Quercus i były zarządzający ING Investment Management.


Pazerni dystrybutorzy
Znane nazwiska i przepisy na sukces to jedno. Dużym wyzwaniem będzie dotarcie do klienta.

— Wydajemy pieniądze na reklamę. Naszą ofertę sprzedajemy przy współpracy z Bankiem Gospodarki Żywnościowej. W konsekwencji nie musimy płacić drakońskich opłat dystrybutorom — wyjaśnia Grzegorz Mielcarek z Investors TFI. Banki mogą jednak zatrzasnąć drzwi. Wtedy pozostaje sieć doradców finansowych. Dystrybutor może zażądać wysokich opłat manipulacyjnych, a nawet części opłat za zarządzanie. Ponadto może promować inne produkty. Ale jest na to sposób.

— Naszymi klientami będą inwestorzy kwalifikowani, instytucje oraz bogatsi i mający większą wiedzę rynkową inwestorzy indywidualni. Do takich klientów dociera się bezpośrednio — mówi Paweł Borys.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Borys

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Buffett: wzór dla Polaków