Wczoraj impulsem wzrostowym na rynku ropy naftowej okazały się dane dotyczące zapasów tego surowca w Stanach Zjednoczonych. Tradycyjnie, we wtorek, swoje wyliczenia na ten temat przedstawił Amerykański Instytut Paliw (API). Podał on, że w poprzednim tygodniu zapasy ropy naftowej spadły o 2,48 mln baryłek. To zaskakujący odczyt, biorąc pod uwagę fakt, że oczekiwano zwyżki o około 2 mln baryłek.
Powyższy odczyt wsparł stronę popytową na rynku ropy naftowej, zwłaszcza tej w Stanach Zjednoczonych. Sprawił on także, że dzisiaj tym mocniej wyczekiwany jest raport Departamentu Energii USA (DoE) na temat zapasów paliw w tym kraju – ma on się pojawić dziś o 16:30. Departament dysponuje dostępem do większej ilości danych niż API, więc jego wyliczenia są jeszcze dokładniejsze. Nie zmienia to faktu, że w około 75 procentach przypadków, kierunek zmian prezentowany przez API i DoE, jest ten sam.
Jeśli DoE potwierdzi spadek zapasów ropy naftowej, benzyny i destylatów w USA, to będzie to dość klarowny sygnał większego popytu na paliwa w tym kraju. Zresztą, wokół popytu pojawiło się ostatnio więcej optymizmu, głównie za sprawą zwiększania liczby połączeń lotniczych w Stanach Zjednoczonych oraz otwierania gospodarek azjatyckich (to drugie już bardziej w kontekście globalnego popytu na ropę ). To zaś sprzyja wzrostowi zapotrzebowania na paliwa.