Cargo i Węglokoks czekają na bocznicy

Polskie konsorcjum może wkrótce wrócić do gry o Port Gdański Eksploatacja, którego zakup negocjuje spółka z Malty.

1,5 mln ton rocznie, czyli jedna trzecia węgla trafiającego na gdańskie wybrzeże przeładowywana jest w Porcie Gdańskim Eksploatacja (PGE), sprzedawanym właśnie przez państwowy Zarząd Morskiego Portu Gdańsk (ZMPG). Obiekt jest oknem na świat nie tylko dla górników, ale także polskich hut, bo przeładowuje się w nim całą przypływającą do Gdańska rudę (12,5 mln ton rocznie). Trzecim cennym towarem jest zboże — przez PGE przewija się 773 tys. ton płodów rolnych. Nic dziwnego, że na spółkę nie brak chętnych.

Boczny tor

Choć za faworyta uchodziło konsorcjum Węglokoksu i PKP Cargo, wyłączność negocjacyjną dostała zarejestrowana na Malcie firma Mariner Capital Limited. Polskie przedsiębiorstwa mogą jednak wrócić do gry.

— ZMPG dopuścił do negocjacji dwa pomioty, a przyznanie wyłączności firmie Mariner nie oznacza, że konsorcjum Węglokoksu i PKP Cargo zostało wyeliminowane — zapewnia Janusz Kasprowicz, rzecznik ZMPG.

Maltański inwestor ma wyłączność do 17 listopada. Później gdańscy portowcy mogą podjąć rozmowy z polską grupą, by wybrać partnera, który zaoferuje lepsze warunki. Na starcie ZMPG zastrzegł sobie możliwość swobodnego wyboru partnerów, odstąpienia od negocjacji bez podania przyczyny, a także zmiany procedury zbywania akcji. Polskie konsorcjum nie chce jednak być na bocznym torze.

— Komunikat jest jasny, nasze konsorcjum złożyło ofertę i jest na krótkiej liście, ale przyznanie wyłączności negocjacyjnej firmie Mariner powoduje, że na miesiąc zostaliśmy odsunięci od procesu i w tym okresie PGE może zostać sprzedany naszemu konkurentowi. Dlatego zawieszamy prace nad tym projektem — mówi Adam Purwin, prezes PKP Cargo.

Polska grupa może je wznowić, jeśli ZMPG nie dogada się z Maltańczykami. — Wraz z Węglokoksem nadal jesteśmy zainteresowani zakupem PGE oraz rozwojem portu — podkreśla Adam Purwin.

Polityczny szczebel

Z informacji „PB” wynika, że decyzja o przyznaniu wyłączności spółce Mariner spowodowała zamieszanie w kręgach rządowych. Z jednej strony, ministrowie zapowiadają restrukturyzację górnictwa i obronę sektora przed dumpingowym importem surowca niewiadomego pochodzenia, z drugiej zaś — państwowa firma zamiast sprzedać węglowy port krajowym graczom, negocjuje z Maltańczykami.

— W obecnej sytuacji geopolitycznej przyznanie wyłączności firmie, której kapitał jest trudny do zidentyfikowania, jest nie do pomyślenia. Wygląda na to, że znów kierowano się jedynie ceną, a nie perspektywami rozwoju portu, nierozerwalnie związanego z polskim górnictwem. Zabrakło patrzenia na gospodarkę jako całość — uważa Arkadiusz Krężel, który w latach 80. zdobywał szlify zawodowe w kopalni Kazimierz Juliusz, później — jako prezes Agencji Rozwoju Przemysłu — zajmował się restrukturyzacją sektora węglowego, a obecnie jest związany m.in. z rynkiem kolejowym. O spółce Mariner rzeczywiście wiadomo niewiele.

Grupa niedawno wyemitowała obligacje wartości 35 mln EUR, z czego 20 mln EUR przeznaczono na refinansowanie, resztę na akwizycje. Firma zarządza terminalami w łotewskiej Rydze, Wenecji i Albanii, a jej szefem jest Martin Hili, który na zlecenie rządu maltańskiego restrukturyzował tamtejszy Freeport.

Prezes Marinera pracował także przy budowie rodzinnego biznesu Hili Company, grupy firm działających pod tym samym maltańskim adresem co Mariner, zajmujących się — oprócz działalności portowej i shippingowej — logistyką, nieruchomościami i IT. Do grupy należy też fundusz Hili Ventures, który zarządza m.in. siecią sklepów Apple Premium Reseller w Rumunii i na Węgrzech.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane