Są takie miejsca w Warszawie, gdzie wypada przynajmniej od czasu do czasu się pokazać. Młodzież ma kluby, w których również może zjeść obiad, np. Somę czy Organzę. Natomiast ci z bardziej zasobnymi portfelami mogą spędzić miło czas w Cafe Design przy Krakowskim Przedmieściu. Podobnie jak w klubach, można tu posłuchać muzyki, z tym że nie zmiksowanych odmian techno, ale dobrego nastrojowego jazzu (wieczorami na żywo).
Serwowane dania to doskonały przykład, jak z niewielkiej ilości jedzenia na ogromnym talerzu można zrobić ciekawą i apetyczną konstrukcję. Kotleciki jagnięce z grilla podawane z pikantnym sosem i papryką z domowej marynaty — to przepięknie rozłożone składniki na talerzu. Smakowe walory wypada ocenić równie wysoko. Foie gras z kaczki z konfiturą z czerwonej cebuli z ziołami i cytryną — pycha. Wątróbki delikatne, rozpływające się w ustach. Dosyć ciekawy okazał się pomysł przyrządzenia cebuli. Brawo. Mocną pozycją okazała się zupa. Imbirowy bulion z zielonym groszkiem, kawałkami kurczaka i sosem pesto podawanym w sporej miseczce. Mimo że mnie nasycił, nie mogłem odmówić sobie jeszcze spróbowania kurczęcia faszerowanego gruszkami i papryką. Do tego podano sos peperoni, który mógłby być bardziej wyraźny w smaku, i całą kopę pieczonych ziemniaków. Niezłe. Brakowało mi jednak do tego jakiejś zieleniny. Poprosiłem więc o ziołową sałatę, czyli w efekcie bukiecik składający się z rukoli i innych nie zidentyfikowanych przeze mnie ziół, położony na plasterkach carpaccio z polędwicy i parmezanie. Uczta dla oczu, dla podniebienia też.
Może nie wypada się dziwić nadzwyczajnej strojności dań. Samo wnętrze restauracji to interesująca aranżacja współczesna. Na pierwszy rzut oka kojarzy się bardziej z klubowym wnętrzem — modne ostatnio połączenie drewna, metalu i szkła, do tego wygodne fotele zamiast krzeseł, nieduże stoliki bez obrusów, na ścianach foty z jazzmenami. Czuć w tym wszystkim smak i widać pomysł. To miejsce, w którym naprawdę można poczuć się swobodnie. Obsługa jest sprawna i sympatyczna, stara się nie narzucać. Pozostaje tylko jeden warunek, który dopełni szczęścia — trzeba mieć naprawdę zasobny portfel.
Robert Szpinda, szef kuchni, poleca łososia z rusztu w korniszonowym vinaigrette
Filet pocięty w pasy rolujemy na przemian ze szpinakiem, aż do momentu utworzenia tzw. ślimaka. Posypujemy solą i pieprzem. Całość okładamy liśćmi szpinaku, odstawiamy na 24 h. Smażymy na ruszcie lub grillu.
Sos:
Pokrojone w paski korniszony posypać czosnkiem, pieprzem, cukrem. Zostawić na 1 h. Zalać oliwą. Dodać sól, natkę i ocet balsamico do smaku.
Kus-kus:
Do bulionu rybnego dodajemy płaską łyżeczkę pesto. Zalewamy kaszę.
