Bursztyny i fafernuchy

Elżbieta Sawicka
25-07-2008, 00:00

Na Kurpiach, w północno--wschodniej części Mazowsza, nie brakuje powietrza pachnącego żywicą sosnową. Dokoła pola,łąki i, jak okiem sięgnąć, lasy.

Strzelcy z Puszczy Zielonej

Zakrztuś się świeżym powietrzem. Takie hasło może być całkiem atrakcyjne dla mieszczucha.

Na Kurpiach, w północno--wschodniej części Mazowsza, nie brakuje powietrza pachnącego żywicą sosnową. Dokoła pola,łąki i, jak okiem sięgnąć, lasy.

Prastara Puszcza Zielona nazywana jest też Puszczą Kurpiowską, Myszyniecką albo Zagajnicą. Właściwie są to tereny popuszczańskie, bo wycinka szła tu już od XVI wieku. Pozostały jednak spore połacie dawnych borów, po których i dziś jeszcze przemyka dzika zwierzyna.

Bursztyny i fafernuchy

Kurpie są regionem o ciekawym i nieźle zachowanym folklorze. Głośno na całą Polskę o kurpiowskich wycinankach, pisankach, palmach wielkanocnych, koronkach frywolitkach i drewnianych chatach z ozdobnymi śparogami na dachu. A także o jedynej w swoim rodzaju gwarze kurpiowskiej. Przywitają was „Kurpsie” słowami „Zitajta do nas!”. Opowiedzą o zieziórkach i ptokach, pokażą sosny bartne „ze śterysta lat licące”. Zaproszą na pampuchy, fafernuchy (słodkie ciastka z marchewką), ziemniaczany rejbak po wolkowsku, słodki placek drożdżowy, zwany łagodniakiem. Podadzą do tego psiwo kozicowe i nie tylko.

Można poznać te atrakcje, objeżdżając Pierścień Kurpiowski: od karczmy Ostoja w Ostrołęce począwszy, przez Lelis, Kadzidło, Łyse, po rezerwat w Czarni.

Izba Regionalna w Lelisie nie jest tak bogata jak prawdziwy skansen, ale także tutaj można się niemało dowiedzieć o historii i życiu codziennym dawnych mieszkańców Kurpiowszczyzny. A był to zawsze lud wolny, hardy, nieodrabiający pańszczyzny, tylko płacący czynsz królowi. Trudnili się Kurpie rybołówstwem, myślistwem i bartnictwem, wydobywali — prosto z ziemi — bursztyn, który stał się obok korali główną ozdobą strojów kobiecych. Byli zawołanymi myśliwymi, o czym w Izbie Regionalnej przypomina nie tylko kolekcja broni, ale też mnóstwo wypchanych zwierząt, od zająca, łasicy czy borsuka poczynając, a na wilkach i jeleniach kończąc.

Zagroda Kurpiowska jest w lesie przy wjeździe do Kadzidła. W miniskansenie, w którym można obejrzeć tradycyjną zabudowę: dwie wolno stojące chałupy, maneż, spichlerz, studnię z żurawiem i drewniane kapliczki, tzw. słupowe. Wewnątrz chaty — proste sprzęty i piękne ozdoby: wycinanki i zawieszany u powały bursztynowy kierec z kwiatami z bibułki. Wycinankami zajmują się wyłącznie kobiety, używają do tych misternych cudeniek topornych nożyc do strzyżenia owiec. Za to rzeźbienie w drewnie to męskie zajęcie.

Przęstka z nasięźrzałem

Było niegdyś w Puszczy Zielonej jezioro Serafin („w starożytności Krusko zwane”), piękne i pełne ryb. „Obficie znajdują się tu ogromne i smakowite karasie, liny, szczupaki, okónie i płocie” — notował dawny kronikarz. Dziś nawet marnej płotki się nie złowi. Jezioro zniknęło. Zarosło, a na jego miejscu powstało torfowisko zajmujące prawie 185 hektarów. Zamiast fal jeziora faluje tu teraz „kożuch” roślinności pływającej.

11 lat temu, między miejscowościami Serafin i Pupkowizna, utworzono rezerwat torfowiskowy. Turyści mogą wędrować wśród wysokich, płowych trzcin po ścieżce edukacyjnej na specjalnych drewnianych kładkach. Flora rezerwatu jest bardzo ciekawa, spotyka się wiele gatunków chronionych albo rzadkich. Wśród nich takie, których nazwy doprowadziłyby cudzoziemca do rozpaczy: kruszczyk błotny, przęstka pospolita, nasięźrzał pospolity. Jest też pływacz średni, dziewięciornik błotny i dwa gatunki storczyków: krwisty i plamisty — bez tablic informacyjnych raczej byśmy ich nie rozpoznali.

