Rynek nie sprzyja inwestowaniu w CCS (Carbon Capture and Storage), czyli technologię umożliwiającą wychwytywanie dwutlenku węgla (CO 2) i składowanie go pod ziemią w specjalnie wybudowanych magazynach. CCS służy wprawdzie klimatowi, ale jest obecnie dramatycznie nieopłacalny.
— Przyjmuje się, że rentowność takie inwestycje zyskują wtedy, gdy cena praw do emisji CO 2 przekracza 40 EUR za tonę — mówi Marek Ściążko, dyrektor Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla.
Teraz ceny praw do emisji CO 2 wahają się w okolicach 4 EUR. Trudno się dziwić, że Polska Grupa Energetyczna (PGE) woli kupować uprawnienia i oficjalnie już odstąpiła od projektu CCS. Ale dlaczego Tauron właśnie taki uruchomił?
Zbyt droga futurystyka
— Różnica tkwi w skali. Projekt PGE miał cechy niemalże komercyjnego przedsięwzięcia i wiązał się z budową, obok elektrowni, magazynu do składowania wraz z infrastrukturą transportową. Tauron uruchomił projekt czysto badawczy, na małą skalę — podkreśla Marek Ściążko, który współpracuje z Tauronem na tym polu. PGE miała wybudować CCS w Bełchatowie, za ponad 2,3 mld zł (jedna czwarta miała pochodzić z UE). Wyszło jednak, że to za drogo.
— Inwestycja w CCS jest długotrwale nieopłacalna, dlatego zdecydowaliśmy, że wycofujemy się z tego projektu. Tak jak wszyscy, jeśli chodzi o dużą skalę, na całym świecie — komentował na niedawnej konferencji prasowej Wojciech Ostrowski, wiceprezes PGE. Z podobnych przyczyn z inwestycji w CCS zrezygnowały w marcu 2011 r. Zakłady Azotowe Kędzierzyn. Miały realizować projekt z Tauronem, na dużą skalę.
— CCS to inwestycja o odległym horyzoncie czasowym i niezwiązana wprost z naszą branżą. A my, po pierwsze, mamy ważniejsze kwestie na głowie, a po drugie, nie stać nas na CCS. Zwłaszcza przy obecnych i prognozowanych cenach uprawnień do emisji CO 2 — wyjaśnia Witold Szczypiński, wiceprezes grupy Azoty, w której skład wchodzi dziś Kędzierzyn. Zostawszy sam, Tauron postanowił kontynuować plany, ale z mniejszym rozmachem — za jedyne 8 mln zł. Na razie zajmie się samym wychwytywaniem CO 2,bez transportu i składowania.
— To projekt typowo badawczy. Instalacja będzie przewoźna i będzie pracowała w formie by-passu na kanale spalin. Wychwycony dwutlenek węgla będzie zawracany do kanału spalin — tłumaczy Magdalena Rusinek, rzeczniczka Tauronu. Misja Tauronu nie jest czysto biznesowa. Państwowa firma chce też dostarczyć Polsce argumentów w negocjacjach klimatycznych na poziomie europejskim.
— Robimy to dla wiedzy i jakości argumentacji. Na forum europejskim zarzuca się Polsce blokowanie inicjatyw na rzecz klimatu, przy jednoczesnym braku doświadczeń technologicznych w tej dziedzinie. Zamierzamy pozyskać te doświadczenia — podkreśla Marek Ściążko. Inwestycja Tauronu to pierwszy taki projekt w Polsce.
Unia spróbuje popchnąć
Problem rentowności CCS dostrzega na szczęście również Komisja Europejska. W środę opublikowała komunikat o przyszłości tej technologii. „Technologia wychwytywania i składowania dwutlenku węgla nie rozwija się w tempie zgodnym z prognozami z 2007 r. Jednym z powodów jest to, że przy aktualnych cenach uprawnień firm nie mają motywacji, by inwestować w CCS” — głosi komunikat.
Komisja zamierza przeprowadzić konsultacje w tej sprawie i wziąć ich wyniki pod uwagę przy pracach nad polityką energetyczną i klimatyczną do 2030 r.
— Widzę jedno rozwiązanie: Unia powinna finansować 100 proc. kosztów CCS — uważa Jacek Saryusz-Wolski, europoseł i stały sprawozdawca ds. bezpieczeństwa energetycznego w Parlamencie Europejskim.
Inwestycjami w CCS interesują się europejskie banki: EBI i EBOR, które tradycyjnie wspierają przedsięwzięcia korzystne dla klimatu. Chętnie by skredytowały taki projekt. CCS promują też ekolodzy, choć nie bezkrytycznie.
— Ta technologia nie jest idealna, ale bez niej krajom takim jak Polska trudno będzie osiągnąć dekarbonizację. Dlatego cieszy nas decyzja Tauronu i mamy nadzieję, że inne koncerny pójdą tym śladem — mówi Michał Olszewski, rzecznik ClientEarth.
Decyzja PGE, zdaniem ClientEarth, oznacza odsunięcie w przyszłość tematu, do którego koncern i tak będzie musiał powrócić. Wielki przemysł nie zawsze ma jednak ochotę rozwijać CCS.
— O wiele lepszym rozwiązaniem jest inwestowanie w obniżenie energochłonności naszych technologii, co przynosi natychmiastowy efekt — zauważa Witold Szczypiński z grupy Azoty.