Uzyskaliśmy maksimum efektów za niską cenę – tak program finansowania gigantycznych inwestycji w infrastrukturę wodno-kanalizacyjną kwituje Stanisław Drzewiecki, prezes Miejskich Wodociągów i Kanalizacji w Bydgoszczy (MWiK). Szef komunalnej spółki już dziś może otwierać szampana, bo większość inwestycji ma za sobą. Jeszcze na przełomie XX i XXI wieku jego firmę czekało herkulesowe zadanie: 5 proc. bydgoszczan nie miało dostępu do wodociągu, a 12 proc. do kanalizacji. Kiedy władze spółki podliczyły wartość inwestycji, okazało się, że przekroczy miliard złotych. Gigantyczna kwota dla spółki, której roczne obroty sięgały 100 mln zł. Nie było mowy o dreptaniu w miejscu i inwestowaniu z zysków czy amortyzacji. Potrzebny był skok na głęboką wodę, która okazała się... bardzo przyjazna.
Sześć razy więcej...
Władze MWiK zaczęły szukać finansowania. Na początku w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju, który udzielił spółce kredytu. To była tylko przygrywka do dużo większej operacji. Spółka wystartowała po pieniądze z unijnego Funduszu Spójności. Udało się. Zapisała po stronie wpływów ponad 131 mln EUR grantu. Do tego jednak był potrzebny wkład własny. I to niebagatelny! MWiK musiały się postarać o ponad 120 mln EUR.
- Potrzebowaliśmy sześć razy więcej pieniędzy niż nasze obroty, a nie było mowy o tak dużym wsparciu finansowym ze strony miasta – opowiada prezes Drzewiecki.
I wtedy narodził się pomysł emisji obligacji przychodowych – pierwszych w naszym kraju. Zabezpieczeniem dla obligatariuszy stały się przychody i majątek MWiK. Co ważne, dług spółki nie obciążał budżetu samorządu.
W szybkim tempie
- Koszty finansowania inwestycji musieliśmy przełożyć na taryfy dla odbiorców. Nie chcieliśmy przekroczyć poziomu 3-4 proc. tzw. dochodu rozporządzalnego mieszkańca. Okazało się, że dzięki emisji obligacji przychodowych utrzymamy je poniżej progu 3 proc. Inne instrumenty nie dawały nam takiej możliwości – tłumaczy prezes Drzewiecki.
Na początku 2005 r. rozpoczęły się przygotowania do emisji. Jej agentami zostały banki Pekao SA i CitiHandlowy. Sprawy potoczyły się błyskawicznie, bo już w grudniu 2005 r. pierwsze pieniądze z obligacji wpłynęły na konto bydgoskiej spółki. Dzięki nim zrefinansowała ona kredyt z EBOR, no i inwestycje ruszyły pełną parą.
- Do tej pory wykorzystaliśmy 460 mln zł z programu obligacji. Jesienią z kolejnego etapu emisji dostaniemy jeszcze 100 mln zł. Do wykorzystania zostanie 40 mln zł. Większość inwestycji mamy jednak już za sobą. Zostało nam zaledwie 5 z 38 zadań – wylicza prezes Drzewiecki.
Co ważne, spółka cieszyła się okresem karencji w spłacie obligacji. Należności zacznie regulować od przyszłego roku i skończy pod koniec trzeciej dekady tego stulecia.
Koniec z dreptaniem
Dla Agnieszki Pietkun, dyrektor ds. sprzedaży biura sektora publicznego w departamencie instytucji finansowych i sektora publicznego w Pekao SA, Bydgoszcz powinna być drogowskazem dla miejskich spółek wodno-kanalizacyjnych.
- Niestety, nadal jest zbyt mała świadomość co do możliwości finansowania tego typu inwestycji. Nawet duże firmy z branży są gotowe realizować projekty wyłączenie z zysku netto i rocznej amortyzacji. A ponieważ są to spółki miejskie i nie działają dla zysku, a ich majątek jest często zdekapitalizowany, to pieniądze na inwestycje są niewielkie, rzędu 5-10 mln zł rocznie – mówi Agnieszka Pietkun.