Z ptactwa żyją w Serafinie — nawet Polak z trudem wymawia to jednym tchem — kszyki, brzęczki, trzcinniczki i świerszczaki. Kto ma szczęście, usłyszy charakterystyczny klangor i zobaczy ptasiego króla torfowiska: żurawia. Wśród ssaków króluje łoś. Ogromny zwierz, dzięki specjalnej budowie racic, dumnie stąpa po trzęsawisku i się nie zapada.

Łyse palmami słynące

Każdego roku podczas Wielkiego Tygodnia Łyse prze-żywa najazd turystów, pielgrzymów i dostojnych gości. W niedzielę palmową odbywa się tu barwna procesja i konkurs na najpiękniejszą palmę kurpiowską. Są one bardzo wysokie, niektóre sięgają 6 metrów. Nie wysokość jednak decyduje o wygranej, lecz uroda. Najpiękniejsze palmy umieszcza się w drewnianym kościele św. Anny, gdzie można je oglądać przez cały rok do następnych świąt. Wiszą tu także dwa wzruszająco naiwne ludowe obrazy: na jednym Kurp pomaga Jezusowi w niesieniu krzyża na Golgotę, na drugim Matka Boska roztacza opiekę nad rodziną kurpiowską. W tym roku słynną wieś odwiedził prezydent Lech Kaczyński z małżonką.

— Powiem szczerze, że chociaż oczywiście palmę w życiu widziałem, ale tak pięknych jak tutaj u was w Łysem nie widziałem nigdy, za to widowisko naprawdę dziękuję — powiedział prezydent dumnym mieszkańcom wsi.

Z Łysego warto pojechać do rezerwatu w Czarni, gdzie można zobaczyć dwustuletnie sosny i świerki, a przede wszystkim, występujące tylko tutaj, sosny bartne. Ciekawym miejscem jest także rezerwat Podgórze z 35-metrową wieżą przeciwpożarową (fachowo: dostrzegalnia). Leśnicy obserwują z niej tereny puszczy, wypatrując największego wroga lasu: ognia. Turyści, po wcześniejszym umówieniu się, mogą wejść na galerię widokową i podziwiać zieleń lasów ciągnących się aż po horyzont.

Pożytki z czarnego PR-u

Kurpie uchodzili za doskonałych strzelców. Według legendy, jeden z nich miał nawet wystrzelać kulami na desce inicjały ostatniego z Jagiellonów: S. A. R. — Sigismundus Augustus Rex. Na początku XVIII wieku, wierni Augustowi II Sasowi, dzielnie stanęli przeciwko Szwedom przechodzącym wraz z Karolem XII przez lasy myszynieckie. Szwedzki król musiał się podobno salwować ucieczką.

Opinię o walecznych i buntowniczych Kurpiach utrwalił Henryk Sienkiewicz. W II tomie „Potopu” pan Andrzej Kmicic „przypatrywał się zaciekawiony tym ludziom, żyjącym ustawicznie w mrokach leśnych, których twarzy nie opalało nigdy słońce; podziwiał ich wzrost, śmiałość wejrzenia, szczerość mowy i wcale nie chłopską fantazję”.

Trwa pamięć o partyzantce z czasów szwedzkiego najazdu, a także o chlubnym udziale kurpiowskich strzelców w powstaniach listopadowym i w styczniowym. Nie znaczy to wcale, że mieli Kurpie wyłącznie dobrą prasę. Przeciwnie. Niejeden z dawnych kronikarzy zarzucał im porywczość, zawziętość i upór, wytykał charakter „dziki i szorstki”. „Wieki upłynęły, a Kurp zawsze zachowuje dawne zamiłowanie do życia półdzikiego” — pisał z przyganą Oskar Kolberg.

Skoro istnieje taki stereotyp, czemu nie zrobić z niego atrakcji turystycznej? W końcu dla „miastowych” to niezła przygoda spotkać w leśnej głuszy oddział groźnie wyglądających chłopów w białych portkach i czerwonych kurtkach, uzbrojonych w strzelby, widły i kije. Jeszcze większa, kiedy Puszczaki porywają cały autokar. Wśród huku strzałów, dymów i rżenia koni każą pasażerom wysiadać. Wiążą sznurem i prowadzą pojmaną gromadę na polanę w środku lasu. Tu przyjmują przysięgę, że nigdy się złego słowa o Kurpiach nie powie ani nie napisze. Po czym następuje to, na co się od początku zanosiło: biesiada na łonie natury. Zakrapiana, ale bez przesady. Słynne piwo kozicowe jest napojem bezalkoholowym. Co innego mioduszka. Nalewka z miodem swoją moc musi mieć.

[fot. Elżbieta Sawicka]

Elżbieta

Sawicka

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Elżbieta Sawicka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Bursztyny i fafernuchy