Cena ropy spadła. Co będzie dalej?

  • Adam Czyżewski
23-08-2014, 15:10

19 czerwca za baryłkę ropy Brent płacono najwięcej od roku, bo 116 dolarów. Tydzień później cena zaczęła się systematycznie obniżać i obecnie ropa jest najtańsza od kwietnia ubiegłego roku: 19 sierpnia baryłka kosztowała niecałe 102 dolary.

Wszystko to w czasie, gdy na Ukrainie, w Iraku, w Libii i w Syrii trwają wojny, które są dalekie od zakończenia a relacje pomiędzy Rosją, Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi są najbardziej napięte od czasów zimnej wojny. 

W wyniku wojen podaż ropy naftowej z rejonu Afryki Północnej i Środkowego Wschodu skurczyła się o ponad 3 mln baryłek dziennie. Poduszka ratunkowa, jaką jest niewykorzystany potencjał wydobycia w Arabii Saudyjskiej jest coraz cieńsza. Obecnie jest to około 3,2 mln baryłek dziennie, czyli 700 000 baryłek powyżej dolnej granicy „rynkowej strefy komfortu”. 

Co będzie dalej? Zdecydowanie łatwiej wyjaśnić to, co się już stało. Rynki kierują się oczekiwaniami, które są formułowane na podstawie tego, co już było oraz doświadczenia. Towarzyszy temu niepewność, która w przypadku tak niepowtarzalnych wydarzeń, jakimi są konflikty geopolityczne, jest bardzo duża, jednak nie pozostawia nas bez oczekiwań, do których odnosimy to, co się faktycznie dzieje. Spójrzmy zatem na rynek ropy przez pryzmat oczekiwań z maja, nim ceny ropy zaczęły rosnąć. Otóż projekcje z końca maja wskazywały, że cena ropy Brent w latach 2014 i 2015 będzie powoli wędrować w dół, w okolice stu dolarów za baryłkę i że będzie się to odbywać w warunkach dużej  podatności cen na zmiany. Za spadkiem cen przemawiał odpowiednio silny przyrost podaży ropy w USA i w Kanadzie, nie narażony na ryzyko geopolityczne, który w zasadzie sam wystarczał do zrównoważenia oczekiwanego przyrostu globalnego popytu.

Bilans ropy domykał się jednak przy dość cienkiej poduszce ratunkowej, jaką tworzą rezerwy wydobycia ropy w Arabii Saudyjskiej. Wspomniane 700 000 baryłek dziennie, dzielące rynek od strefy komfortu mogło dość szybko znaleźć się w sferze ryzyka, w przypadku eskalacji znanych konfliktów, lub wybuchu nowych. Takie wydarzenia posłałyby ceny ropy w górę a miejsc w których mogłoby do nich dojść, jest wiele. W znanych mi projekcjach z maja oczekiwano, co prawda, dalszego spadku podaży ropy z Libii i z Nigerii (oraz w mniejszym stopniu z Wenezueli) ale oczekiwano także, że nastąpią istotne przyrosty wydobycia w Iraku i Kuwejcie oraz mniejszy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wojnę na Ukrainie i sankcje nałożone na Rosję uwzględniano jako czynnik ryzyka dla przyszłych dostaw ropy, ale bilansie ropy w horyzoncie 2014-2015 nie uwzględniano zmniejszenia wydobycia.

Tym razem był to Irak, który jest kluczowym graczem na globalnym rynku ropy. Obecnie jest na drugim miejscu w OPEC pod względem wydobycia (około 3,3 mln baryłek dziennie) ale pod względem zasobów jest zaliczany do ścisłej światowej czołówki potencjalnych dostawców ropy. Gdy w czerwcu dzihadyści z  Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu (ISIL) przeprowadzili ofensywę na północy Iraku, zajmując m.in. prowincję Niniwa i Salah ad-Din, wraz ze stołecznymi miastami Mosul i Tikrit, wystraszyli wiele rynków, w tym rynek ropy. Cena poszła w górę.