Zachęca wodociągi do dużych programów inwestycji finansowanych m.in. z obligacji przychodowych.
- Często spotykam się z takim myśleniem: spółka jest mała, ma nieduże obroty w porównaniu z zakresem inwestycji i nie będzie w stanie ich sfinansować. Przykład Bydgoszczy przeczy takiemu myśleniu – tłumaczy finansistka.
I wysuwa kolejne argumenty: banki lubią tego rodzaju projekty, więc chętnie się w nie angażują. Klient samorządowy jest w tych czasach bardzo doceniany przez bankowców, dlatego koszt kapitału nie jest duży, a do tego uregulowania prawne sprzyjają efektywnej realizacji tych projektów, bo w taryfy można „wrzucić” nie tylko koszty finansowe, ale i spłatę kapitału.
- A do tego program emisji obligacji jest elastyczny i dopuszcza zmiany w trakcie realizacji. Z kredytem tak prosto nie ma – dodaje się Barbara Cendrowska, dyrektor biura sektora publicznego w departamencie instytucji finansowych Pekao SA.
- Nie bójmy się zatem dużych projektów – apeluje Agnieszka Pietkun.
Szansa dla PPP
Bać się należy innej rzeczy: niedotrzymania zobowiązań unijnych w zakresie gospodarki wodno-ściekowej. W 2015 r. prawie 29 mln mieszkańców Polski ma korzystać z sieci kanalizacyjnej: 100 proc. w miastach i 60 proc. na wsiach. Stanisław Drzewiecki szacuje, że polskie samorządy powinny wydać nawet 60 mld zł. W Krajowym Programie Oczyszczania Ścieków Komunalnych jest z kolei wymieniona kwota niemal 32 mld zł. Na połowę są unijne pieniądze. Ale już się kończą.
- Kiedy byłem ministrem [środowiska, w rządzie Jerzego Buzka – red.], zastanowiłem się, jak zmusić samorządy do inwestycji, Teraz sytuacja jest odmienna: jest więcej chętnych niż pieniędzy UE. Żartobliwie mówiąc, samorządy nawet trzeba temperować. Unijne źródełko jednak wysycha. Potrzebne jednak nowe – mówi Antoni Tokarczuk, prezes Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie.
Jego zdaniem, trzeba ruszyć temat tabu: partnerstwa publiczno-prywatnego. Samorządowcy się ciągle boją słynnego czwartego „P”, czyli prokuratora.
- Bez pieniędzy prywatnych wykonanie zaleceń unijnych będzie bardzo trudne – dodaje Antoni Tokarczuk.
- Moim kolegom polecam obligacje przychodowe. Po pierwsze, są korzystnie oprocentowane. Po drugie, można dzięki nim zrealizować bardzo szeroki zakres inwestycji. Po trzecie, komunalna spółka wchodzi na zupełnie inny etap rozwoju: relacje polityczne przestają odgrywać rolę i trzeba rządzić się zasadami rynkowymi. Czyli spółka dźwiga się na niezależność - mówi Stanisław Drzewiecki.
Tanio, coraz taniej
Jest jeszcze jeden element, który sprzyja dzisiaj szybkiej realizacji inwestycji. To skutki światowego kryzysu finansowego, który spowodował, że ceny robót bardzo spadły. Przykład? W podwarszawskich Markach kosztorys jednego z przetargów na budowę kanalizacji sanitarnej opiewał na ponad 42 mln zł z VAT. Najdroższa oferta sięgnęła 26,3 mln zł, najtańsza – 15,9 mln zł.
- To idealny moment na realizację inwestycji. Niedługo tak tanio nie będzie – uważa Agnieszka Pietkun.
- Ceny szybko nie wzrosną. To wypadkowa sytuacji w budownictwie. Dzisiaj karty rozdaje inwestor – uspokaja Antoni Tokarczuk.
Bydgoszcz wskazuje drogę samorządom
Gdzie znaleźć ponad miliard na nowe projekty? Bydgoszcz odpowiada: Bruksela plus obligacje przychodowe.