122 proc. giełdowego zysku w ubiegłym roku (dla porównania WIG wzrósł 47 proc.). 11 proc. zysku w tym roku (3 proc.). Co trzeba było zrobić, aby tyle zarobić? Wystarczyło w sylwestra właściwie wybrać do portfela 10 spółek spośród 100 o największej kapitalizacji. Kryterium wyboru było tylko jedno: najniższy wskaźnik cena/wartość księgowa.
Przewartościowanie rynku lub jego niedowartościowanie można mierzyć na wiele sposobów. Jednym z najlepszych, z punktu widzenia co najmniej średniodystansowca, jest prosty, popularny i — co ważne — skuteczny wskaźnik cena/wartość księgowa (tzw. C/WK lub P/BV). Co ważne, wykorzystują go nie tylko drobni inwestorzy.
Przytoczony wskaźnik porównuje cenę akcji danej spółki do przypadającej na nią wartości księgowej (kapitałów własnych, czyli majątku pomniejszonego o zobowiązania). Dzięki niemu można sprawdzić, jak inwestorzy wyceniają złotówkę majątku spółek giełdowych. Wylicza się go zarówno dla całego rynku (wtedy porównuje się kapitalizację spółek do ich łącznego majątku), jak i dla pojedynczych spółek.
Wskaźnik ten niemal idealnie sprawdza się w praktyce. Choćby w ostatnich cyklach koniunkturalnych. W szczycie hossy, czyli w lipcu 2007 roku za złotówkę majątku spółek giełdowych inwestorzy płacili na giełdzie średnio 4 zł. To historyczny rekord. Natomiast w lutym 2009 roku, czyli na samym dnie okrutnej bessy — zaledwie 70 groszy. To była największa promocja na warszawskim parkiecie, licząc od 1992 roku!
Wśród analityków przyjęło się, że wartość wskaźnika poniżej jedności symbolizuje jego niedowartościowanie. Teoretycznie opłaca się wtedy kupić spółkę, wycofać ją z giełdy, sprzedać jej aktywa i zainkasować premię (w rzeczywistości jest to bardzo trudne). Z punktu widzenia drobnych inwestorów jest to dobra okazja, aby powiększać portfele o akcje i zwiększać zaangażowanie na rynku akcji.
Gdzie jesteśmy obecnie? Okazuje się, że pomimo bardzo mocnego wzrostu krajowych indeksów obecna wartość C/WK wciąż napawa optymizmem. Dla 318 spółek wchodzących w skład WIG wynosi 1,4 (uwzględniając wszystkich emitentów, wskaźnik wynosi 1,13). Tak tanio, nie licząc ubiegłego roku, było w 2002 roku, czyli przed rozpoczęciem kilkuletniej hossy.
Należy pamiętać, że niski wskaźnik C/WK dla całego rynku to nie wszystko. Choć istotnie zmniejsza on ryzyko trafienia w bessę, to jednak nie gwarantuje z automatu wysokich zysków, czy chociażby uniknięcia strat w wyniku głębszej korekty. Do pełni szczęścia, czyli systematycznie rosnącego wskaźnika C/WK, potrzeba jeszcze zwiększających się z kwartału na kwartał zysków firm. Czy obecnie można na to liczyć? Finansowe cenzurki spółek za IV kwartał dają taką nadzieję.
Więcej we wtorkowym "Pulsie Biznesu"