Byki nie są w najlepszej formie

Roman Przasnyski, Główny Analityk Gold Finance
03-09-2009, 17:19

Dzisiejsze próby ratowania rynku przed kontynuacją przeceny nie wypadły zbyt okazale. Bykom na długo siły nie wystarczyło i niewiele zwojowały.

Szczególnie kiepskie wrażenie zrobiła słaba końcówka sesji. Niewielkie obroty osłabiają wymowę odreagowania i budzą obawę przed kontynuacją wyprzedaży w kolejnych dniach. Jeśli Wall Street zakończy czwartek na minusie, jutro na warszawskim parkiecie może być niewesoło. W poniedziałek Amerykanie świętują, więc „wykonanie wyroku” może się nieco odwlec. Nie można też wykluczyć przedłużenia odbicia i powiększenia jego skali. Do końca korekty chyba jednak jeszcze daleko.

Polska GPW

       Czwartkowy ranek przyniósł w Warszawie nieco pociechy strapionym bykom. Indeks największych spółek zyskiwał na otwarciu 1,13 proc., WIG rósł o 0,6 proc., a wskaźniki małych i średnich firm traciły po 0,3 - 0,4 proc. WIG20 nie miał dość siły, by utrzymać początkową skalę wzrostu, ale i nie miał wielkiej chęci, by mocniej spadać. Niemal całe przedpołudnie spędził w okolicy 0,5 - 0,7 proc. nad poziomem zera. Indeks szerokiego rynku oraz wskaźniki małych i średnich firm nieco bardziej dynamicznie odreagowywały straty z ostatnich dwóch dni, ale zwyżka była dość anemiczna. Skala wzrostów nie przekraczała 1 proc. W ciągu dnia byki próbowały bardziej energicznie odzyskiwać pole i wczesnym popołudniem udało im się „wyciągnąć” indeksy znacznie wyżej. Około godz. 14.00 dwa główne indeksy zyskiwały po 1,8 proc., mWIG40 rósł o około 2 proc., a sWIG80 o 1,2 proc. W końcówce sesji mocno jednak osłabły i ze wzrostów pozostały ledwie resztki. Zrobiło to nienajlepsze wrażenie, bo spadek dokonywał się mimo wzrostowego początku sesji na Wall Street. Moc pokazały akcje KGHM, zyskując 1,5 proc. i Pekao, rosnąc o prawie 3 proc. Najsilniejszym papierem były walory BZ WBK, które kończyły dzień 4 proc. zwyżką. Do najsłabszych należały akcje PKO, tracące niemal 3 proc.
      
       Po końcowym fixingu indeks największych spółek zyskiwał 0,34 proc., WIG zwyżkował o 0,64 proc., mWIG40 poszedł w górę o 1,23 proc., a sWIG80 o 1,36 proc. Obroty wyniosły zaledwie 1,2 mld zł.

Giełdy zagraniczne

       Środowa sesja na Wall Street stanowiła powrót do tradycji: spadek, wzrost, spadek, wzrost, wielokrotne intensywne „testowanie” poziomu zero ze wszystkich stron i wreszcie finisz. S&P500 minus 0,11 proc., Dow Jones minus 0,07 proc., Nasdaq plus 0,02 proc. Nie to, co u nas: zaraz 4 - 5 proc. A przecież nie tak dawno było odwrotnie: u nas spokój, a tam burza. Trzeba pamiętać, że rynek jest zmienny, a kto tego nie dostrzega, na ogół traci. Czwarta sesja spadkowa to już coś. Trendu to na razie nie zmienia, ale nastroje - owszem. Zanosi się na to, że mamy początek kształtowania się jakiejś „formacji wierzchołkowej”, jak powiedzieliby analitycy techniczni. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Jest bardzo prawdopodobne, że wkrótce powinniśmy mieć jakieś odreagowanie spadków.
      
