Dzień Niepodległości Ukraina obchodziła 24 sierpnia w piątym roku pełnoskalowej, tragicznej wojny obronnej z napastniczą Rosją, która co prawda trwa na razie krócej niż druga światowa 1939-1945 (licząc od ataku na Polskę do kapitulacji Japonii – sześć lat i dzień), ale już dłużej niż tzw. Wielka Wojna Ojczyźniana 1941-1945, będąca historycznym punktem odniesienia dla całego byłego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR). Ponad 35 lat temu rozpadał się, poczynając od Polski, obóz moskiewski w naszej części Europy, ale wtedy na niepodległość wybijały się państwa satelickie wobec Kremla, które po 1945 r. utrzymywały własne flagi, hymny, obywatelstwo, paszporty, wojsko, reprezentacje sportowe etc. W zestawieniu z naszym przymusowym trwaniem w obozie tzw. republiki związkowe ZSRR realnie siedziały po prostu w więzieniu.
Ruchy wolnościowe w nich ożywiły się ze znacznym przesunięciem w czasie w stosunku do naszych. Najszybciej nastąpiło to w 1989 r. w Litwie, Łotwie i Estonii. Katalizatorem gwałtownie przyspieszającym rozpad ZSRR był nieudany, o posmaku wręcz groteskowym, tzw. pucz Giennadija Janajewa z 19-22 sierpnia 1991 r. Właśnie w tamtych dniach ruszyła w republikach kaskada deklaracji niepodległościowych, Rada Najwyższa Ukraińskiej SRR przyjęła taką 24 sierpnia 1991 r. – i to jest narodowe święto.
ZSRR tak naprawdę upadł 8 grudnia 1991 r., w rządowej leśniczówce Wiskule w białoruskiej części Puszczy Białowieskiej. Przywódcy Rosji, Ukrainy i Białorusi tamtego długiego wieczoru dosłownie… przepili potężny ZSRR. Prezydent Michaił Gorbaczow na Kremlu dowiedział się, że gabinet co prawda ma, ale już bez państwa. Traktatowo dopełniło się to 26 grudnia 1991 r. Utworzona wtedy tzw. Wspólnota Niepodległych Państw (WNP) opierała się na opoce – otóż wszyscy sygnatariusze potwierdzili nienaruszalność granic dotychczasowych republik związkowych. Rosji od samego początku się to nie podobało, ponieważ przez wiele lat w czasach silnego i trwającego w domyśle wiecznie ZSRR niektóre pograniczne terytoria przywódcy pochopnie przekazywali lub pozostawiali w republikach związkowych. Realnie było wszystko jedno, te granice w przybliżeniu przypominały granice stanów w USA, bardzo silnym kordonem było przecież zewnętrzne ogrodzenie ZSRR. Do końca XX wieku pod rządami Borysa Jelcyna pretensje terytorialne Kremla były łagodzone i skrywane. Od początku XXI wieku nowy car Władimir Putin postawił sobie za cel zawrócenie rzeki historii. Marzy generalnie o odtworzeniu za swego życia ZSRR, dlatego utworzył tzw. Unię Euroazjatycką. W krótszym horyzoncie czasowym żąda powrotu do Federacji Rosyjskiej terenów, które w epoce ZSRR trafiły do sąsiadów, wówczas bratnich, obecnie zaś – z punktu widzenia Kremla – wrażych.
Najbardziej jaskrawy przykład to oczywiście zagarnięcie w 2014 r. półwyspu Krym. Drugim krokiem było wywołanie ograniczonej początkowo wojny o Donbas, która od 2022 r. zmieniła formę na pełnoskalową wojnę z całą Ukrainą. Przy czym Ukraina to obecnie front główny, na dalszym horyzoncie Władimir Putin widzi obszary zamieszkane przez ludność rosyjskojęzyczną w Estonii i Łotwie. Republiki bałtyckie na szczęście objęte są parasolem Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO), ale Ukraina takiego komfortu nie ma. Skrócony rys historyczny jej niepodległości w 35. rocznicę przypomniałem dla uświadomienia fatalnej dla pokoju światowego okoliczności, że Władimir Putin do końca dni swoich zachowa się jak w tytule.