Zwykle, na początku każdego konfliktu, premia strachu zawarta w cenie ropy jest najwyższa. Jeśli nie dochodzi do przerwania dostaw, a w tym przypadku do tego nie doszło, w miarę upływu czasu, rynek się dywersyfikuje, zarówno w ocenie potencjału konfliktu jak i w zakresie możliwości ubezpieczenia przed jego skutkami. Kiedy 29 czerwca ISIL ogłosiło powstanie kalifatu pod nazwą „Państwo Islamskie” na ziemiach przez siebie kontrolowanych, obawy o rozprzestrzenienie się konfliktu na południe Iraku, skąd pochodzi obecne wydobycie, chwilowo zmalały i cena ropy zaczęła się obniżać.

Na tym tle, w ubiegłym tygodniu doszło do rzadko spotykanej sytuacji, w której wszystkie informacje sprzyjały spadkom cen. Amerykańska EIA (Energy Information Administration) podała, że w USA wydobycie ropy z pokładów niekonwencjonalnych (tight oil) było wyższe, niż oczekiwano i to przy wyższej wydajności pojedynczych odwiertów. W tym samym czasie Międzynarodowa Agencja Energii opublikowała korektę w dół prognoz wzrostu popytu na lata 2014 i 2015, bo oczekuje spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego na świecie. Oczekiwania MAE okazały się zbieżne z opublikowanymi właśnie szacunkami wzrostu PKB w Europie, które okazały się słabsze od prognoz. Obniżyło się także ryzyko dotyczące perspektyw wydobycia ropy w Iraku po tym, jak premier Nouri Al-Maliki zgodził się ustąpić i swoją decyzją oddalił ryzyko zamachu stanu.

Co będzie dalej? Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi, bo trudno przewidzieć, jak rozwiną się dzisiejsze konflikty. Lekcja z Iraku jest taka, że w majowych projekcjach cen ropy Brent premia za ryzyko była zbyt niska i w latach 2014 i 2015 należy oczekiwać wyższych cen. Ukraina i Syria wydobywają niewiele ropy, ale wpływ konfliktów zbrojnych rozciąga się daleko poza fizyczne granice tych krajów. W przypadku Ukrainy mamy do czynienia z sankcjami, które wpłyną na przyszłe dostawy ropy z Rosji. Ograniczenia w dostępie do zachodnich technologii oraz w dopływie kapitału odroczą perspektywę eksploatacji trudnych i drogich zasobów ropy nie wiadomo, na jak długo, co wiązałoby się z prawdopodobnym spadkiem wydobycia, począwszy  od 2016 roku. Z kolei wojna w Syrii przerodziła się w bardzo intensywną wojnę w Iraku, w którą ponownie zaangażowały się zbrojnie Stany Zjednoczone. Libia jest w stanie zupełnej anarchii. Wydobycie ropy, jeszcze w 2012 roku na poziomie 1,45 mln baryłek dziennie obecnie jest ponad połowę niższe i są poważne obawy, że może spaść do zera. Kolejnym punktem zapalnym jest konflikt Izraela z Palestyną.  

Są też dobre informacje dotyczące wzrostu podaży ropy naftowej w USA. Dynamiczne przyrosty wydobycia od 2008 roku już zrekompensowały z nawiązka ubytki wydobycia w rejonie Afryki Północnej i na Środkowym Wschodzie, czemu zawdzięczamy względny spokój na rynku ropy w tym okresie. W stosunku do oczekiwań z maja, podniesione zostały projekcie wydobycia w USA na lata 2014 i 2015 o 300-400 tysięcy baryłek dziennie. W powiązaniu z obniżeniem prognoz globalnego popytu na ropę naftową o około 200 tysięcy baryłek dziennie daje to nieznaczną poprawę globalnego bilansu ropy. Czynnik ten przez pewien czas może przytrzymać cenę ropy Brent w pobliżu stu dolarów za baryłkę i przy dużej podatności cen ropy na zmiany możemy widzieć ceny poniżej stu dolarów. Czy tak się stanie? Czas pokaże.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Cena ropy spadła. Co będzie dalej?