Byki żyją nadzieją na koniec spadków

Roman Przasnyski
opublikowano: 2010-05-24 00:00

Początek piątkowej sesji na większości europejskich parkietów, szczególnie w Warszawie, był bardzo optymistyczny, jeśli weźmiemy pod uwagę skalę czwartkowych spadków na Wall Street. Taka sielanka jednak długo trwać nie mogła. Amerykanie znów odebrali bykom nadzieję na poważniejsze odreagowanie, gdy około południa kontrakty na tamtejsze indeksy energicznie ruszyły w dół. Najpierw Europa wystraszyła Amerykę, teraz Ameryka straszy Europę. Na tym tle nasz indeks największych spółek zadziwiał swoją siłą.

W Warszawie piątkowa sesja zaczęła się dość dziwnie. Indeks największych spółek zyskiwał na otwarciu 0,8 proc. W swym optymizmie był jednak wyraźnie odosobniony. WIG rósł bowiem o zaledwie 0,2 proc., zaś wskaźniki małych i średnich spółek zniżkowały po 0,9-1,2 proc. Takie rozbieżności w zachowywaniu się indeksów nie należą do częstych zjawisk. Jeszcze bardziej zaskakująca była skala wzrostu WIG20 po fatalnym zakończeniu czwartkowej sesji za oceanem.

Największą siłę demonstrowały w pierwszych godzinach notowań akcje Telekomunikacji Polskiej, PKO BP oraz Pekao, zyskujące 1,9 proc., do których dołączyły szybko walory BZ WBK. Sielanka indeksu największych spółek skończyła się jednak niemal w samo południe, wraz z pogorszeniem się nastrojów w Europie, a szczególnie na parkiecie we Frankfurcie, oraz przyspieszeniem spadków kontraktów na amerykańskie indeksy. W najgorszym okresie spadał on o zaledwie 1 proc. W fazie przeceny uwagę zwracał sięgający niemal 4 proc. spadek akcji PKN Orlen oraz diametralna zmiana podejścia inwestorów do papierów Pekao, które z lidera wzrostów trafiły do grona największych spadkowiczów, tracąc 1,5 proc.

Pod koniec dnia, gdy pojawiła się nadzieja, że przecena na Wall Street nie będzie kontynuowana, nasze indeksy ponownie ruszyły w górę. WIG20 zyskał 1 proc., WIG wzrósł o 0,7 proc., a mWIG40 o 0,2 proc. Wskaźnik najmniejszych firm nie zmienił swej wartości w porównaniu

z czwartkowym zamknięciem.

Obroty wyniosły 1,95 mld zł.

Obserwując poranne zachowanie się indeksu naszych największych spółek, można było odnieść wrażenie, że część inwestorów postanowiła pospiesznie kupić akcje, licząc, że po serii głębokich spadków powinien wreszcie nastąpić gwałtowny ruch w górę. Dziwne jednak było to, że pozostałe indeksy w tej grze przez większą część dnia nie brały udziału. WIG zwyżkował jedynie symbolicznie. Zdecydowanie spadały mWIG40 i sWIG80. To zaś mogłoby rodzić podejrzenie, że poranny wzrost WIG20 wywołany został tylko po to, by spokojnie pozbywać się akcji, nie wzbudzając paniki. Mogłoby, gdyby nie to, że z podobnym scenariuszem mieliśmy do czynienia również na większości parkietów europejskich. W globalny rajd spekulantów uwierzyć raczej trudno. Faktem jest jednak, że WIG20 przez cały dzień zachowywał się znacznie lepiej niż większość indeksów w Europie, a na finiszu dał pokaz siły.