Nieco lepsze od spodziewanych dane z amerykańskiego rynku pracy stały się impulsem pobudzającym chęć podjęcia odważniejszej próby odrabiania strat z ostatnich dni. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wyniosła 473 tys., podczas gdy oczekiwano, że wyniesie ona 485 tys. To wystarczyło, by indeksy poszły w górę. Wielkiej euforii jednak nie było widać. Cień wcześniejszej serii złych informacji nadal wisi nad rynkami. Sama chęć do wzrostu na giełdach nie wystarczy. W pierwszych minutach handlu na Wall Street tamtejsze indeksy zyskiwały po 0,3-0,5 proc. Tę reakcję można skwitować stwierdzeniem: jaka poprawa, taki wzrost.
Na warszawskiej giełdzie główne indeksy zyskiwały na otwarciu po 0,3-0,4 proc., zaś wskaźniki małych i średnich spółek rosły po 0,2 proc. Wśród inwestorów panował nastrój wyczekiwania. Podążali oni za wskazaniami swoich europejskich kolegów. Skutkiem tego było przedpołudniowe osłabienie, w czasie którego WIG20 znów znalazł się nieznacznie pod barierą 2400 pkt. Szybko jednak zagrożenie większą przeceną zostało zażegnane. Niepokój jednak pozostał. Dystans do tej kluczowej bariery ciągle był bardzo niewielki. Przed południem słabo zachowywały się akcje PZU, spadające o ponad 1 proc., i walory Telekomunikacji Polskiej. Liderami wzrostów wśród największych firm były papiery Pekao, które zyskiwały 2 proc. oraz KGHM i PKN Orlen, rosnące po 1,5 proc.
W oczekiwaniu na dane z amerykańskiego rynku pracy WIG20 poruszał się w wąskim przedziale 2400-2410 punktów. Gdy okazało się, że liczba wniosków o zasiłki jest mniejsza, niż się spodziewano, indeks skoczył kilkanaście punktów w górę. Nie był to jednak ruch przesądzający o dalszych losach rynku. Słaba reakcja na dane w pierwszych minutach handlu na Wall Street nie pozwoliła bykom rozwinąć skrzydeł. Ostatecznie WIG20 wzrósł o zaledwie 0,29 proc., indeks szerokiego rynku zyskał 0,35 proc., mWIG40 zwiększył swoją wartość o 0,45 proc., a sWIG80 o 0,62 proc. Obroty wyniosły 1,2 mld zł.
Powrót indeksu największych spółek powyżej 2400 punktów kosztował byki sporo wysiłku. Na oddalenie się od niego na większy dystans pary już nie starczyło. Kilkunastopunktowy dorobek trudno uznać za imponujący. Nie widać też było wzrostu aktywności inwestorów. Samo powstrzymanie spadkowej fali można zaliczyć do sukcesów, ale to wciąż za mało, by mówić o odwróceniu niekorzystnych tendencji. Można to traktować najwyżej jako wstęp do dalszych wysiłków w tym kierunku. Muszą one jednak być poparte kolejnymi optymistycznymi impulsami, a o te może być trudno.