Szczególnie kiepskie wrażenie zrobiła słaba końcówka sesji. Niewielkie obroty osłabiają wymowę odreagowania i budzą obawę przed kontynuacją wyprzedaży w kolejnych dniach. Jeśli Wall Street zakończy czwartek na minusie, jutro na warszawskim parkiecie może być niewesoło. W poniedziałek Amerykanie świętują, więc „wykonanie wyroku” może się nieco odwlec. Nie można też wykluczyć przedłużenia odbicia i powiększenia jego skali. Do końca korekty chyba jednak jeszcze daleko.
Polska GPW
Czwartkowy ranek przyniósł w Warszawie
nieco pociechy strapionym bykom. Indeks największych spółek zyskiwał na otwarciu
1,13 proc., WIG rósł o 0,6 proc., a wskaźniki małych i średnich firm traciły po
0,3 - 0,4 proc. WIG20 nie miał dość siły, by utrzymać początkową skalę wzrostu,
ale i nie miał wielkiej chęci, by mocniej spadać. Niemal całe przedpołudnie
spędził w okolicy 0,5 - 0,7 proc. nad poziomem zera. Indeks szerokiego rynku
oraz wskaźniki małych i średnich firm nieco bardziej dynamicznie odreagowywały
straty z ostatnich dwóch dni, ale zwyżka była dość anemiczna. Skala wzrostów nie
przekraczała 1 proc. W ciągu dnia byki próbowały bardziej energicznie odzyskiwać
pole i wczesnym popołudniem udało im się „wyciągnąć” indeksy znacznie wyżej.
Około godz. 14.00 dwa główne indeksy zyskiwały po 1,8 proc., mWIG40 rósł o około
2 proc., a sWIG80 o 1,2 proc. W końcówce sesji mocno jednak osłabły i ze
wzrostów pozostały ledwie resztki. Zrobiło to nienajlepsze wrażenie, bo spadek
dokonywał się mimo wzrostowego początku sesji na Wall Street. Moc pokazały akcje
KGHM, zyskując 1,5 proc. i Pekao, rosnąc o prawie 3 proc. Najsilniejszym
papierem były walory BZ WBK, które kończyły dzień 4 proc. zwyżką. Do
najsłabszych należały akcje PKO, tracące niemal 3
proc.
Po końcowym fixingu indeks największych
spółek zyskiwał 0,34 proc., WIG zwyżkował o 0,64 proc., mWIG40 poszedł w górę o
1,23 proc., a sWIG80 o 1,36 proc. Obroty wyniosły zaledwie 1,2 mld zł.
Giełdy zagraniczne
Środowa sesja na Wall Street stanowiła
powrót do tradycji: spadek, wzrost, spadek, wzrost, wielokrotne intensywne
„testowanie” poziomu zero ze wszystkich stron i wreszcie finisz. S&P500
minus 0,11 proc., Dow Jones minus 0,07 proc., Nasdaq plus 0,02 proc. Nie to, co
u nas: zaraz 4 - 5 proc. A przecież nie tak dawno było odwrotnie: u nas spokój,
a tam burza. Trzeba pamiętać, że rynek jest zmienny, a kto tego nie dostrzega,
na ogół traci. Czwarta sesja spadkowa to już coś. Trendu to na razie nie
zmienia, ale nastroje - owszem. Zanosi się na to, że mamy początek kształtowania
się jakiejś „formacji wierzchołkowej”, jak powiedzieliby analitycy techniczni.
Zobaczymy, co z tego wyniknie. Jest bardzo prawdopodobne, że wkrótce powinniśmy
mieć jakieś odreagowanie spadków.
Na razie spadki odreagowują w Azji, a
szczególnie w Chinach. Dziś Shanghai B-Share zyskał nieco ponad 4 proc., a
Shanghai Composite 4,8 proc. Skala odbicia jest jednak wciąż „mikroskopijna” w
porównaniu z poprzednią zniżką. Na większości pozostałych parkietów również
przeważały wzrosty, jednak ich skala była o wiele skromniejsza. Jednym z
nielicznych spadkowiczów był japoński Nikkei, który stracił 0,64
proc.