       Na razie spadki odreagowują w Azji, a szczególnie w Chinach. Dziś Shanghai B-Share zyskał nieco ponad 4 proc., a Shanghai Composite 4,8 proc. Skala odbicia jest jednak wciąż „mikroskopijna” w porównaniu z poprzednią zniżką. Na większości pozostałych parkietów również przeważały wzrosty, jednak ich skala była o wiele skromniejsza. Jednym z nielicznych spadkowiczów był japoński Nikkei, który stracił 0,64 proc.
       Główne parkiety europejskie zaczęły dzień od niewielkich wzrostów, nie przekraczających pół procenta. Do południa jednak ich skala mocno stopniała i w Paryżu, a także Frankfurcie zbliżyła się do zera. Tylko londyński FTSE w południe zyskiwał 0,7 proc. Nie pomogły lepsze dane o aktywności gospodarczej w usługach strefy euro, zaszkodziły za to gorsze informacje dotyczące spadku sprzedaży detalicznej w lipcu o 0,2 proc. w porównaniu do czerwca i o 1,8 proc. w stosunku do lipca ubiegłego roku.
      
       Znacznie lepiej prezentowały się giełdy naszego regionu. Węgierski BUX zaczął od 2 proc. zwyżki i poziom ten utrzymywał bez kłopotu przez większą część dnia. Kroku dotrzymywał mu wskaźnik giełdy w Sofii, a nieco tylko w tyle pozostawał moskiewski RTS. W Pradze zwyżka sięgała około 1,5 proc. Warszawa była w tym gronie najsłabsza. Turecki ISE100 był jeszcze gorszy, tracąc 0,5 proc. W Bukareszcie zniżka sięgała 0,7 proc.
      
       Około godz. 16.30 CAC40 tracił około 0,5 proc., DAX rósł o 0,4 proc., a FTSE o 1,4 proc. Niewiele zmieniło się na parkietach naszego regionu, gdzie „normą” były wzrosty o około 2 proc. - poza zniżkującym Bukaresztem. Giełda w Turcji zdołała wyjść na plus, zyskując około 0,8 proc. Oprócz rumuńskiego parkietu, na sporym - sięgającym ponad 2 proc. minusie - kończyła dzień giełda w Atenach.

Waluty

       Amerykańska waluta dalej pląsa w rytm giełdowej muzyki. Wczoraj aż do godziny 16.00 czekała pokornie w okolicach 1,42 dolara za euro, czekając na pierwsze takty arii byków i niedźwiedzi. Gdy okazało się, że z tych pierwszych życie jeszcze nie całkiem uszło, spokojnie osłabła, docierając do poziomu prawie 1,43 dolara za euro. Pod koniec dnia odzyskała nieco siły i zakończyła w okolicach 1,426. Dziś do południa dwie główne waluty trzymały się w okolicach 1,43 dolara za euro. Po optymistycznym początku sesji na Wall Street, dolar nieco się umocnił, przewidując, że neutralne dane z rynku pracy nie wystarczą do podtrzymania wzrostów cen akcji.
      
       Złoty skwapliwie wykorzystał chwilę słabości „zielonego” i z nawiązką odrobił w środę przedpołudniowe straty. Skończył dzień na poziomie 2,9 zł za dolara, „urywając” mu prawie 4,5 grosza. Tyle samo zyskał do wspólnej waluty, którą można było o zmierzchu kupić za niecałe 4,15 zł. Frank staniał do 2,74 zł. Dziś do południa zmiany były niewielkie, złoty nieznacznie się umacniał, zyskując do głównych walut po około 1 grosz. W dalszej części dnia kontynuował tę tendencję. Około godz. 16.00 za dolara trzeba było płacić już tylko 2,88 zł, za euro 4,12 zł, a za franka 2,7 zł.

Podsumowanie

       Dzisiejsze wzrosty niewiele zmieniają w obrazie rynku. Odbicie było niewielkie, przebiegało z oporami i przy niewielkich obrotach. Wygląda to trochę tak, jakby widoczny do niedawna zagraniczny kapitał zdążył się już ewakuować z Warszawy lub czekał na lepszą okazję do wyjścia. Gdyby bliższy rzeczywistości okazał się ten drugi wariant, można spodziewać się kontynuacji ruchu w górę i większej wyprzedaży z wyższego poziomu cenowego. Sygnałem byłby wówczas duży obrót na jednej z najbliższych sesji. Przyszłość wciąż rysuje się w nienajlepszych barwach, ale to dopiero początek „pechowego” miesiąca. Wiele jeszcze może się wydarzyć.

Roman Przasnyski, Główny Analityk Gold Finance

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski, Główny Analityk Gold Finance

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Byki nie są w najlepszej formie