Byle z dala od tej spółki

Kamil Zatoński
opublikowano: 2007-11-06 00:00

Władze giełdy w ostatnim czasie mocno dbają o wizerunek parkietu. Z tego punktu widzenia nie może dziwić decyzja o wykluczeniu z obrotu Elektrimu, spółki, która sprawiała w przeszłości wiele kłopotów. Choćby takich, jak konieczność wykonywania slalomu przy ustalaniu składu portfela WIG20 — tak, by nie uwzględniać w nim ulubieńca spekulantów.

19 września Ludwik Sobolewski na łamach „PB” mówił, że jeśli zarząd Elektrimu nie będzie chciał ponownie wprowadzić spółki na giełdę, nie będzie na to nalegać. „Nie chcemy mieć w obrocie firmy o takich standardach” — zadeklarował prezes. Można więc się zastanawiać, po co w warunkach wykluczenia z obrotu znalazł się punkt, zobowiązujący zarząd spółki (umocowany uchwałą walnego) do podjęcia działań, zmierzających do ponownego wprowadzenia walorów do obrotu w terminie sześciu miesięcy od zakończenia postępowania upadłościowego. Tym bardziej że GPW nie ma żadnych instrumentów (poza karą finansową), by ten warunek wyegzekwować.

Ręce szybko może też umyć Komisja Nadzoru Finansowego, która tylko od strony formalnej zbada poprawność wyznaczenia ceny w wezwaniu. Drobnym akcjonariuszom instytucje rynku kapitałowego dają więc wyraźny sygnał, że od spółki najlepiej trzymać się z daleka.

Kamil Zatoński