Jednak tym razem zwyżka nie była podyktowana ani decyzjami OPEC, ani napięciami geopolitycznymi wokół Rosji, lecz… pogodą. Przez Stany Zjednoczone przetoczyły się bowiem burze śnieżne, a fala arktycznego powietrza dotarła aż do Teksasu, gdzie doprowadziła do zaburzeń w produkcji ropy naftowej na największym łupkowym polu naftowym kraju, czyli Permian Basin.
Co ciekawe, trudne warunki pogodowe doprowadziły także do istotnych zaburzeń w popycie na paliwa, bowiem wstrzymanych zostało sporo lotów, zamkniętych zostało wiele szkół, pojawiły się ograniczenia w dostawach prądu, a wielu Amerykanów zostało w swoich domach.
Niemniej, inwestorzy na rynku ropy są obecnie ewidentnie dużo bardziej skupieni na obawach o podaż niż na zaburzeniach popytowych. Wynika to m.in. z niskich zapasów ropy naftowej w wielu krajach świata, które sprawiają, że ceny ropy są wyjątkowo podatne na problemy związane z produkcją ropy.
Jeszcze przez kilka tygodni sytuacja podażowa na rynku ropy naftowej może być napięta. Już w II kwartale br. na globalnym rynku tego surowca oczekiwana jest nadwyżka – i jeśli taki scenariusz się zrealizuje, to prawdopodobnie przełoży się na uspokojenie sytuacji na rynku ropy i wyhamowanie wzrostów cen lub wręcz wyraźne zawrócenie ich w dół.