Dużą zasługę dla poprawy nastrojów w branży klimatyzacynej ma ożywienie na rynku budowlanym, z którym jest ściśle powiązana.
— Od dwóch-trzech miesięcy widać istotne ożywienie. Rozpoczęto realizację wielu inwestycji, które z powodu kryzysu zostały wstrzymane. Ponadto właściciele coraz większej liczby lokali użytkowych, także mniejszych, podnoszą ich standard, zakładając systemy klimatyzacyjne. W większości nowych obiektów, zarówno użytkowych, jak i mieszkaniowych, wprowadza się wentylację mechaniczną — mówi Tomasz Trusewicz ze Stowarzyszenia Polskiej Wentylacji.
Wszystkie takie działania pobudzają rozwój branży. Ale przedsiębiorcy ostrożnie oceniają przyszłość.
— Jedyną oznaką poprawy na rynku jest dla mnie zwiększona liczba zapytań ofertowych dotyczących produktów wentylacyjnych. Choć z drugiej strony ich liczba jest zwiastunem zbliżającego się ożywienia. Firmy oferujące tego typu urządzenia dla budownictwa przemysłowego, biurowego czy obiektów handlowych, choć odczuwają załamanie, mogą w najbliższych miesiącach liczyć na poprawę — uważa Marek Maj, prezes firmy Smay z Krakowa.
Przedsiębiorcy muszą być jednak cierpliwi, ponieważ tego typu instalacje montuje się z kilkumiesięcznym opóźnieniem. W inwestycjach rozpoczętych na wiosnę, montaż urządzeń będzie można rozpocząć dopiero jesienią.
Jednak według Tomasza Trusewicza perspektywy dla branży na najbliższych kilka lat są dobre. Udział wentylacji mechanicznej w budynkach będzie rósł, co przełoży się na liczbę zamówień.

Wzrost, ale…
Kryzys nie wpłynął na strukturę odbiorców. Są to nadal przede wszystkim duzi inwestorzy z branży budowlanej. Jednak jak podkreśla Marek Maj, spowolnienie gospodarcze przyczyniło się do zwiększenia ich wymagań. Nie tylko domagają się wysokiej jakości, ale żądają niższych cen. Taka zmiana oczekiwań klientów dla niektórych przedsiębiorców okazała się problemem.
— W przetargach na wykonanie na przykład robót montażowych startowało od kilku do nawet kilkunastu firm. Inwestorzy mogli wybierać wykonawców na podyktowanych przez siebie warunkach. Branża jest "na głodzie", skutkiem czego może być obniżenie jej kondycji finansowej. W niektórych sytuacjach może to doprowadzić do upadłości — dodaje Marek Maj.
Inwestycje poniżej kosztów okazały się zmorą przedsiębiorców. Ktoś musiał dokładać — jak nie wykonawca, to dostawca, firma handlowa czy sami producenci. Przełożyło się to na wyniki finansowe.
— Niektóre firmy zwiększyły obroty o około 10 proc., ale zdecydowana większość zanotowała ich spadek. Nasze badania obejmowały producentów, dystrybutorów i firmy montażowe. Największy spadek obrotów odnotowały firmy działające na rynku inwestycji deweloperskich, dotyczyły więc drobnych instalacji wentylacyjnych czy też tzw. urządzeń domowych — zaznacza Marek Maj.
Walczyć z kryzysem
Również reakcje i działania przedsiębiorców były różne. Według Maja w przedsiębiorcach obudził się instynkt samozachowawczy. Jedni podejmowali decyzję o cięciu kosztów, a inni chcieli zwiększyć swoją efektywność rynkową. Dodaje, że zarządy zostały zmuszone do uatrakcyjnienia ofert poprzez różne obniżki cen.
— Zdecydowana większość firm rozszerzyła zakres oferowanych produktów i usług. Producenci uzupełnili brakujące produkty wentylacyjne w swojej ofercie, która tworzy kompleksowe instalacje. A firmy montażowe zaczęły tworzyć własne biura projektowe lub wręcz zakłady prefabrykacji, aby uatrakcyjnić ofertę dla inwestora, a wszystko po to, żeby oferta była kompletna i oczywiście tania — podkreśla Marek Maj.
Cena gra zazwyczaj decydującą rolę. Kryzys spowodował, że wiele firm, walcząc o inwestorów, zaczęła stosować dumping. A trudno konkurować z kimś, kto oferuje produkt poniżej kosztów.
Przedsiębiorcy narzekają również na konkurencję firm, które proponują klientom produkty co prawda tanie, ale o niskiej jakości. Według Tomasza Trusewicza są one konkurencją dla prostych systemów klimatyzacyjnych i wentylacyjnych.
Jak więc przedsiębiorcy widzą najbliższą przyszłość branży?
— Nastroje są tak różne jak kondycja finansowa firm, od skrajnie pesymistycznych do wręcz niezdrowo optymistycznych. Jedno jest pewne: najważniejsze to przetrwać do września. Bo prognozy są dobre, niektórzy mówią, że bardzo dobre, sądząc po liczbie wydanych pozwoleń, rozpoczętych budów, a skończywszy na zapytaniach ofertowych, spływających każdego dnia do biura mojej firmy. Bądźmy dobrej myśli — mówi Marek Maj.