Cała nadzieja w rekomendacjach

Anonimowy Inwestor
opublikowano: 2001-09-03 00:00

Cała nadzieja w rekomendacjach

Jestem przegrywającym. Czuję się bezradny wobec moich strat. Decyzje podejmowane przeze mnie na rynku zwykle kończą się bardzo źle. Tracę ogromne pieniądze.

Postanowiłem więc korzystać z opinii komentatorów i analityków, którzy zajmują się zawodowo rynkiem. Jeśli moje dotychczasowe decyzje kończyły się stratami, poleganie na opinii profesjonalistów powinno przynieść mi zyski. Wierzę w to mocno.

Mam do dyspozycji zaledwie 5000 zł. Postaram się jednak ulokować je jak najlepiej, zgodnie z sugestiami profesjonalistów z domów i biur maklerskich. Pierwsza moja decyzja była bardzo trudna. Wiązała się z rynkiem terminowym. Nigdy tego nie robiłem, słyszałem tylko, że można tam bardzo szybko zarobić.

W komentarzu z 23 sierpnia w „Gazecie Wyborczej” Andrzej Stec napisał, że ujemna baza na wrześniowym kontrakcie na indeks WIG20 zwiastuje spadki. Nadal nie bardzo wiem, co to oznacza, ale brzmi bardzo wiarygodnie.

Postanowiłem sprzedać ostrożnie jeden kontrakt. Wciąż nie bardzo wiem, jak można sprzedać coś, czego się nie ma, ale zdaje się, że wszyscy to robią. To jest podobno dużo lepsze niż akcje w czasie bessy. Sprzedałem następnego dnia po ukazaniu się komentarza po 1080 zł. Nadal nie do końca wszystko rozumiem. Nie wiem, też dlaczego zaczęło rosnąć, przecież miało spadać.

Do piątku straciłem 540 zł w trzy dni. Co robić? Wszyscy mi mówią, że baza wciąż jest ujemna. Chyba muszę się wycofać. Rynek akcji jest jednak bardziej zrozumiały.

Jeden z wielkich światowych banków Merrill Lynch upublicznił swoją rekomendację dla Prokomu — „akumuluj długoterminowo”. No to akumuluję.

Choć rekomendacja dla takich jak ja została ujawniona dopiero po dwóch tygodniach (27 sierpnia), to frajerami zostali raczej klienci banku. Gdy do nich dotarł raport, Prokom kosztował 99,60 zł. Po dwóch tygodniach ponad 10 złotych mniej. Ale okazja, prawda. Kupiłem 25 akcji po 87 zł. Na razie wystarczy. W piątek akcje kosztowały 84,10 zł. Straciłem co prawda 72,5 zł, ale nie ma się co przejmować — zalecenie było długoterminowe.

Według prognoz Merrill Lynch, na koniec 2001 roku Prokom zarobi netto 41,8 mln zł, mimo straty netto po pierwszych sześciu miesiącach wynoszącej 19,7 mln zł. Jeśli dobrze liczę, oznacza to, że Prokom musi zarobić netto w drugiej połowie roku 61,5 mln zł. To na tyle dużo, że chyba analitycy tak renomowanej instytucji nie wyssali tego z palca.

Prawdopodobnie wiedzą coś więcej, w końcu utrzymują kontakt z firmą i mają informacje o wszystkich planach w 2001 roku. W tygodniu pokazała się jeszcze informacja o możliwym przejęciu Softbanku. To chyba dobra wiadomość? Powstanie większa firma, o większych możliwościach. Fakt, że Softbank tego nie chce, potwierdza chyba atrakcyjność przejęcia.

W moim portfelu pozostało 1905 zł. Czekam na superokazję i kolejne analizy. Do tej pory straciłem zbyt wiele, by grać na własną rękę.

Podsumowanie: Blokada na depozyt pochłonęła aż 870 zł. W Prokom zainwestowałem 2175 zł, kolejne 50 zł straciłem na prowizje. W portfelu zostało 1905 zł. Nie mam wyjścia, będę grać dalej. Przecież analitycy będą nadal publikować rekomendacje.