Główne parkiety europejskie
zaczęły dzień od niewielkich wzrostów, nie przekraczających pół procenta. Do
południa jednak ich skala mocno stopniała i w Paryżu, a także Frankfurcie
zbliżyła się do zera. Tylko londyński FTSE w południe zyskiwał 0,7 proc. Nie
pomogły lepsze dane o aktywności gospodarczej w usługach strefy euro,
zaszkodziły za to gorsze informacje dotyczące spadku sprzedaży detalicznej w
lipcu o 0,2 proc. w porównaniu do czerwca i o 1,8 proc. w stosunku do lipca
ubiegłego roku.
Znacznie lepiej prezentowały się giełdy
naszego regionu. Węgierski BUX zaczął od 2 proc. zwyżki i poziom ten utrzymywał
bez kłopotu przez większą część dnia. Kroku dotrzymywał mu wskaźnik giełdy w
Sofii, a nieco tylko w tyle pozostawał moskiewski RTS. W Pradze zwyżka sięgała
około 1,5 proc. Warszawa była w tym gronie najsłabsza. Turecki ISE100 był
jeszcze gorszy, tracąc 0,5 proc. W Bukareszcie zniżka sięgała 0,7
proc.
Około godz. 16.30 CAC40 tracił około
0,5 proc., DAX rósł o 0,4 proc., a FTSE o 1,4 proc. Niewiele zmieniło się na
parkietach naszego regionu, gdzie „normą” były wzrosty o około 2 proc. - poza
zniżkującym Bukaresztem. Giełda w Turcji zdołała wyjść na plus, zyskując około
0,8 proc. Oprócz rumuńskiego parkietu, na sporym - sięgającym ponad 2 proc.
minusie - kończyła dzień giełda w Atenach.
Waluty
Amerykańska waluta dalej pląsa w rytm
giełdowej muzyki. Wczoraj aż do godziny 16.00 czekała pokornie w okolicach 1,42
dolara za euro, czekając na pierwsze takty arii byków i niedźwiedzi. Gdy okazało
się, że z tych pierwszych życie jeszcze nie całkiem uszło, spokojnie osłabła,
docierając do poziomu prawie 1,43 dolara za euro. Pod koniec dnia odzyskała
nieco siły i zakończyła w okolicach 1,426. Dziś do południa dwie główne waluty
trzymały się w okolicach 1,43 dolara za euro. Po optymistycznym początku sesji
na Wall Street, dolar nieco się umocnił, przewidując, że neutralne dane z rynku
pracy nie wystarczą do podtrzymania wzrostów cen
akcji.
Złoty skwapliwie wykorzystał chwilę
słabości „zielonego” i z nawiązką odrobił w środę przedpołudniowe straty.
Skończył dzień na poziomie 2,9 zł za dolara, „urywając” mu prawie 4,5 grosza.
Tyle samo zyskał do wspólnej waluty, którą można było o zmierzchu kupić za
niecałe 4,15 zł. Frank staniał do 2,74 zł. Dziś do południa zmiany były
niewielkie, złoty nieznacznie się umacniał, zyskując do głównych walut po około
1 grosz. W dalszej części dnia kontynuował tę tendencję. Około godz. 16.00 za
dolara trzeba było płacić już tylko 2,88 zł, za euro 4,12 zł, a za franka 2,7
zł.
Podsumowanie
Dzisiejsze wzrosty niewiele zmieniają w obrazie rynku. Odbicie było niewielkie, przebiegało z oporami i przy niewielkich obrotach. Wygląda to trochę tak, jakby widoczny do niedawna zagraniczny kapitał zdążył się już ewakuować z Warszawy lub czekał na lepszą okazję do wyjścia. Gdyby bliższy rzeczywistości okazał się ten drugi wariant, można spodziewać się kontynuacji ruchu w górę i większej wyprzedaży z wyższego poziomu cenowego. Sygnałem byłby wówczas duży obrót na jednej z najbliższych sesji. Przyszłość wciąż rysuje się w nienajlepszych barwach, ale to dopiero początek „pechowego” miesiąca. Wiele jeszcze może się wydarzyć.
Roman Przasnyski, Główny Analityk Gold Finance